Posted on: 27 marca 2016 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

bartek_rajewskiNIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

Opowiadanie o Doktorze Fauście czytałem jeszcze w liceum. Pełne dramatyzmu wydarzenia rozgrywały się pod osłoną nocy. Ciekawe, że była to ta noc, która nazywana jest najcudowniejszą z nocy chrześcijańskich. Stary Faust rozmyślał nad sensem życia. W żaden sposób nie mógł znaleźć odpowiedzi na nurtujące go egzystencjalne pytania. Owładnięty głęboką depresją, postanawia sam przeciąć nić swojego życia. W chwili gdy usta już miały dotknąć brzegu śmiercionośnego pucharu z trucizną, z pobliskiego kościoła rozległo się bicie dzwonów i śpiew chóru, oznajmiające radość wielkanocnego poranka. Stara pieśń liturgiczna i kościelne dzwony nie pozwoliły, by dramat rozegrał się do końca. Faust wyrazi się później, że nie ma innej drogi jak powrót do wiary dziecka i podjęcie na nowo trudu człowieczego życia. W jego powrocie brakuje jednak czegoś bardzo istotnego – wielkanocnej radości i optymizmu.

Mimo radosnego klimatu Wielkanocnych Świąt, serca wielu z nas są wypełnione smutkiem, goryczą, zmartwieniami i lękiem. Być może coraz częściej też doświadczamy rozczarowania życiem, ludźmi i światem, w którym żyjemy. Nie jest to z pewnością czas pokoju i stabilizacji. Przemoc zdaje się zwyciężać, niesprawiedliwość tryumfuje, śmierć – zwłaszcza śmierć pełna przemocy i niesprawiedliwości – wydaje się dominować.

„Śmierć zwarła się z życiem w boju” – śpiewamy w Sekwencji Wielkanocnej. O czym myślimy śpiewając te słowa? Wielu z nas myśli pewnie o boju, jaki śmierć stoczyła z życiem na brukselskim lotnisku. Myślimy o krwawym pojedynku śmierci i życia, którego areną staje się niemal cały świat. Myślimy o tragedii czterech sióstr misjonarkach miłości, które zostały zabite w jemeńskim mieście Aden i o męczeństwie milionów ludzi – chrześcijan i muzułmanów w krajach Afryki Północnej. Wygląda na to, że śmierć odnosi ostateczne zwycięstwo, dzień jutrzejszy jest coraz bardziej niepewny, a nasze nadzieje okazują się zwykłymi iluzjami.

Podobne odczucia rodziły się w serach Apostołów. Widzieli niesprawiedliwość i przemoc, jakiej doświadczył Jezus z Nazaretu. Powiedzieć, że byli smutni, to zdecydowanie za mało. Targani rozterkami i niedowierzaniem, doświadczyli dna beznadziei, czeluści rozczarowania, a ich serca trawiła gorycz. Życie legło w gruzach.

Dziś już wiemy, że ich czas beznadziei się skończył. Powoli i stopniowo dochodzili do przekonania, że ten, kogo widzą, to Zmartwychwstały Jezus. A On również przychodził powoli i stopniowo ujawniał swoją obecność.

Zmartwychwstały Chrystus jest także pośród nas. Jest tym, którego wiele razy nie potrafimy rozpoznać, który pozostaje anonimowy, bezimienny, a dla wielu – być może – nawet obcy. On jednak jest, nie narzuca się, nie jest nachalny czy natrętny. W chwilach cierpienia, męki, dramatów i rozczarowań zawsze nam towarzyszy. Wszak to On kiedyś powiedział, że „dopóki ziarno wpadłszy w ziemię nie obumrze, nie przyniesie owocu” (por. J 12,24).

On każdego roku poprzez Święta Paschalne uświadamia nam coś najistotniejszego: jeśli całe nasze życie i nasza historia kończyłyby się na tym świecie, jeśli nie byłoby innego życia i nie istniałoby zmartwychwstanie, naprawdę wszystko byłoby absurdem. Chrystus Zmartwychwstały nie jest anonimowym bożkiem samotnego człowieka, mitycznym bóstwem, niesprecyzowanym Absolutem filozofów, odległym zarządcą świata. On jest rozpoznawalnym w naszej codzienności Emmanuelem – Bogiem z nami, który przynosi nadzieję zmartwychwstania.

Świętowanie zmartwychwstania Jezusa nie jest historycznym wspomnieniem i mitologiczną celebracją wskrzeszenia bóstwa. Centralnym punktem tego świętowania jest Eucharystia – autentyczna obecność Pana pośród nas. Uczestniczymy w niej nie po to, aby zobaczyć coś niesamowitego i spektakularnego. Gromadzimy się na „łamaniu Chleba”. Wielu nas nie rozumie, wielu nie widzi, jaka płynie z tego korzyść. A w tym Chlebie jest obecny On – nasz Bóg. Chce nas karmić i obdarzać nadzieją, abyśmy, gdy opuścimy mury świątyni i wrócimy do codzienności naszego życia, wierzyli, że On jest. Ta wiara nie daje nam gwarancji, że znikną krzyże, poczucie osamotnienia, małe i wielkie dramaty. Daje nam jednak przekonanie, że to nie one panują nad nami, ale my jesteśmy ich panami, tak jak Jezus jest Panem życia i śmierci. Ta wiara wyzwala nas z lęku i smutku, koi w chwilach rozczarowań, przynosi radość i nadaje sens naszemu życiu. I nie ma innej drogi – jak stwierdził Doktor Faust – jak tylko powrót do wiary dziecka. Nie ma innej drogi – dodajmy – jak tylko powrót do radosnej wiary wielkanocnej.

comments

Leave a Comment