Posted on: 22 lipca 2010 Posted by: Redakcja Comments: 0

Tekst poniższy stanowi obszerne fragmenty artykułu opublikowanego przeze mnie (pod kryptonimem Sam) z początkiem 1984 r w krakowskim podziemnym piśmie „13 – pismo chrześcijańsko-liberalne”, wydawanym przez środowisko, którego intelektualnym liderem był Mirosław Dzielski. Artykuł jest refleksją na marginesie lektury książki Stanisława Stommy z 1960 r pt. „Myśli o polityce i kulturze”, próbą rekonstrukcji myślenia politycznego Stommy na tej podstawie i poszukiwania u niego inspiracji. Tekst ten należy oczywiście czytać w kontekście czasu jego powstania: rok 1984 był rokiem dosyć beznadziejnym. Pomimo zakończonego nieco wcześniej stanu wojennego i amnestii, nadal trwały aresztowania i niewyjaśnione zabójstwa osób związanych z opozycją (Piotra Bartoszcze, wkrótce ks. Jerzego Poliełuszki), podziemna „Solidarność” zdawała się tracić oddech, pogłębiał się impas, możliwość porozumienia z władzami wydawało się dalsza niż kiedykolwiek. Sądzę, że wspominając dziś postać i dorobek Stommy nie jest rzeczą bez znaczenia przypomnienie, jakich inspiracji mogła dostarczać jego publicystyka – nawet powstała kolejne ćwierć wieku wcześniej – osobom poszukującym jakiegoś promyka nadziei i możliwości niezależnego, twórczego działania w sytuacji, która nosiła wszelkie znamiona trwałego klinczu i destrukcyjnego impasu.

Henryk Woźniakowski
Kraków, 21 lipca 2010 r.

„13” – Pismo chrześcijańsko-liberalne, 1/28, 1984
Sam [Henryk Woźniakowski]

POLITYKA POZYTYWNA STANISŁAWA STOMMY

Przed niespełna ćwierć wiekiem ukazał się tom pt. „Myśli o polityce i kulturze”. Był to zbiór artykułów Stanisława Stommy, ówczesnego przewodniczącego koła ZNAK w Sejmie. Trafiwszy przypadkiem na tę książkę na antykwarycznych półkach kupiłem ją natychmiast i przeczytałem przy najbliższej okazji. Skąd to zainteresowanie publicystyką polityczną, uwikłaną w kontekst swego czasu, dziś, gdy stoimy wobec innych problemów, gdy wiele dawnych nadziei rozwiało się a możliwości wyczerpało lub okazało jałowymi, kiedy stosunki i konflikt społeczeństwo-władza, jak również charakter społeczeństwa i władzy dalece się różnią od okresu popaździernikowego, w którym powstało większość tekstów Stommy?

Otóż jest rzeczą pewną, że potrzebujemy dziś pilnie użytecznych propozycji ideowych a także praktyczno – politycznych. Niestety jednak idee polityczne z rzadka tylko wyfruwają z czyjejś głowy jak Atena z głowy Zeusa, świeże i gotowe. Nawiązują zazwyczaj do myśli wpływowych obozów czy ideologów, adaptując je do aktualnego kontekstu.

Dla nas ideowy magazyn, z którego wciąż czerpiemy, stworzył przede wszystkim okres od końca lat 80-tych ubiegłego stulecia, od powstania Ligi Narodowej i masowych partii socjalistycznych, do wybuchu II wojny – a w tych czasowych ramach szczególną rolę posiada opozycja symbolicznie określana nazwiskami Piłsudski – Dmowski. „Solidarność”, która była politycznym novum jako pewna praktyka wprowadzania zmian w kraju rządzonym przez komunistów, w dziedzinie ideowej i programowej sięgała przede wszystkim do tradycyjnych nurtów socjaldemokratycznych i chrześcijańsko-społecznych, nie próbując ich szczególnie modyfikować.

