Posted on: 23 marca 2014 Posted by: ks. Andrzej Perzyński Comments: 0

perzynskiKiedy w samo południe przyszła, aby zaczerpnąć wody – siedział u studni obcy. Ten człowiek był Żydem, ona zaś Samarytanką; a Żydzi nie przestawali z Samarytanami, wzajemna niechęć i obcość była zbyt dawna i głęboka. Ten jednak odezwał się, prosząc o wodę. Zachowywał się jak ktoś bardzo wielki, mówił o wodzie żywej, po która do niego właśnie należy się zwracać; a przecież nie miał nawet czym zaczerpnąć tej zwykłej wody, o która prosił. Zdawał się być potwierdzeniem samarytańskich opinii: Żydzi zawsze byli pyszni. Wytknęła mu to – rada, że może go zawstydzić przypomnieniem: w końcu nie jest chyba większy od patriarchy Jakuba, który tę studnię zbudował? Ale to był jakiś spokojny i opanowany Żyd.

Powtórzył raz jeszcze: „Każdy, kto pije tę wodę, znowu pragnąć będzie; kto jednak napije się wody, którą ja mu dam, nigdy nie poczuje pragnienia”. Wbrew swej nieufności powiedziała impulsywnie: „Panie, daj mi tej wody, aby nie odczuwała pragnienia, ani tu czerpać nie przychodziła”. Wciąż jeszcze myślała o skwarze południa, o drodze w gorącu i pyle, o obolałych stopach, o wyschniętych wargach, o kroplach słonego potu. I o pragnieniu, które zawsze powraca.

Kiedy u starej studni patriarchy Jakuba spotkała tego obcego, który jej mówił dziwne słowa o żywej wodzie – czy zdawała sobie sprawę, że ofiaruje jej jakieś ogromne, ostateczne spełnienie bez niedosytu i przemijania? Czy wiedziała, że prosząc niebacznie jak dziecko – w istocie prosi o wszystko? Najdosłowniej o cały świat!
(ap)

comments

Leave a Comment