Posted on: 21 października 2014 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Stefanowi Bratkowskiemu należą się gorące wyrazy wdzięczności za piątkowe wydanie „Salonu Radia TOK FM” (17 października), w którym z dwojgiem przyjaciół wspominał księdza Jerzego Popiełuszkę z najwcześniejszych lat ich przyjaźni. A także późniejszej troski o bezpieczeństwo księdza wchodzącego coraz głębiej w świat grozy i przemocy, przed którym starał się ochraniać prześladowanych. Trzydziesta rocznica wstrząsającej śmierci księdza Jurka, dziś już błogosławionego, ale wtedy jednego z nielicznych, którzy w starciu z realiami stanu wojennego zapłacili najwyższą cenę, doczekała się obchodów, wspomnień i pięknych słów solidarności z męczennikiem. Nie wszyscy jednak potrafili pokazać samotność i wymiar odwagi, a równocześnie autentyczną wiarę, jako jedyne odniesienie, które ludziom pozwala bronić się przed złem.

W „Tygodniku Powszechnym” w tamtych latach niewiele mogliśmy napisać o śmierci księdza Jerzego, bo cenzura szalała. Ale udało się zamieścić jego ostatnią naukę: kazanie z Bydgoszczy, z której wyruszył po śmierć. Dzisiaj wszyscy łatwo powtarzamy wezwanie, by bronić się przed nienawiścią i zło zwyciężać dobrem, myślę jednak, że nie wolno zapominać o realiach tamtego czasu. To nie tylko i nie przede wszystkim historia osaczania księdza przez przemoc esbecką, ukoronowana jego ostatnimi godzinami po porwaniu, o których nie wiemy nic poza dobrowolnymi zeznaniami sprawców, które mogą być skłamane albo ograniczone według ich wyboru. Myślę, że na wnikliwą refleksję ciągle czeka sprawa tych nielicznych kapłanów, traktowanych wtedy przez przełożonych jako kłopotliwych radykałów, często powstrzymywanych zakazami albo wręcz odwoływanych. Tylko prymas Józef Glemp, w publicznym rachunku sumienia wyznał, że czuje odpowiedzialność za to, co best online casino stało się z księdzem Jurkiem. Dlaczego jednak nigdy nie wyjaśniono nieobecności księdza Jerzego przy Janie Pawle II, pielgrzymującym po Polsce w roku 1983, kiedy, o ile mnie pamięć nie myli, to właśnie ksiądz Jurek odpowiadał za służbę sanitarną, zabezpieczającą wizytę papieską w Warszawie? Podczas spotkania w kościele św. Anny Jan Paweł II pocieszał wtedy Barbarę Sadowską, matkę Grzegorza Przemyka, pobitego śmiertelnie na komendzie milicji, i wszystkie kamery mogły to utrwalić. Księdza Jurka, już wtedy ściganego siatką przemocy, nikt wówczas nie przypomniał i nie zabezpieczył choćby uściskiem Papieża. Tak samo nie wiem do dziś, dlaczego organizatorzy ostatniej mszy celebrowanej przez księdza Jerzego w Bydgoszczy, mogli pozwolić mu na nocny powrót samotnym samochodem z kierowcą, zamiast towarzyszyć przynajmniej jednym, albo i dwoma autami.

Nie wystarcza mi pociecha, jaką czułam podczas tegorocznych uroczystości, że teraz mamy czczonego patrona w niebie. To się tak łatwo wymawia… A o tym, jak wyglądała przeszłość, zdajemy się zapominać, jakby była ona mało ważna. Pozostają tylko piękne słowa.

comments

Leave a Comment