Posted on: 5 grudnia 2012 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 1

Umarł Przyjaciel – prof. Jacek Woźniakowski – jeden z tych, którzy rozpoczynali historię „Tygodnika Powszechnego”, a potem całego środowiska. I chciałoby się spokojnie skupić na wspominaniu z wdzięcznością całego Jego dorobku i wspólnych przeżyć. A tymczasem nie da się nie reagować na zjawisko tak dotkliwe i sytuację tak dojmująco aktualną, jak apel ministra administracji i cyfryzacji, Michała Boniego.

I od razu powiem, że hasłem wywoławczym jest dla mnie kategoryczne stwierdzenie: Michała Boniego, który zaapelował o przeciwstawianie się mowie nienawiści i wszelkim objawom nietolerancji, trzeba poprzeć, bo on ma rację. Gdybym to mówiła głośno, postarałabym się o trzy wykrzykniki. Boni ma rację w tym, że wreszcie nas wezwał do spojrzenia prosto w oczy złu, które przecież nie od dziś jest rzeczywistością społeczną i polityczną; z której wyniknąć może nieprzewidywalny w skutkach wybuch destrukcji.

Opinia dostarczana nam przez media zawiera od czasu wygłoszenia apelu ministra Boniego głównie protesty, krytyki i wybrzydzania. „To nic nie da” – mówią jedni i tłumaczą dlaczego. „To będzie miało skutki gorsze od samej choroby” – mówią inni. Większość stara się dowieść, że zjawisko albo nie istnieje albo jest winą i odpowiedzialnością tylko strony przeciwnej. Wtedy następuje licytacja na słowa nienawiści i takie, które nimi jeszcze nie są albo językoznawcze wywody, co to jest mowa – w tym również mowa nienawiści. Kończy się na wymienianiu nazwisk i atakowaniu konkretnych postaci za pojedyncze zachowania, a niebezpieczeństwo, które nam wisi nad głowami zostaje zignorowane. Tymczasem Michał Boni może się mylić w wielu praktycznych propozycjach, ale winien być słuchany w tym, co najważniejsze: w nazwaniu choroby, która nas toczy. Zamiast uświadomienia sobie, że ta choroba zagraża państwu, a nie lokalowi jednej partii czy jednego stowarzyszenia.

Kontynuuje się w polskich mediach nieodpowiedzialne zagęszczanie sensacyjności. Chciałabym wreszcie zobaczyć dziennikarza, który odbierając telefon agresywnego słuchacza, obrażający jakiegoś jego przeciwnika, zareaguje bodaj jednym słowem. Chciałabym zobaczyć program informacyjny, w którym po raz dziesiąty w ciągu dnia nie zostanie pokazany polityk znieważający swojego wroga w imię podobno najświętszych przekonań i wartości. Chciałabym bez lęku przyjmować komunikat o uroczystej ofierze mszy świętej, która nie będzie stanowiła tylko usprawiedliwienia dla dalszych punktów tego samego programu już ściśle politycznych zachowań, np. marszu, transparentów, skandowania haseł.
Nienawiść może bowiem zawłaszczyć także świat wartości i to byłoby najgroźniejsze.

comments

1 people reacted on this

Leave a Comment