Posted on: 15 marca 2018 Posted by: Michał Rychert Comments: 0
Fot. Wikipedia/ Benhur Arcayan

Diagnoza Franciszka brzmi następująco: Brakuje konkretnego doświadczenia miłosierdzia. Tym czego potrzebuje człowiek, aby powstać, zmienić się, naprawić zło, po prostu żyć jest miłosierdzie. Potrzebujemy miłosierdzia, dlatego Franciszek wzywa, aby wręcz w sposób desperacki szukać choćby szczeliny, by móc ofiarować przebaczenie i miłosierdzie.

17 marca 2013 r. nowo wybrany papież Franciszek wygłosił swoją drugą homilię w kościele św. Anny w Watykanie. Komentując fragment z Ewangelii Jana o kobiecie cudzołożnej wypowiedział słowa, które jak się okazało stały się programem pontyfikatu: „przesłanie Jezusa to miłosierdzie (…)  jest to najmocniejsze przesłanie Pana”. Obraz z ewangelii Jana stał się jedną z ikon przeżywanego później Roku Miłosierdzia. Zrozumienie jej przesłania może nas przybliżyć do zrozumienia tego pontyfikatu. W przesłaniu i historii perykopy jak w zwierciadle streszcza się historia miłosierdzia i drogę jaką każdy z nas musi przebyć, aby przyjąć „to najmocniejsze przesłanie Pana” i zrozumieć drogę obraną przez Franciszka. W odróżnieniu od innych znanych nam z Ewangelii obrazów miłosierdzia (przypowieść o miłosiernym Samarytaninie Łk 10, 30-36; tryptyk miłosierdzia z rozdziału 15 ewangelii Łukasza: przypowieść o zaginionej owcy, zagubionej drachmie, i synu marnotrawnym) perykopa ta niesie ze sobą pewien niepokojący ładunek łatwo udzielonego miłosierdzia.

 

Łatwe miłosierdzie?

 

Ewangeliczna scena rozmowy Jezusa z kobietą cudzołożną zawarta w Ewangelii Jana (7, 53 – 8, 11), którą uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili dla dokonania sądu przewidzianego Prawem mojżeszowym przybiera niezwykły obrót. Jezus nie wpada w zastawioną przez faryzeuszy pułapkę. Uczonym nie chodziło o Prawo, kobieta cudzołożna była tylko pretekstem, którym chciano się instrumentalnie posłużyć, „aby wystawić Go na próbę i oskarżyć”. Każda Jego wypowiedź mogłaby się obrócić przeciwko Niemu. Jeżeli przystałby na sugestię kamienowania zdradziłby swoją misję: „albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3, 17); jeżeli natomiast wdałby się w spór żądając odstąpienia od kary, uznany by został za odstępcę i przeciwnika Boga. Jezus milczy, zamiast wdawać się w dyskusję pisze palcem na ziemi. Czy rzeczywiście pisał grzechy zebranych wkoło mężczyzn jak widział to Św. Hieronim, tego nie wiemy. Większość współczesnych egzegetów twierdzi, że mamy zbyt mało informacji, by udzielić jakiejkolwiek sensownej odpowiedzi na pytanie, co Jezus pisał i co oznacza sam gest pisania po ziemi. Poza tym wyłania się tu pewna trudność wynikająca z faktu, że scena rozgrywa się w przedsionkach Świątyni, gdzie posadzka była kamienna stąd wniosek, że chodzi o pewien symboliczny gest. Gdzieś w tle jest obraz tablic kamiennych „napisanych palcem Bożym” (Wj 31, 18) i prochu ziemi z którego zostaliśmy uczynieni słabi i grzeszni (Rdz 2, 7). Zaskakujące jest to, jak scena pełna napięcia nagle znajduje swoje rozwiązanie. Oto po słowach Jezusa „kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień”, mężczyźni gotowi do wykonania śmiertelnych rzutów kamieniem – mając za sobą autorytet Prawa – „wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić”. Scenę tę najlepiej zamykają słowa św. Augustyna: „Pozostali tylko dwoje nędza i miłosierdzie (Homilie na Ewangelię św. Jana 33, 5). Jezus bynajmniej nie wzywa do pobłażliwości, ale wypełnienia Prawa. Jego słowa brzmią „niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”. Jak wyjaśnia Enzo Bianchi, przeor wspólnoty monastycznej w Bose, różnica pomiędzy Jezusem a uczonymi w Piśmie tkwi w sposobie interpretacji prawa. Jezus zna dobrze Prawo, ale nie interpretuje go w sposób rygorystyczny, oderwany od jego najgłębszego sensu. Jezus, aby rozwikłać sytuację również powołuje się na Prawo, które mówi, że świadek powinien być pierwszym, który zacznie kamienować winną (Pwt 17, 4-7), ale to samo Prawo wymaga, aby świadek był bez grzechu – skoro celem jest, aby usunąć zło, a więc każde zło, a nie tylko to publiczne in flagranti – problem tkwi więc w grzechu. Jedynym, który w tej sytuacji jest bez grzechu jest Jezus i tylko On może dokonać sądu. Tu wreszcie następuje punkt kulminacyjny, a jest nim bezwarunkowe, niczym nie zasłużone, nieoczekiwane, darmo udzielone przebaczenie, bez wypominania, żądania poprawy, moralizowania, co więcej bez znaku skruchy lub choćby błagania ze strony kobiety – miłosierdzie udzielone zupełnie gratis. Aby objawić – dotrzeć – ze swoim przesłaniem Jezus zwraca się do cudzołożnicy Kobieto, tak samo jak do swojej Matki (J 2, 4) (Biblia Tysiąclecia z szacunku do Maryi używa pojęcia Niewiasto, ale w każdym z przypadków jest użyty ten sam rzeczownik gyne). Dla Jezusa nie jest ona grzechem – czymś, ale kimś – Kobietą, tym samym przywraca jej godność, bo tylko wówczas, gdy człowiek odzyska swoją podmiotowość mają sens dalsze słowa: „idź i od tej chwili już nie grzesz”. Tym, co przemienia tę kobietę nie są jej starania, żal, błagania i prośby ale darmo udzielone miłosierdzie.

