Posted on: 17 sierpnia 2012 Posted by: Filip Biały Comments: 2

„Nie zstąpis dwa razy do tej samej wody”, mawiał tischnerowski Jędrek Chmura z Pyzówki. Nasz mistrz z Wisły, niepomny góralskiej mądrości (niesłusznie pewnemu Grekowi przypisywanej), powrócił na łamy „Tygodnika Powszechnego”.

„Drugi dziennik” Jerzego Pilcha jest formalną i w swym minorowym brzmieniu także nastrojową kontynuacją cyklu drukowanego jeszcze kilka miesięcy temu w „Przekroju”, a pomieszczonego (w poszerzonej wersji) w opublikowanym niedawno nakładem Wydawnictwa Litera (tak właśnie: bez „–ckiego”) grubym tomie. Co tam minorowe brzmienie! Jest tragicznie, i to już od pierwszego odcinka, z którego dowiadujemy się, że choroba pozbawiła Pilcha jednego z nieodłącznych mu atrybutów: papierosa.

Pilch bez papierosa to jak superheros pozbawiony jednej ze swych potężnych mocy. Bez parawanu papierosowej mgły – nagi, niczym Superman wystawiony na działanie kryptonitu, strącony, niczym Batman ze złamanym przez Bane’a kręgosłupem, w mroczne lochy odmawiającego posłuszeństwa ciała… Tę metaforykę (z pozoru tylko błahą, co zaświadczą wielbiciele komiksów), zaczerpniętą z popkulturowego imaginarium, można by pewnie długo ciągnąć, gdyby nie owo zstępujące brzmienie kolejnych części Pilchowego cyklu.

Z wygodnego, bo czytelniczego punktu widzenia, nie brak jednak i jasnych stron „późnego” Pilcha. (Zdaję sobie sprawę, że wyróżnianie Pilcha „wczesnego” i „późnego” będzie w oczach wielu nieuprawnioną egzageracją. Zaiste nie ma pomiędzy jego przeszłą a współczesną twórczością takich różnic jak u Habermasa sprzed zwrotu komunikacyjnego i po tym zwrocie, wczesnego i późnego Wittgensteina czy, uchowaj Boże, młodego i starego Marksa – ale pewna zmiana, o czym już za chwilę, jest zauważalna.) W czym rzecz?

Otóż Pilch doświadczony to Pilch mądrzejszy: co jest oczywiście banalne, jeśli przyjmiemy, że wraz z doświadczeniem przychodzi mądrość, że mądrość jest z doświadczeniem, mówiąc wulgarnie, skorelowana. Powiedzmy zatem inaczej: Pilch doświadczony to Pilch powstrzymujący się od przehandlowania każdej większej myśli za błyszczącą błahostkę gramatycznego paradoksu. A dotąd nie zawsze tak było – często to język prowadził mówiącego, wbrew Wieszczowi, który uczył, by to jednak język giętki wypowiadał, co pomyśli głowa. Zastrzegam od razu: efekty tej swawoli były pierwszej klasy, zdawały się być perfekcyjnym spełnieniem nadrealistycznej praktyki pisarskiej, zalecanej przez Witolda Gombrowicza w pierwszym tomie „Dziennika”. Przy lekturze śmieszyły, tumaniły i przestraszały, czyniły więc wszystko to, co literatura czynić powinna. Pozostawał jednak niedosyt, poczucie deficytu domyślenia, które kryłoby się pod podszewką Pilchowego pisania.

Teraz momentów zawahań przed pójściem za przewrotną logiką właściwej sobie frazeologii jest u herosa z Wisły coraz więcej. Coraz częstszy jest namysł, po audiofilsku mówiąc: brzmienie jest coraz bardziej selektywne. Odjęcie jednych mocy wyostrzyło u naszego bohatera inne. Wzrastającą niepewność ręki rekompensuje krystaliczność myśli. Nie wszystko zatem stracone.

Wątpliwość – wątpliwość zresztą, by tak rzec, fundacyjną dla całej jego twórczości – budzi bowiem także (rzekomy?) autobiografizm ostatnich doniesień z frontu zmagań Pilcha-narratora z coraz bardziej otaczającą go rzeczywistością. Już przecież w szkole uczą, by autora z narratorem nie mylić. Być może to w tej szczelinie, o której – jakby to dziwnie nie zabrzmiało – wąskość Pilch dba skrupulatnie, kryje się nadzieja?

Przy całej zatem obawie o zdrowie narratora, ufając, że jest ono gorsze od samopoczucia autora, kończę konstatacją optymistyczną: Jerzy Pilch w „Tygodniku Powszechnym” to nie ten sam Pilch – i nie w tym samym „Tygodniku”, warto dodać. Mężczyzna sześćdziesięcioletni, w locie zstępująco-wstępującym, z frazą mniej już koszącą, a coraz wyżej szybującą, powrócił. I Bóg widzi, że to jest dobre, bo na swoim miejscu.

comments

2 People reacted on this

  1. Co za wspaniała recenzja! Smakowita nieomal jak Pilchowa proza. I co za radość widzieć na stronie Klubu tak profesjonalny, a zarazem pełen wdzięku tekst. Szybujący, niewątpliwie. Niech wzrasta pokolenie Klubowych Tygodnikowo Powszechnych X-menów! Tych dobrych, rzecz jasna. Dzięki!

    1. Zgadzam się z oceną ( poprzedniczki) ” wdzięku ” cytowanego tekstu. Natomiast „doświadczony” Pilch rzeczywiście nie „minorowo” lecz wręcz ponuro zmaga się ze swą nowa twarzą, a z wielkim zaskoczeniem,
      z osaczającą go rzeczywistością.
      „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, a każde siedzenie z jakiegoś doświadczenia wynika i samo w sobie takim doświadczeniem jest.
      Jak i to, że zanik jednych zmysłów wyostrza inne i warto z tego korzystać.

Leave a Comment