Eksploatując, komentując, przymierzając i adaptując wątki ideowe i polityczne ze wspomnianego okresu dajemy się nadmiernie uwieść jego magii. Za mało natomiast doceniamy to, co bliskie nam, co – rzec można – nie oddaliło się jeszcze poza dystans „historycznej ogniskowej”, tak, by ostro ulokować się w polu naszego widzenia. Taka jest sytuacja wspomnianej książki i osoba jej autora. (…) A tymczasem postać jednego spośród jakże nielicznych ludzi, którzy próbowali uprawiać uczciwie, z pożytkiem i nie bez powodzenia, choć w wąskim wymiarze, politykę w kraju komunistycznym i na warunkach uznanych przez komunistów – powinna być, zdawałoby się, fascynująca. Zapewne, błyskotliwe sukcesy KOR-u oraz innych środowisk opozycyjnych, Solidarności czy Kościoła pod władzą Prymasa Wyszyńskiego przyćmiły poniekąd bezpośrednią rolę polityczną koncesjonowanego koła posłów katolickich ZNAK, spośród działań którego w polskiej inteligenckiej pamięci pozostała interpelacja z marca 68, samotne i jakże symboliczne wstrzymanie się od głosu Stommy w głosowaniu nad poprawkami do Konstytucji w 1976r (będące zarazem kresem obecności Znaku-u w Sejmie), może jakieś boje Kisielewskiego

z cenzurą – i chyba niewiele więcej. Kisiel popularność swoją zawdzięcza pisarstwu, nie posłowaniu. Mazowiecki w ciągu 16 miesięcy Solidarności zrobił karierę nieporównanie większą niż przez swoich 11 poselskich lat. Stomma jest politykiem a zarazem pisarzem i publicystą. O tych, co tylko posłowali a publikowali mało lub wcale (Miron Kołakowski, Zbigniew Makarczyk, Paweł Kwoczek i in.) słuch nieomal zaginął.

A jednak śmiało stawiam następujące tezy:

1. Działalność polityczna była ważnym praktycznym uzupełnieniem kulturotwórczej i wychowawczej roli środowiska ZNAK.

2. Niezależnie od tego, co piszą tacy imponujący obłąkańcy polityczni jak np. Józef Mackiewicz (Zwycięstwo prowokacji, rozdz. pt. Faryzeizm contra agentura, Londyn 1983 ) – istniał obowiązek podjęcia próby czynnego udziału w polityce, nawet koncesjonowanej, nawet, jeśli zostawiała ona tylko wąski margines niezależności – jeśli tylko niezależność ta, choćby wielce ograniczona, była autentyczna oraz jeśli istniała perspektywa niewielkiego choćby pozytywnego wpływu na bieg wydarzeń lub publicznego wyrażania o nich rzeczywistej opinii. Tę możliwość zdecydowanie należało wypróbować.

3. Wspomniane sukcesy środowisk opozycyjnych, Solidarności a nawet Kościoła niemało – choć zwykle pośrednio – polityce tej i towarzyszącej jej publicystyce zawdzięczają.

4. Polityka ta, jej osiągnięcia i błędy oraz towarzysząca jej publicystyka, w szczególności omawiana książka Stommy – są dla nas dzisiaj nieocenioną nauką.

Pierwszym więc motywem, który skłonił mnie do lektury Stommy była nauka, jaką spodziewałem się z tej książki wyciągnąć.

Motyw drugi zawierał się w haśle, jakie przewodziło wywiadowi udzielonemu przed niespełna rokiem przez Stommę „Tygodnikowi Powszechnemu”. Brzmiało ono: imponderabilia i realizm, i zdaniem autora winno określać postawę polityka wobec zadanej mu sytuacji, własnego programu i postępowania. Jak w naszej sytuacji realistycznie bronić imponderabiliów – toż przecież problem podstawowy i jakże pasjonujący. Czy jednak bliskie mi hasło „imponderabilia i realizm” nie jest tylko retorycznym oksymoronem? A może zawiera się w nim jakaś elementarna reguła ”politica perennis” – wieczystej polityki, na wzór filozofii wieczystej, perennis philosophia, o jakiej marzą zgłębiacze zagadki bytu?

Działalność polityczna Stommy oraz całość jego pisarstwa politycznego i historycznego czeka na swojego monografistę. Książka Andrzeja Micewskiego („Współrządzić czy nie kłamać, Pax i Znak w Polsce 1945-1976”) pokazuje, że istotnie imponderabilia i realizm można by potraktować jako swego rodzaju ideę regulatywną polityki Stommy od początku jego działalności. Czy potwierdzi to lektura jego własnych tekstów?

