Posted on: 28 października 2020 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Przyjaciele,

widzicie co się dzieje, słyszeliście słowa Prezesa, wiecie o deklaracji Anny Dziewit Meller, manifestacyjnie opuszczającej TP. Zadaję sobie pytanie dlaczego podjęła przed laty współpracę z pismem katolickim będąc, jak deklaruje, zwolenniczką aborcji na życzenie? Czyżby dopiero teraz dowiedziała się jakie jest stanowisko Kościoła w tej kwestii?  To są oczywiście sprawy o różnym ciężarze gatunkowym.

Deklaracja Kaczyńskiego podsyca stos wewnętrznego konfliktu do poziomu fizycznej agresji. Boję się, jakie będą konsekwencje tego, gdy naprzeciw siebie staną zradykalizowane środowiska feministyczne i dziarscy chłopcy z „Różańcowych Plutonów Maryi”. Czy będzie jeszcze jakakolwiek przestrzeń dla umiaru, koncyliacji, społecznej harmonii? Idzie czas radykalizmu, postaw jednoznacznych, czas hasła „wypierdalać”, wszelkie próby budowania mostów będą uchodzić za przejaw pięknoduchostwa i braku rewolucyjnego ducha. Ja się w tę atmosferę wpisać nie potrafię, mimo wszystko nie mogę odwrócić się od Kościoła. Kościół, którego dzieje znam i wiem jak często popadał w kryzysy głębsze niż dzisiejszy, pomimo wszystko pozostaje dla mnie duchową ojczyzną i boli mnie obecny prymitywny antyklerykalny radykalizm. Tak, krytyka Kościoła opiera się na Jego realnych grzechach, rzeczywiście mogą one wzbudzić w nas ducha zwątpienia, pchnąć ku aktom radykalnego sprzeciwu, jak choćby apostazja. Rozumieć takie reakcje mogę, solidaryzować się nie potrafię.

Cóż powinniśmy w tej sytuacji robić, jak się zachować? Czy dołączać do antyklerykalnego tsunami, czy może szukać drogi wyjścia bez czynów i słów grzeszących radykalizmem, od którego już może nie być odwrotu? Ileż pokoleń chrześcijan powinno zapewne reagować apostazją na grzechy Kościoła? Przecież w zasadzie już Go dziś być nie powinno, tyle występków i zbrodni popełnili Jego przedstawiciele. A mimo to wciąż są tacy, którzy wierzą, ufają, że Jego istota „nie jest z tego świata”. Naiwni, bezkrytyczni, niezdolni do autonomicznego myślenia? A może prawdziwie wierni, ufający, pełni nadziei?

Utożsamiam się dziś z tymi naiwnymi, którzy wciąż wierzą, że istota Kościoła jest głębsza niż głupota, perfidia i bezduszność Jego, jak powiada ks. Adam Boniecki, personelu. Ogłaszać teraz apostazję, we wszystkich mediach, fejsach, twitterach, instagramach jest łatwe i proste, jest trendy. Trudniej jest pozostać i świadczyć, że Kościół to nie tylko oderwani od ludzkich problemów biskupi. Katolicy, a zatem również większość z nas, członków Klubów „TP”, stają przed wielkim, trudnym i nieoczywistym wyzwaniem: kim powinniśmy być dziś, gdy sztandar obrońców naszej wiary podnoszą ci, którzy z jej istotą nie mają nic wspólnego: cyniczni politycy, bojówki ONR-u, jakieś straże narodowe?  Czy trzeba nam wzdragać się ze wstrętem, krzyczeć: nie, ja z tym wszystkim nie chcę mieć nic wspólnego, pójść drogą byłej już felietonistki „TP”? A może zostać, świadczyć, że oblicze Kościoła i ludzi wierzących, może być inne niż pozbawiona empatii, współczucia i wrażliwości postawa wielu duchownych? Może podjąć działania, utrzymane w innym klimacie niż te, którymi raczą nas media? Przecież sprzeciw wobec bezduszności, fanatyzmu i skrajnej nieodpowiedzialności może obyć się bez wulgarnych gestów i okrzyków, bez agresywnego antyklerykalizmu.    

Chciałbym poprosić Was wszystkich, przyjaciół z Klubów „TP”, abyście nie ulegali skrajnym, radykalnym, antyklerykalnym tendencjom obecnego czasu. Kościół przeżywał nie takie kryzysy, odradzał się, odnawiał swoje oblicze i trwa. Trzeba ludzi pokroju św. Franciszka, Marcina Lutra, bożych szaleńców idących wbrew rzeczywistości swoich zepsutych czasów, przywracających wierze autentyczność i wiarygodność. Wierzę, że w dzisiejszym kryzysie znajdzie się, a może już się znalazł, taki odnowiciel.

Apostazja to najprostsze co można uczynić, zerwać więź, powiedzieć: ja jestem poza tym, to mnie już nie obchodzi, bo Gądecki i Jędraszewski nagadali takich i innych głupot, bo mój proboszcz jest prostakiem i ignorantem, bo Kościół jest zblatowany z PiSem, bo Radio Maryja etc, etc. Czy nie mylimy jednak w ten sposób tego co istotne z tym co przygodne, tego co nadprzyrodzone z tym co doczesne? Kościół jest przecież czymś więcej aniżeli czyny i słowa Jego przedstawicieli! Jest wspólnotą założona przez Chrystusa, wtedy, gdy powiedział do Szymona: „Ty jesteś Piotr – Opoka i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16,18)”. Czymże są wobec majestatu tych słów nasze urazy? Jakże, wobec nich porzucać całą wiekową tradycję duchowości, kultury, etyki, tylko dlatego, że Kościół instytucjonalny zblatował się z rządzącą partią, uległ zaczadzeniu i sprzeniewierzył się swej misji? Czyż nie jest zatem apostazja przejawem wiary małej, ułomnej, powierzchownej? Czy zamiast włączać się w modne trendy, nie powinniśmy raczej wierzyć ufać, trwać i dawać świadectwo? Dum spiro, spero (Póki oddycham, mam nadzieję).

comments

Leave a Comment