Posted on: 21 września 2015 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Coraz więcej głosów wołających o meritum dyskusji na temat uchodźców. Ale jakże zająć się kwestiami merytorycznymi, gdy są pytania, których bez odpowiedzi zostawić nie sposób. Na przykład o to, dlaczego pani Miriam Shaded kierująca Fundacją Estera, tak dziś potrzebną i cenną, zdecydowała się kandydować do Sejmu z listy partii Janusza Korwina-Mikkego? Nie przeszkadzają jej drastyczne i pogardliwe sądy przewodniczącego ugrupowania o ludziach uciekających przed wojną?

Przede wszystkim jednak wymaga wyjaśnienia teza postawiona twardo przez lidera opozycji: rząd nie ma prawa podejmować żadnych wiążących decyzji w sprawie uchodźców. Padły już pytania, na jakiej zasadzie członek parlamentu odmawia konstytucyjnemu rządowi prawa do rządzenia. Nikt się jednak tym nie przejął. Jego teza jest powtarzana w mediach tak, jakby dziennikarze problemu nie widzieli.

Podczas nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu 16 września, kiedy na żądanie opozycji premier przedstawiała stanowisko rządu na temat możliwości przyjęcia uciekinierów z objętych wojną rejonów Bliskiego Wschodu, najważniejsze ugrupowanie opozycyjne było nieobecne in gremio. Jego lider zjawił się tylko po to, by wygłosić przemówienie i odebrać oklaski przybyłych z nim stronników, po czym opuścił salę plenarną. I tu pojawia się moje kolejne pytanie: jak mamy sobie wyobrażać funkcjonowanie praworządności po wyborach?

Na zakończenie hasło z pierwszej strony pisma „Gazeta Polska Codziennie”, znalezionej dzisiaj w skrzynce na listy: „To ich mamy przyjąć? Imigranci podpalili Węgry”. Czy to jest meritum dyskusji?

comments

Leave a Comment