Myśli o polityce i kulturze zawierają przede wszystkim, jak wspomniałem, artykuły popaździernikowe, z lat 56 – 59 (…) Już pierwszy z artykułów zbioru (z 59 r, układ jest nie chronologiczny) określa autora jako realistę zatroskanego o imponderabilia. Stomma posługuje się średniowieczną alegorią, o której tak pisze: „Parsifalowi odsłonięta zostaje tajemnica św. Graala. Aby wedrzeć się na górę, trzeba łączyć w sobie obie cechy: być pełnowartościowym rycerzem a zarazem prostym i niewinnym jak dziecko. W legendzie o Parsifalu wyraźny jest realizm i maksymalizm etyczny. W warunkach, w których panuje przemoc i prawo pięści, nie można rezygnować z tych środków, jakie są jedynie skuteczne a przez to i konieczne, aby przemoc powstrzymać i odepchnąć. Życie nie może wyskoczyć poza rzeczywistość swojej epoki (…) Zrezygnować wówczas bez reszty ze zbroi i miecza oznaczałoby stać się pastwą silnych, złych i brutalnych. Dlatego ideałem starofrancuskiej legendy chrześcijańskiej jest jednak rycerz, ale nie brutalny i okrutny żołdak. Wolno mu użyć siły tylko w tym wypadku i tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne, aby odepchnąć złą przemoc” (s.12-13).

Po tej samej linii idzie mądry artykuł pt. Idea i siła z 1956r – nb. przypominającym tytuł świeżo wydanych pamiętników Zbigniewa Brzezińskiego Power and Principle.

„Chodzi o siłę realizacyjną idei, o to konieczne kwantum siły, aby idea mogła się urzeczywistnić (…) Idea może się urzeczywistnić w rozmaitym stopniu, może być realizowana częściowo (…) Przez wiele lat czuliśmy się nosicielami idei, gdy siła była wciąż przeciwko nam. Wytworzyło się stąd antagonistyczne przeciwstawienie idea-siła i nawet pejoratywny stosunek do siły” (s. 33).

Tak więc ów maksymalizm w sensie zdecydowanego stania przy pewnych imponderabiliach moralnych, religijnych, kulturowych, cywilizacyjnych, jest zarazem realistyczny i nie zmienia się nigdy w nihilistyczne „wszystko albo nic”, gwałtownie potępione w tekście Na czym polega ‘burżujstwo’ z 1949 r.

Główną ideą polityczną eksponowaną w szeregu artykułów jest tzw. pozytywizm. Słusznie krytykowano użycie tego pojęcia przez Stommę i Kisielewskiego dla nazwania swego programu politycznego, jest ono bowiem nadmiernie obciążone filozoficznymi i kulturowymi skojarzeniami. Sądzę, że nazwę tę trzeba traktować czysto słownikowo, bez żadnych historycznych odniesień, to znaczy pozytywizm jako przeciwieństwo negatywizmu. Stomma przedstawiał pozytywistyczną w postawę czterech punktach („Pozytywizm od strony moralnej”, 1957 r.) – następująco:

1. Geopolityczny nakaz polskiej racji stanu wyrażający się w sojuszu z ZSRR niezależnie od przesłanek ideologicznych a nawet wbrew tym przesłankom.

2. Metoda polityczna będąca zaprzeczeniem romantyzmu, a więc umiar, ostrożność, skłonność do kompromisu, odrzucenie polityki mierzenia sił na zamiary.

3. Nieufny stosunek do wielkich haseł motywujących działania.

4. Krytyczny stosunek do „bohaterskich” epizodów przeszłości historycznej.

Rozwinięcie tych punktów w artykule uwidocznia, że mamy tu do czynienia z moralnością przeciwko politycznej moralistyce, z trzeźwą rzeczywistością przeciwko upajającej retoryce, z odżegnaniem się od wszelkiej fikcji pragmatycznej na rzecz pragmatyzmu wyrastającego z jasnego i prawdziwego widzenia rzeczy.

W tak zarysowanej postawie politycznej zawiera się wyraziste oddzielenie porządku ideowego od porządku siły: ideowa bezkompromisowość (nie wchodząc chwilowo w kwestię treści idei) – a zarazem elastyczna gotowość do kompromisu i ugody na gruncie rzeczywistości. (”Konkretyzacja idei wymaga redukowania jej postulatów do granic możliwości”, s. 34; nie przyjmujemy założenia, że „ostrości kontrastu ideowego musi odpowiadać równa ostrość sytuacji społeczno-politycznej kraju”, s. 74).

