Posted on: 22 grudnia 2017 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Usłyszeliśmy od prezydenta Andrzeja Dudy, iż nie powinniśmy kruszyć kopii o ustawy dotyczące Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego ponieważ w wielu krajach, np. w Stanach Zjednoczonych, władza wykonawcza ma również decydujący wpływ na mianowanie sędziów i nikt przeciw temu nie protestuje. Otóż sądzę, że takie porównania do państw o utrwalonej tradycji demokratycznej, względnie stabilnym systemie partyjnym i uformowanej kulturze politycznej, są nadzwyczaj zawodne. Właśnie to ostatnie pojęcie jest kluczowe dla zrozumienia, dlaczego ostatnie poczynania władz są niebezpieczne i naruszają fundamenty demokratycznego państwa. Często, całkowicie błędnie, definiujemy kulturę polityczną jako właściwe, odpowiedzialne i cywilizowane zachowania w sferze polityki. Tymczasem z kulturą polityczną jest tak, jak z pogodą, zawsze jest jakaś, deszczowa i słoneczna, dojrzała i prymitywna. To po prostu zbiór zachowań, postaw i orientacji, które wykazują obywatele w życiu politycznym.

Jaka jest nasza kultura polityczna? Pośród rozmaitych klasyfikacji szczególnie wartościowa wydaje się ta, której autorem był wybitny polski socjolog prof. Edmund Wnuk-Lipiński. Pisząc o obywatelskiej kulturze politycznej, niezbędnej dla trwałości państw demokratycznych, rozróżnia jej wysoką i niską formę. Trudno nie ulec wrażeniu, że charakterystyczna dla nas jest, niestety, ta druga. „O niskiej kulturze obywatelskiej mówi się wtedy, kiedy zaufanie do innych jest znikome, a tolerancja dla odmiennych racji niezbyt wysoka, przeważa dążenie do realizacji interesów charakterystycznych dla danej grupy, bez względu na skutki dla większej społeczności. Na niską kulturę obywatelską składa się partykularyzm, wzajemny brak zaufania w społeczeństwie, wykorzystywanie innych i ucieczka w prywatność” – pisze Wnuk-Lipiński. Czyż nie przeglądamy się w tej diagnozie jak w lustrze?

Niski poziom kultury obywatelskiej jest powiązany z niskim poziomem kapitału społecznego. Brak nam zaufania do siebie nawzajem, nie postrzegamy instytucji państwowych jako swoich, wciąż tkwimy w schemacie „my i oni”. Skłonni jesteśmy odmawiać inaczej myślącym jakiejkolwiek prawomocności, nie mamy żadnej publicznej agory, gdzie spotykali by się ludzie rozmaitych poglądów. Coraz bardziej grawitujemy ku autorytarnej formie życia publicznego, w ramach której przeciwnik polityczny jest wrogiem i nie ma dla niego miejsca w procesie formowania państwa, i społeczeństwa. Budujemy, sprzeczną z klasycznym modelem demokracji, dyktaturę większości.

To wszystko powoduje, że trudno zaakceptować argumentację zestawiającą obecne zmiany ustrojowe w Polsce z pozornie podobnymi rozwiązaniami w krajach takich jak np. USA. Tam demokratyczna kultura obywatelska jest jak angielski trawnik, po stuleciach przycinania i podlewania nie da się łatwo zgnieść, skutecznie chroni prawa i wolności obywatelskie. U nas mamy trawnik rachityczny, ledwie co posadzony, źdźbła demokracji są słabo zakorzenione w niezbyt żyznej glebie niedojrzałej kultury politycznej, łatwo je przytłumić. Nie dajmy się zatem zwieść pokusie łatwych porównań, możemy bowiem nie dostrzec, że jesteśmy już za rubikonem demokracji.

comments

Leave a Comment