Posted on: 25 stycznia 2015 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

bartek_rajewskiIII Niedziela Zwykła, 25 stycznia 2015 roku I CZYTANIE: Jon 3,1-5.10; II CZYTANIE: 1 Kor 7,29-31.
EWANGELIA: Mk 1,14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

Regina Brett w trzynastym rozdziale swojej bestsellerowej książki „Bóg nigdy nie mruga”, pisze, że kiedy w jej szkole obchodzony był Światowy Dzień Modlitw o powołania, zawsze kuliła się w ławce. Dyrektor szkoły ogłaszał, że ojciec taki-a-taki porozmawia z dziećmi o wyborze powołania. „Do wyboru były tylko dwa: zostać zakonnicą, albo księdzem. Bałam się (…)” – relacjonuje bardzo popularna współczesna pisarka.

Z powołaniem jest jak z miłością. Kiedy ją się odkryje, kiedy nasza miłość spotka się z drugą miłością w określonym miejscu i czasie (ten moment zapamiętujemy na całe życie!), wówczas dostrzegamy jej jedyność, niepowtarzalność, a cała nasza egzystencja zmienia się w sposób niewytłumaczalny. W autentycznej miłości dwojga ludzi spotyka się największe ludzkie pragnienie bycia kochanym z największą ludzką potrzebą obdarowywania miłością. Podobnie jest z powołaniem. Bóg wybrał dla nas to miejsce, w którym nasza największa radość spotyka się z największą potrzebą świata (Frederick Buechner). Mówimy, że człowiek wypełnia swoje powołanie, kiedy to co robi służy innym, a jednocześnie jemu samemu przynosi największą radość i satysfakcję. Tak samo miłość jak powołanie przypominają nam o tym, że na świecie jesteśmy po to, aby służyć czemuś większemu niż my sami.

W chrześcijaństwie bardzo dużo mówi się o powołaniu. Można zaryzykować stwierdzenie, że chrześcijaństwo jest religią powołania. To Bóg nas ujrzał, wezwał, obdarzył wiarą, zaprosił do swojego Kościoła, o którym mówimy, że jest świętym zwołaniem, zgromadzeniem w imię samego Boga (Kościół z hebr. to „Kahal” – „zwołanie święte”). Niczym pierwsi apostołowie znad Jeziora Galilejskiego, jesteśmy powołani do misji najważniejszej i priorytetowej – „Idźcie więc i pozyskujcie uczniów we wszystkich narodach” (Mt 28,19 – Biblia wydana przez Wydawnictwo Św. Pawła, Częstochowa 2009). Na tym polega powołanie chrześcijanina.

Często powtarzamy, że współczesny człowiek jest zagubiony i szuka trwałych wartości, często szukając również Boga, niejako po omacku. Jest to jednak postawa typowo filozoficzna. Jako ludzie wierzący, na historię świata, także na naszą osobistą historię życia, patrzymy nie oczami filozofów, ale przez pryzmat wiary. W kontekście całej tradycji biblijnej (daj Boże – także w kontekście historii naszego życia) widzimy niezmordowanego Boga, nieustannie szukającego człowieka. To Bóg spogląda na nas wzrokiem pełnym miłości i wzywa nas, a więc powołuje do konkretnych zadań, które przyniosą pożytek innym, a nam radość i satysfakcję. To spojrzenie Boga, spotkanie naszego wzroku z Jego wzrokiem, ma moc przemienić nasze życie. To właśnie wydarzyło się nad Jeziorem Galilejskim, gdzie Jezus ujrzał Szymona i jego brata Andrzeja, Jakuba i Jana (por. Mk 1,14-20).

Bóg patrzy na nas wzrokiem zatroskanego rodzica, a nie wzrokiem policjanta. Nie chce nas pouczać jak mamy żyć. Dał nam wolną wolę. Jeśli zaś kiedykolwiek nasz wzrok spotka się z Jego wzrokiem, będziemy chcieli chodzić już tylko i wyłącznie Jego ścieżkami, jak śpiewaliśmy w psalmie responsoryjnym (Ps 25,4-9 – Naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami). Na tym polega nawrócenie, do którego również wzywa Jezus w dzisiejszej Ewangelii – „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (por. Mk 1,15). Najpierw jednak zawsze jest spotkanie z Bogiem, a owocem tego spotkania jest nasze nawrócenie. Skutkiem zaś nawrócenia jest uzdrowienie z tego wszystkiego, co tak często nam dolega: duchowa ociężałość naszego życia osobistego, rodzinnego i parafialnego, brak zaangażowania, bierność i wycofanie.

Bóg widzi nasz trud i nasze starania. Bóg widzi nasze czyny i lituje się nad nami, jak ulitował się nam mieszkańcami Niniwy (por. Jon 3,10). To jest Bóg chrześcijan. Boję się natomiast chrześcijaństwa, które coraz częściej jest proponowane i lansowana – chrześcijaństwa ideologicznego, które poucza, jak żyć. To prawda, że potrzeba nam drogowskazów, ale skupienie uwagi wyłącznie na nich – na nakazach i zakazach – może doprowadzić do utraty kontaktu wzrokowego z Jezusem. Dalej już tylko prosta droga do utraty żywej relacji z Bogiem, a w konsekwencji – skupienie na prawie, przepisach, zacietrzewienie i ideologiczne trwanie w okopach. Wiara bez miłości. Chrześcijaństwo to spotkanie Boga z człowiekiem i człowieka z Bogiem, podobne do spotkania zakochanych, którzy wpatrzeni w siebie, wierzą sobie bezgranicznie i dlatego stać ich na szaleństwo pójścia za ukochanym lub ukochaną. Bądźmy szalonymi chrześcijanami!

comments

Leave a Comment