Posted on: 16 sierpnia 2016 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Sama nie wiem, czy „Warszawianka 1831”, pieśń powstania listopadowego, jak powiedział pan prezydent podczas defilady wojskowej w dniu święta Wojska Polskiego, była rzeczywiście śpiewana przez żołnierzy podczas bitwy podwarszawskiej w 1920 roku, kiedy ważyły się losy Europy. Dlaczego tekst o „dniu krwi i chwały”, który „oby dniem wskrzeszenia był”, zrodzony pod zaborami, miałby nieść tamtą najgłębszą prawdę? I czy da się odtworzyć, co naprawdę śpiewano na polu bitewnym, a nie w rzewnych wspominkach? One bowiem, dzięki muzyce i słowom, przemieniają ostateczną grozę w łączący wszystkich czuły i patetyczny symbol. Patrzyłam na towarzyszących defiladzie ojców rodzin, z kilkuletnimi dziećmi na ramionach, z gorącym życzeniem, by nigdy ani nie chcieli, ani nie musieli przenosić swojego entuzjazmu z symbolu w rzeczywistość. Bo my w Wilnie wszystko to braliśmy i jeszcze pamiętamy. Sprzed wojny i z czasu wojny. I pamiętają to, żyjący dotąd, powstańcy warszawscy.

comments

Leave a Comment