Posted on: 27 sierpnia 2020 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Cóż powiedzieć o Niej, która była tak bliska nam – środowisku Klubów „TP” w ostatnim dziesięcioleciu swego życia? W jaki sposób pokazać, jak wielkim zaszczytem zostaliśmy przez  Nią  obdarzeni? Pisze ks. Adam Boniecki w edytorialu z ostatniego numeru „TP”: „Na emeryturze przestała publikować w „Tygodniku” […]. Pisała dla miesięcznika „Znak” i od czasu do czasu na stronie Klubów Tygodnika Powszechnego”. Nie obrazi się ks. Adam, jeśli zaproponuję małą zmianę: „pisała na stronę Klubów Tygodnika i od czasu do czasu dla miesięcznika „Znak”. Ta kolejność bowiem, chyba bardziej odpowiada rzeczywistości.

Głos Pani Józefy Hennelowej najmocniej i najczęściej wybrzmiewał ostatnimi laty w ramach cyklu „Tu i teraz”, publikowanym na naszej stronie. Właśnie tutaj najpełniej wyraziło się to, co nas najbardziej fascynowało w późnych latach pani Ziuty: niezwykła ciekawość świata, niespożyta aktywność jej umysłu, szerokość horyzontów. Jakże wiele osób starszych zasklepia się w przeszłości, nie chce nadążać za przemianami otaczającego ich świata, otorbiają się we wspomnieniach, „to już nie dla mnie” mówią, o tym co „tu i teraz”. Ona była przeciwieństwem tej postawy, albo inaczej – potrafiła połączyć tradycję z potrzebą bycia „w świecie”. Ks. Adam pisze: „sprawdzała obecność (obecnych redaktorów TP – dop. PS) na dorocznych mszach za zmarłych redaktorów Tygodnika”. Było w tym jednak chyba coś więcej niż tylko „sprawdzanie obecności”. Ona, jako jedyna ogarniała pamięcią całość dziejów „Tygodnika”, wszystkich ludzi z nim związanych, trudno się dziwić, że głęboko tkwił w Niej imperatyw strzeżenia „przeszłości ołtarzy”.

Zawsze sądziłem, że szczególną misją Klubów „TP” jest kultywowanie pamięci o tygodnikowej tradycji, to część edukacyjnego zadania, jakże potrzebnego dziś w dobie manipulowania „polityką pamięci”. Nigdy nie zapomnę słów Pani Ziuty, które zawarła w swym tekście z 24 stycznia 2018 r.: „Gorąco dziękuję panu Pawłowi Stachowiakowi, który 21 stycznia na stronie internetowej Klubów „Tygodnika Powszechnego” zamieścił tekst „Na barkach olbrzymów. O misji Klubów »TP«”. Jest to artykuł na temat korzeni „Tygodnika” i Znaku oraz o znaczeniu dziedzictwa w naszym środowisku. Ludzie, którzy tworzyli jego historię, powinni nie tylko być pamiętani, ale dla swoich następców wciąż żywi z racji tego, co po sobie pozostawili. […]  Kluby czytelników „Tygodnika Powszechnego” otrzymały w postaci tekstu Pawła Stachowiaka programowe zadanie. Raz jeszcze za ten artykuł dziękuję”. Proszę wybaczyć mi tę prywatę, ale otrzymałem wtedy bezcenna zachętę do kontynuowania tego, co wydaje mi się niezmiernie ważne: „Ludzie, którzy tworzyli historię, powinni nie tylko być pamiętani, ale dla swoich następców wciąż żywi”! Tak, pani Ziuta nie była wcale zasklepiona w tym co dawne i może idealizowane, ona pragnęła aby przeszłość nie była antykwarycznym zbiorem zasuszonych artefaktów, ale by była żywa. Żywa, to znaczy pamiętana, reinterpretowana, poddawana krytycznej analizie, rozważana we współczesnym kontekście. Ona nie „sprawdzała obecności”, ale smuciła się postrzeganiem przeszłości jako zakurzonej, muzealnej gabloty z napisem „nie dotykać”.

Klubom „TP” dała Pani Józefa bezcenny dar, swoje ostatnie teksty, których czujemy się depozytariuszami. Cieszę się, że udało się nam na Jej 95. urodziny, dzięki inicjatywie Marcina Pery, przy współpracy Zofii Katarzyny Morstin i Anny Matei, wraz z Wydawnictwem WAM, opublikować ich wybór,. Wiem, że się z nim zapoznała, szkoda, że nie udało się nam uczcić Jej jubileuszu tak, jakby na to zasługiwała. Miałem honor opatrzyć tę książkę wstępem. Pozwólcie, że przytoczę na koniec kilka zdań z niego, niech towarzyszą na drogę Pani Józefie Hennelowej, Pani Ziucie, naszej przyjaciółce: „Dla całego środowiska inspirowanego duchem i spuścizną „Tygodnika Powszechnego” jest Pani Ziuta stałym i niezmiennym drogowskazem, któż inny bowiem ogarnia dziś całe dzieje czasopisma, które potrafiło zachować rolę jedynego, opozycyjnego ośrodka „między Łabą a Władywostokiem”?

Dzisiejszy „Tygodnik” nie ma z Nią łatwo. Pani Józefa nie zawsze akceptuje wszystkie wybory swych redakcyjnych dzieci i wnuków, nieraz ich chłoszcze za brak historycznej perspektywy, za to że, Jej zdaniem, nie kultywują w dostatecznym wymiarze pamięci swych antenatów. Ba, potrafi nawet spojrzeć na Redaktora Seniora z perspektywy starszej koleżanki, to i owo mu wytknąć. Czasem się na to trochę zżymają, ale przecież wiedzą, że to wszystko jest przecież nieważne, mało istotne, naturalny konflikt pokoleń, to minie, bo jej słowa zasługują na refleksję, są ważne „tu i teraz”, nawet jeśli niektórym zdają się jedynie świadectwem przeszłości.

Kluby „Tygodnika Powszechnego” uznają za swoją legitymację fakt, że Józefa Hennelowa zechciała publikować swe felietony na klubowej stronie. Kluby miały i mają problem ze swą tożsamością, na ile jesteśmy powiązani z Redakcją „TP”, na ile kontynuujemy tradycję tygodnikowego środowiska. Kluby to „Tygodnik”, czy nie do końca? Obecność Józefy Hennelowej na stronie klubowej to znak, że są one wewnątrz, nie poza, że stanowią część tygodnikowej tradycji, starającym się ją promować w czasach nowych.”

Miała piękne, bogate, owocne życie, daj takie Panie Boże każdemu z nas…     

comments

Leave a Comment