Tym co może budzić nasze zdziwienie jest fakt, że  „to najmocniejsze przesłanie Pana” do kanonu Pisma Świętego formalnie zostało włączone dopiero w 1546 r. na Soborze Trydenckim, gdy ten na IV sesji orzekał o wykazie świętych ksiąg przyjmując Wulgatę za tekst autentyczny, właściwy do nauczania publicznego, której integralną częścią była perykopa o kobiecie cudzołożnej (J 7, 53 – 8, 11).

 

Historia perykopy

 

A co było wcześniej? Zadziwiające jest to, że perykopy tej brakuje w najstarszych wielkich kodeksach Nowego Testamentu. Brakuje jej w Kodeksie Synajskim (IV w.), Watykańskim (IV w.), Aleksandryjskim (V w.) a więc w najważniejszych kodeksach, uważanych za najpewniejsze pod względem wiernego przekazu tekstu. Najstarszym rękopisem zawierającym perykopę o kobiecie cudzołożnej jest kodeks Bezy (powstały ok 400 r.). To nie koniec niespodzianek. Do dzisiaj bibliści spierają się, czy pierwotnie tekst ten stanowił część ewangelii Jana czy Łukasza. Tekst perykopy w późniejszych odpisach można odnaleźć albo w ewangelii Jana choć nie koniecznie w tym samym miejscu w którym znajduje się obecnie, natomiast w innych perykopa jest umieszczona w Ewangelii Łukasza (po 21, 37-38), a niekiedy nawet poza obrębem Ewangelii. Uważa się, że pierwotnie tekst ten mógł być zupełnie niezależny. Co więcej nie ma też pewności, co do autorstwa tego tekstu. Według opinii większości współczesnych biblistów fragment ten nie wyszedł spod pióra autora Ewangelii św. Jana, ale jest późniejszą wstawką. Najprawdopodobniej wywodzi się ze szkoły św. Łukasza, którego Ewangelia w sposób szczególny wykazuje wrażliwość na temat miłosierdzia (zagubionej owcy, zagubionej drachmie i synu marnotrawnym) wskazuje na to również analiza lingwistyczna. Perykopa zawiera pojęcia typowe dla Ewangelii synoptycznych nieobecne w Ewangelii Jana. Najprawdopodobniej autorem tekstu był uczeń św. Łukasza. Dotychczas nie wyjaśniono również w jaki sposób perykopa ta została włączona do czwartej Ewangelii.

