Posted on: 6 stycznia 2018 Posted by: Justyna Nowicka Comments: 1

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 7 stycznia 2018

NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGO

Mk 1, 7-11

 

Jan Chrzciciel tak głosił: «idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie duchem Świętym».

W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie».

***

Gdyby nie gołębica, pewnie nawet Jan Chrzciciel, który Go zapowiadał, nie rozpoznałby w Nim Syna Bożego. Jezus nie przychodzi jako władca, nie żąda dla siebie przywilejów, ani specjalnego traktowania. Przychodzi razem z innymi, aby dać się ochrzcić. Odziany jedynie w słabość.

Słabość ma zwłaszcza do grzesznika, do opuszczonego, pobitego, pokonanego przez złudzenia, odartego z nadziei i godności, sprowadzonego na dno człowieczeństwa. Trudno Go tam rozpoznać, bo kto by się spodziewał spotkać tam Boga? W takim miejscu, w takim towarzystwie? Wielu wciąż się to nie mieści w głowie. Może dlatego, że za nic nie chcą się zaliczyć do grzesznego towarzystwa? No bo jak to? Niby z jakiej racji?

Szczęściarzem jest ten, kto dostrzega swoją nędzę, a w niej głęboką potrzebę zbawienia. Wtedy może zobaczyć, gdzie Jezus przychodzi w jego życiu. Bo właśnie na tym polega chrześcijaństwo, a więc wiara w Jezusa Chrystusa, by rozpoznać Go ukrytego pośród codzienności – w skromnej postaci, nie krzykliwego, ale jedynego. Także na tym, by potrafić rozpoznać Bezgrzesznego pośród mojej grzeszności. Bo On wtedy stoi obok mnie, razem ze wszystkimi grzesznikami i wpatruje się w rozdarte niebo i słucha głosu, który stamtąd dobiega.

Bóg zabiera głos. Kończy się czas, w którym niebo jest oddzielone murem od ziemi. Wszystko staje się pojednane w Chrystusie. W Nim ja grzesznik mogę stać się świętym. Ale tylko jeśli zaakceptuję fakt, że nie jestem lepszy niż inni, nie jestem bez grzechu i nie jestem w stanie przestać być grzesznikiem (nawet, jeśli czasami uda mi się niektórych grzechów nie popełniać).

Inicjatywa wychodzi od Boga – to On otwiera niebo. On daje zbawienie. Ale to nie znaczy, że człowiek nie ma niczego do zrobienia. Do człowieka należy odpowiedź. Przyjęcia daru. Być może tez pogodzenie się z tym, że zbawienie nie jest zdobyczą, nie da się go wypracować, wysłużyć, ani wyłudzić. Można je przyjąć tylko w jeden sposób – pragnąc go.

 

 

 

comments

1 people reacted on this

Leave a Comment