Posted on: 2 grudnia 2014 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Bardzo piękną pieśń śpiewa się często w jednym z kościelnych mediów elektronicznych. Jest w niej echo zarówno Dziejów Apostolskich, jak homilii Jana Pawła II: „Abyśmy byli jedno, podajmy sobie ręce. Abyśmy byli razem i jedno mieli serce”. Jeszcze piękniejszy jest refren: „Niech się odmieni oblicze Ziemi. Tej Ziemi”. I byłoby to naprawdę pocieszające, gdyby nie fakt, że ci politycy, którzy tak chętnie wtulają się w obręb tej rozgłośni, uczestnicząc w audycjach, zapraszani do innych mediów zamieniają każdą dyskusję w spór nie dający się zrozumieć, ponieważ nie przerywają swoich monologów nawet wtedy, gdy przemawia ktoś inny. Zamiast normalnego dyskursu politycznego, słyszymy wtedy nie do zniesienia jazgot. To chyba jednak wina dziennikarzy, którym najwyraźniej wcale nie przeszkadza, że odbiorca ma tylko obrazek, bo słów i sensu nie jest w stanie zrozumieć. Tyle że jeśli się zaprasza przeciwników politycznych, a nie panuje nad rezultatem, to oznacza to po prostu akceptację takiego stanu rzeczy. Gdzie te czasy, kiedy w publicznej telewizji istniała „Linia specjalna” red. Barbary Czajkowskiej, gdzie obowiązywały czytelne zasady, kulturalna forma, a odbiorcy mieli możliwość wyrażania opinii na „tak” lub na „nie” przy pomocy telefonu. Natomiast dyskutanci włączani byli na określony czas i dyscyplinowani bez zarzutu. Myślę, że teraz nie tylko ja jedna coraz częściej po prostu wyłączam program jako niewarty odbioru.

Ale i tak w ostatnich dniach listopada pojawił się temat, który powinien był zająć uwagę dziennikarzy telewizyjnych bez porównania bardziej, niż to miało miejsce. Chodzi o więcej niż drastyczny fakt brutalnego karania dzieci dopiero co przeniesionych do domu dziecka z powodu patologicznej sytuacji w ich rodzinie. To nie jest tylko sprawa dla sądu, to jest pytanie o to, czy w ogóle domy dziecka powinny jeszcze istnieć jako przyjęta przestrzeń wychowawcza. To pytanie stawiane jest w naszym życiu społecznym od paru dziesiątków lat. Bywało jednak porzucane jakby z bezradności, a może nawet z przekonania, że państwowe wychowanie to jest coś obiecującego. Dziś jednak już przecież zdajemy sobie sprawę, że dom dziecka jest z reguły dla swoich wychowanków zesłaniem a nie domem. Nie zauważyłam, by sprawa zainteresowała nawet bardzo ideowych dziennikarzy dłużej, niż tę minutę, którą jej przeznaczono w serwisie informacyjnym. Dlaczego?

comments

Leave a Comment