Odwiedź nas w:

Berlinie | Białymstoku | Bielsku-BiałejBrukseli | BydgoszczyChojnicachGliwicach | Grudziądzu | Kędzierzynie-KoźluKoszalinieKrakowie | Lipsku | Londonie | LublinieŁodzi | Olsztynie | OsloParyżu | Poznaniu | Rzeszowie | SłupskuSzczecinie | TarnowieTrójmieście | Warszawie | Wrocławiu | ZamościuZielonej Górze

ZOSTAŃ KLUBOWICZEM | ZAŁÓŻ KLUB | WESPRZYJ NAS!

comments

Nadchodzące wydarzenia:

  • 22 listopada 2019 08:00Oszajca i Jankowski w Kędzierzynie-Koźlu
  • 22 listopada 2019 16:30Kawiarenka Klubu "TP" w Krakowie
  • 22 listopada 2019 17:00Dyskusja o filmie „Boże ciało” Jana Komasy
  • 22 listopada 2019 18:00Dysputa "Co z tym Lutrem?"
  • 22 listopada 2019 18:00Buddyzm a chrześcijaństwo
  • 23 listopada 2019 11:00Gliwice: spotkanie z o. Oszajcą i D. Jankowskim
  • 23 listopada 2019 16:30Bielsko-Biała: spotkanie z o. Oszajcą i D. Jankowskim
  • 26 listopada 2019 17:00Problem samodzielności światopoglądowej
  • 27 listopada 2019 18:00Spotkanie formacyjne
  • 28 listopada 2019 19:00Jakobsweg – impresje z drogi szlakiem św. Jakuba w Hiszpanii
AEC v1.0.4

Sprawdź pełną listę wydarzeń.

Policja na straży Hostii   

Sądzę, że ta sprawa jest czymś znacznie poważniejszym aniżeli „odruchem” i należy ją głębiej przeanalizować, gdyż ukazuje problem niezwykle ważny i znamienny dla Kościoła w Polsce. Przeczytajmy najpierw niezwykle wnikliwe słowa Bohdana Cywińskiego, zapisane na początku lat 70-tych XX wieku jego znakomitej książce „Rodowody Niepokornych”. Cywiński używa tam wobec Kościoła polskiego niezwykle trafnego pojęcia: „julianizm”. Julian Apostata – cesarz rzymski, który po konstantyńskiej epoce, jaka zainaugurowała okres instytucjonalnej symbiozy Kościoła i państwa próbował na nowo zepchnąć Go do katakumb – jest archetypem owej formuły. Kościół juliański, to Kościół w opozycji, pozbawiony władzy politycznej, oparcie znajdujący w sile moralnej. Autorytet Jego rośnie wprost proporcjonalnie do skali prześladowań. Julianizm jest przeciwieństwem konstantynizmu, symbiozy Kościoła i państwa zapoczątkowanej edyktem mediolańskim cesarza Konstantyna Wielkiego. Mentalność ludzi Kościoła juliańskiego jest określona niechcianym przez nich odepchnięciem od władzy. Układ konstantyński jest dla nich jedynym właściwym i czekają oni na taki system, który ponownie odda Kościołowi należne mu prawa. „Kościół juliański przy całej swej duchowej potędze nigdy nie jest w pełni solidarny ze społeczeństwem i nigdy się z nim w pełni nie identyfikuje, […] dąży do pełnej identyfikacji społeczeństwa ze sobą” – pisze Cywiński. Ta znamienna cecha Kościoła, szczególnie polskiego, powoduje iż niewątpliwie walczy on o „rząd dusz” w społeczeństwie, ale nie akceptuje też żadnej ideologicznej alternatywy, konkurencyjnego ośrodka duchowej organizacji narodu.

Wydawać by się mogło, że po 1989 r., w miarę rozwoju pluralistycznego społeczeństwa obywatelskiego ludzie Kościoła powinni zrozumieć, że konstantynizm nie jest optymalnym rozwiązaniem. Sojusz „tronu i ołtarza” Kościołowi bynajmniej nie służy, raczej buduje dystans między hierarchią i ludem. Tymczasem bełchatowski przykład pokazuje, jak głęboko w świadomości duchowieństwa zakorzenione jest przekonanie o, „konstantyńskiej” z ducha, powinności władzy świeckiej, która winna ścigać i karać za wykroczenia przeciw zasadom wynikającym z doktryny Kościoła. Zamiast spróbować porozmawiać z chłopcem i jego rodzicami, podjąć próbę zrozumienia co nim kierowało, uświadomić jaką świętością winien być dla chrześcijanina Najświętszy Sakrament, wezwano policję. To znaczy, że w świadomości bełchatowskich księży państwo i jego służby winny stać na straży zasad wynikających z doktryny Kościoła. Bluźnierstwo ma być więc karane przez brachium saeculare (świeckie ramię) państwa i prawa. Inkwizycja w czystej postaci. Zdawać by się mogło, że zobowiązanie instytucji państwa aby wykonywały wyroki władz kościelnych, należy do odległej przeszłości, a tu okazuje się, że polscy księża wciąż uważają, że to sytuacja normalna.

Cały ten bełchatowski epizod ujawnia dwa problemy. Jeden, to wspomniane przekonanie wielu ludzi Kościoła, że konstantynizm jest właściwą formułą Jego funkcjonowania w państwie i społeczeństwie. Drugi, to kompletne niezrozumienie czym jest dla katolików Najświętszy Sakrament, jak wielkim naruszeniem wszelkich norm jest Jego profanacja. Przypuszczam, że wielu ludzi głęboko wierzących uzna wszelkie możliwe sposoby chronienia sanctissimum za uprawnione, inni – funkcjonujący w świecie liberalnych wartości i przekonań – w ogóle nie będą rozumieli o co w tym wszystkim chodzi. Jak zachować umiar i rozsądek, zrozumieć wrażliwość głęboko wierzących, jednocześnie uświadamiając im anachroniczność pewnych zachowań we współczesnych realiach? Jak zasugerować, że konstantynizm nie jest optymalnym modelem relacji państwa i Kościoła, że wspólnota wiary nie musi i nie powinna szukać obrony swych dogmatów w instytucjach państwa? Jak wreszcie, po półwieczu, wdrożyć nauczanie Vaticanum II o zasadach współżycia sfery sacrum i profanum: „Wspólnota polityczna i Kościół są, każde na własnym terenie, od siebie niezależne i autonomiczne” oraz, że: „ze względu na wolność głoszenia Ewangelii Kościół powinien wyrzec się przywilejów otrzymanych ze strony władzy państwowej, jeśli z powodu korzystania z nich kwestionowana jest autentyczność jego świadectwa” (Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”).

Bełchatowski incydent nie jest zatem czymś błahym i incydentalnym, dowodzi bowiem, że w naszym Kościele nauczanie i duch Soboru Watykańskiego II pozostają wciąż teorią, nie przekładającą się na codzienność polskiego chrześcijaństwa.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.