Tu i teraz

Zaproszenie do portalu internetowego Klubów „Tygodnika Powszechnego” to niespodzianka, z którą trzeba sobie poradzić. Czy mam prawo zajmować komuś czas, pozostając na coraz węższym marginesie tego, co się dzieje? I co robić, jeśli nie zgadzam się z tekstem z ostatniego numeru „Tygodnika Powszechnego” – przykładem jest choćby, tak gromko ogłoszony, manifest Kościoła Otwartego („TP” nr 40, 30 września 2012). Otwartość Kościoła rozumiem nie jako jego wyróżnik, cechę do dyskusji, lecz jako po prostu Ewangeliczność, bo przecież Kościół był, jest i będzie posłany do wszystkich bez wyjątku. Czy mam prawo występować ze swoim zdaniem?

Pomocą i odpowiedzią staje się tytuł, który proponuję także na przyszłość – „Tu i teraz”, bo przecież tak naprawdę to jest właśnie rzeczywistość zadana każdemu czy jest w największej wspólnocie, czy w zupełnej samotności. A jeśli zadanie, to także sens, a zatem i nadzieja.

Wszystko byłoby optymistyczne, gdyby nie to, że czas wydaje się nieustannie wyprzedzać mnie tak samo, jak wszystkich dookoła. Jeszcze parę dni temu wydarzeniem z kręgu „tu i teraz”, wydarzeniem ważnym i bardzo pocieszającym, było dla mnie przysłuchiwanie się debacie Klubów w Łagiewnikach (6 października) i to tej debacie, która wydała mi się najważniejsza: „Wierzyć, jak to łatwo powiedzieć…”. Bez porównania ważniejszej, niż wszystkie pytania i niepokoje związane z manifestem otwartości Kościoła. Cieszyłam się na ciąg dalszy, nawet bez mojej obecności, w innych miastach, albo na łamach pisma.

Wydarzeniem tak samo godnym uwagi i pocieszającym był krakowski wieczór we wtorek, 9 października. Prezentacja dorobku Jacka Woźniakowskiego, wznowiona przez wydawnictwo Universitas, i dyskusja kilku ludzi – ks. Adama Bonieckiego, Adama Michnika, prof. Jacka Purchli, prof. Stanisława Rodzińskiego, Henryka Woźniakowskiego (prowadzenie: Nawojka Cieślińska-Lobkowicz, która sześciotomowy wybór pism prof. Woźniakowskiego przygotowała do druku) – których warto zawsze słuchać, bo razem z autorem wznowionych pism tworzyli świat najbliższych mi myśli i odkryć.

Ale wystarczyło środowego posiedzenia Sejmu (10 października), żeby „tu i teraz” zmieniło się w awanturę. I to pełną znaczenia, perspektywicznie bardzo ważną. Projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej – mimo wniosku o odrzucenie – skierowany do pracy w komisjach oznacza powrót do wizji budowania moralności społecznej przede wszystkim przy pomocy środków bogatych, w tym wypadku systemu zakazów i kar prawnych. To jest wizja sięgająca bardzo głęboko, godna najwyższej uwagi i zastanowienia. Na razie trzeba przypomnieć i postulować tylko jedną sprawę – moralność to jest odpowiedzialność przede wszystkim własna. Za cudze sumienie nie będziemy rozliczani. Dlatego projekt ustawy, która ma chronić życie dzieci nie rokujących zdolności do samodzielnego egzystowania i najsłuszniej w świecie przypominający, że to życie jest tyle samo warte, musi bezwzględnie być uzupełniony tym punktem prawnym ustawy, w którym rodzicom nie tylko zabrania się ich eliminacji, ale także gwarantuje pomoc, bez której nie potrafią sobie przecież poradzić, gdy dziecko się urodzi. A nadto – zgodnie z zasadą uczciwości, że heroizmu wolno wymagać tylko od siebie, a nikomu nie narzucać – ta sama ustawa winna gwarantować, że jeśli matka nie czuje się na siłach podjąć odpowiedzialności za swoje macierzyństwo, państwo i społeczeństwo zapewnią temu dziecku opiekę na miarę jego potrzeb.

Taki komentarz usłyszałam zresztą w ciągu jednej doby przynajmniej kilka razy i uważam, że powinien być powtarzany i to nieustannie wszystkim autorom projektu, którzy będą dążyli do jego uchwalenia w polskiej rzeczywistości prawnej. Inaczej tryumfalne ogłaszanie zwycięstwa „obrońców” życia brzmiałoby nieprawdziwie.

11 października 2012

comments

4 komentarze

  1. Witam Panią Redaktor w Internecie. Cieszę się, że tutaj będzie można kontynuować spotkania z Panią Redaktor. Potrzebny nam jest Pani głos – głos refleksji, przyjazny ludziom i poruszajacy nasze sumienia.
    Maria Zajączkowska

  2. Cieszę się bardzo, że nadal będzie możliwość poznania opinii i refleksji Pani Redaktor na temat bieżących spraw. Zawsze z ciekawością sięgam po książki Pani Hennelowej. Każdy temat jest potraktowany bardzo wnikliwie. A książka „Otwarty bo powszechny, o Kościele, który może boleć” to sumienna i rzetelna analiza sytuacji kościoła po 89 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.