Wiemy na pewno, że nie znają jej Ojcowie greccy aż do X w. i starożytni pisarze afrykańscy (Cyprian i Tertulian). Nie wiemy, czy synody (w Kartaginie 397 r. i następne tzw. synody afrykańskie), które jako pierwsze oficjalnie orzekały o kanonie Pisma Świętego, miały za podstawę kodeks, który obejmował również perykopę o kobiecie cudzołożnej. Wiemy, że od IV w. znajomość tej perykopy jest bogato poświadczona w Kościele zachodnim, znają ją i komentują św. Hieronim, św. Ambroży, św. Augustyn i inni pisarze zachodni. Wiemy również, że perykopa ta była znana na początku II w. Papiasz, biskup Hierapolis (zm. ok. 135), cytowany przez Euzebiusza (265-339 r.)w swojej Historii Kościoła (III 39, 17) wspomina, że oprócz wymienionych przez niego ewangelii (a zachowała się wzmianka dotycząca tylko dwóch Marka i Mateusza) jest jeszcze inne opowiadanie o jakiejś kobiecie, którą oskarżono przed Panem o wiele grzechów. Jednakże w czasach Euzebiusza perykopa ta z pewnością nie znajdowała się jeszcze w obrębie Ewangelii Jana.

 

Niechciane miłosierdzie

 

Pytanie jakie wyłania się z tej historii jest następujące: dlaczego tekst ten sprawiał tyle kłopotów, był pomijany i niechciany? Dlaczego perykopę tę traktowano jak przysłowiowy gorący kartofel przerzucając ją z miejsca na miejsce?

Być może opowiadanie, w którym Jezus nie potępia, ale w sposób bezwarunkowy przebacza i okazuje miłosierdzie była odbierana jako skandalizujące, a może nawet gorszące bo otwierało perspektywę przebaczenia nie do pogodzenia z poczuciem sprawiedliwości. O takich przyczynach wypierania tej perykopy może świadczyć wypowiedź św. Augustyna: Są niektórzy o słabej wierze, a właściwie przeciwnicy prawdziwej wiary, którzy lękają się dać swoim żonom możliwość bezkarnego grzeszenia, usuwają ze swoich kodeksów gest miłosierdzia, który Pan wypełnił wobec kobiety cudzołożnej (Cudzołożne małżeństwa II, 7-6 ).

Harald Riesenfeld (szwedzkiego pochodzenia wykładowca nauk biblijnych w Tybindze) wysnuł pewną teorię umocowaną w kontekście rygorystycznej praktyki penitencjarnej Kościoła pierwszych wieków. Otóż w połowie III w. aż do początku IV w. przez Kościół przetoczyła się bardzo ostra dyskusja na temat postępowania wobec grzeszników, odstępców i lapsi, czyli upadłych chrześcijan, którzy wobec prześladowań wyrzekli się wiary. Nie bez znaczenia był wpływ rygorystycznej postawy św. Cypriana (200 – 258 r.) biskupa Kartaginy, który prowadził ostre spory z papieżem Stefanem I na temat ważności chrztu heteryków. Gdyby nie interwencja papieża Stefana, który upominał uczestników synodów afrykańskich za ich rygorystyczne nastawienie Kościół na lata mógłby zatracić swoją wrażliwość wobec słabych i błądzących. Ostatnim akordem była schizma donatystów z połowy IV w. rozwijająca się w Kościele afrykańskim. Wyróżniali się purytańską etyką nauczając, że Kościół jest społecznością doskonałych, w której nie ma miejsca na grzech. Mimo, że fragment ten był znany w II wieku, to jednak przez kolejnych dwieście lat nie włączano tej perykopy do kodeksów, gdyż budził sprzeciw o charakterze doktrynalnym i dyscyplinarnym. „Łatwość”, z jaką Jezus odpuścił grzechy cudzołożnicy, była trudna do pogodzenia z ówczesną surową praktyką pokutną szczególnie w Kościołach wschodnich i afrykańskich. Na przestrzeni wieków praktyki penitencjarne uległy jednak złagodzeniu. W ten sposób zaistniały sprzyjające warunki do włączenia historii o Jezusie i kobiecie cudzołożnej do kanonu Pisma Świętego i użytku Kościoła. Decydującym momentem dla powszechnego przyjęcia perykopy J 7,53-8,11 było włączenie jej przez św. Hieronima do Wulgaty (tłumaczeni Pisma Świętego na język łaciński, powstałe w latach 382 – 406). Klamrą wieńczącą skomplikowaną historię perykopy jest wspomniany już Sobór Trydencki, który ostatecznie wraz z Wulgatą uznał perykopę za natchnioną i kanoniczą.