Ów polityczny pozytywizm pragnie również wyrównania odwiecznej polskiej dysproporcji pomiędzy czynnikiem ludzkim a czynnikiem materialnym, podniesienia poziomu cywilizacyjnego. Wartości materialne uważa Stomma za niezmiernie istotne, choć ich nie ubóstwia. (”Pozytywizm do jak najdalszych granic każe respektować materialne przywiązania ludzkie, ale granice takie istnieją”, s. 26).

W postawie tej zawiera się zakaz dysponowania cudzym dobrem, nawet przyziemnym, a już w szczególności życiem lub krwią, wyjąwszy nadzwyczjne przypadki najwyższej konieczności – a i wówczas z najwyższą ostrożnością („dobrze, gdy bohaterski jest żołnierz ale źle, gdy polityk”, s. 26).

Sprawy narodowe ujmuje pozytywizm jako obronę interesu własnego przede wszystkim, a nie załatwianie cudzych interesów własnym kosztem, własną krwią („Cień Winkelrieda odchodzi w przeszłość”, s. 78).

Człowieka Stomma widzi dynamicznie, sens jego życia upatruje w samorealizującym przekraczaniu siebie, stąd płynie wielokroć powtarzany postulat aktywizmu w dziedzinie ideowej i cywilizacyjnej.

Wielkim wzorem jest dla Stomma Gandhi, którzy łączy realizm polityczny ze świętością, wyraża nieustannie przekonanie, że o wielkości narodu stanowi moralna jakość składających się nań jednostek; Gandhi, który dał świadectwo „cudownej mocy sił duchowych”.

Często powracają w tej publicystyce dwa hasła, określające bliższe cele polityczne. Jest to: modus vivendi mówiący, że da się znaleźć takie rozstrzygnięcie, dzięki któremu zwyczajni ludzie będą mogli urządzić się i żyć godziwie nawet w niechcianym systemie, oraz demokratyzacja. Zauważmy: demokratyzacja, a nie demokracja. A więc realistyczne wyrażenie konieczności poszerzenia demokratycznych swobód – przy równoczesnym zrozumieniu niemożności pełnej demokracji wobec wymogów geopolityki i tym samym nieusuwalnego w przewidywalnej przeszłości faktu komunistycznych rządów.

Stomma niechętnie mówi o wolności – to słowo rzadko pada w jego artykułach. Zapewne w części z niechęci do wielkich i nazbyt często nadużywanych haseł, a także, ponieważ pojęcie wolności kojarzy mu się może – jak i jednemu z cenionych przezeń autorów, Bobrzyńskiemu – z anarchią, której nie cierpi. Tym niemniej perspektywa Stommy jest niewątpliwie wolnościowa – w klasycznym sensie wolności jako braku arbitralnego przymusu. Krytycyzm wobec pewnych haseł i tradycji jest opowiedzeniem się po stronie wolności ducha niezdeterminowanego ideologią ani przeszłością, swobodnie wybierającego z dotychczasowego dorobku. Akcent położony na wzrost dobrobytu i na suwerenność osoby, krytyka uszczęśliwiani wbrew woli (w szkicu o Savonoroli) są oczywistą opcją wolnościową. Wezwanie do społecznej dyscypliny w dziedzinie produkcyjnej odwołuje się do sumienia obywatelskiego a nie do lęku przed ewentualnym użyciem przez państwo środków przymusu i motywowane jest – sfalsyfikowanym przez czas – przekonaniem o możliwościach rozwojowych gospodarki socjalistycznej.

Dodajmy do tego nacisk na praworządność, jeden z filarów wolności. Nie znajduje on co prawda bezpośredniego odzwierciedlenia w omawianej książce, lecz wiemy skądinąd (Micewski, op.cit.), że praworządność byłą głównym hasłem w szeregu sejmowych wystąpień Stommy. Tak widziana „polityka pozytywna” Stanisława Stommy była zatem, powtórzmy, polityką wolnościową (…)

Uczmy się od Stommy intelektualnej i moralnej rzetelności, czerpmy zeń użyteczne i potrzebne naszym zmęczonym i skołowanym mózgom kategorie. Od Stommy jako człowieka zaś warto się uczyć niespożytej nadziei i umiejętności zaczynania od nowa. Można mu śmiało zadedykować te słowa poety:

„Zbił grad na łanie całą żniw nadzieję,
Nie ma i kłosa na wieniec żniwiarzy.
Cóż czyni rolnik? – Na nowo ją sieje
I znów lepszą przyszłość marzy.”

Sam [Henryk Woźniakowski]

comments