 

Ku doświadczeniu miłosierdzia

 

Krąg jaki zatoczyła perykopa w ciągu historii w pewnej mierze musi się zatoczyć się w nas samych. Jesteśmy wezwani do nawrócenia od legalizmu do przyjęcia niczym nie zasłużonego daru miłosierdzia.

W życiu społecznym narzędziem, którym posługuje się człowiek aby zaprowadzić ład i porządek jest prawo. Wiara w skuteczność prawa oparta jest na nieuchronności jego stosowania, proporcjonalnej surowości i bezstronności sędziów. Złagodzenie lub odstąpienie od kary nie może wynikać z miłosierdzia lub pobłażliwości, ale z obiektywnych okoliczności łagodzących przewidzianych prawem. Poza tymi sytuacjami obowiązuje zasada dura lex sed lex. Pytanie fundamentalne jakie stawia przed nami perykopa o kobiecie cudzołożnej jest następujące: jaki sposób odniesienia do człowieka grzesznego może przynieść zamierzony skutek – resocjalizację, co w języku Kościoła oznacza – przywrócenie do jedności ludu Bożego i jedności z Bogiem. Uczeni w Piśmie i faryzeusze reprezentują postawę rygorystycznego legalizmu, która jednak grzeszy pewną wybiórczością, na którą wskazuje Jezus  – dlaczego spośród wielu grzechów mają być karane tylko te jawne i udowodnione?

Jezus, aby usunąć zło z ludu Bożego daje inną odpowiedź jest nim miłosierdzie. Tylko okazana miłość może wzbudzić miłość, dokonać wewnętrznej przemiany i przywrócić grzesznika Bogu. O przywrócenie tej logiki dziś w Kościele zabiega papież Franciszek. Diagnoza Franciszka brzmi następująco: Brakuje konkretnego doświadczenia miłosierdzia (Miłosierdzie to imię Boga, s. 36). Tym czego potrzebuje człowiek, aby powstać, zmienić się, naprawić zło, po prostu żyć jest miłosierdzie. Potrzebujemy miłosierdzia (s. 37), dlatego Franciszek wzywa, aby wręcz w sposób desperacki szukać choćby szczeliny, by móc ofiarować przebaczenie i miłosierdzie (s. 48). Naucza tak, ponieważ wierzy, że Kościół żyje autentycznie kiedy wyznaje i głosi miłosierdzie (s. 25), tylko ono jest prawdziwie skuteczne. Dla legalistów natomiast odpowiedź może brzmieć następująco: Sprawiedliwością Bożą jest Jego przebaczenie, (….) a Krzyż Chrystusa jest sądem Boga nad nami wszystkimi (Misericordie vultus 20; 21)

Korzystałem z: Enzo Bianchi L’amore scandaloso di Dio, Edizioni San Paolo, Cinisello Balsamo 2016; ks. Stanisław Mędala, Nowy Komentarz Biblijny. Ewangelia według świętego Jana T IV cz 1.

 

comments

Leave a Comment