Posted on: 28 lipca 2020 Posted by: Monika Mellerowska Comments: 0

„Muzyka sfer. Teksty o poetkach i poetach” to pierwsza, po dłuższej przerwie książka krytycznoliteracka Janusza Drzewuckiego. Pierwsza od czasu „Charakteru pisma”, poświęconego poetom Nowej Fali, wydanego nakładem biblioteki „Twórczości” w 2015 roku. Po drodze były jeszcze szkice o liryce w „Środku ciężkości” czy „Lekcje u Różewicza”, poświęcone w całości autorowi „Kartoteki”.

Jednak to „Muzyka sfer” jest pierwszym, od dłuższego czasu tekstem, w którym pojawia się twórczość kobiet. Choć warto zaznaczyć, że w wydanym w 2018 roku zbiorze „Obrona przypadku” pojawiły się eseje o korespondencji Pawła Hertza z Anną i Jarosławem Iwaszkiewiczami oraz o kobietach zamkniętych (albo też jak ktoś woli wydobytych) w twórczości Jerzego Pilcha.  To jednak w „Muzyce sfer” o poezji kobiet czytamy najwięcej.

Najnowsza książka Janusza Drzewuckiego to zbiór tekstów, z których częścią czytelnik mógł spotkać się w Miesięczniku Twórczość, kwartalniku Wyspa czy dzienniku Rzeczpospolita, gdzie autor publikował swoje teksty. Najstarsze z nich – jak otwierający zbiór esej poświęcony poezji Wisławy Szymborskiej – pochodzą sprzed trzech dekad. Dziś wzbogacone o nowe wrażenia, do towarzystwa mając te pisane wiele lat później, ze szczególnym uwzględnieniem tych najświeższych tworzą swego rodzaju tryptyk krytyczny. Spotykamy zatem poetów, których nazwisk próżno szukać wśród wpisów blogowych czy wysokobudżetowych promocjach wydawniczych. Przede wszystkim jednak są to poeci, których Janusz Drzewucki ceni sobie najbardziej, i korzystając z przywileju krytyka to ich twórczość poddaje analizie.

Zbiór otwiera wspomniany esej o poezji Wisławy Szymborskiej zatytułowany „Między wiedzą a niewiedzą”. To koniec, który staje się początkiem rozpoczynając tę krytycznoliteracką ucztę jaką jest „Muzyka sfer”, nie oceniając jej, a wsłuchując się w nią. Tym samym dając charakterystyczny wyraz krytyki podejmowanej przez Janusza Drzewuckiego.

Tuż za mistrzynią limeryków, w eseju „Między wspominaniem i zapominaniem” znajdujemy twardą niczym skała, ale jednak oniryczną Julię Hartwig i jej poezję opisującą świat. W tym rozdziale poświęconym poezji – jakkolwiek źle to zabrzmi – kobiecej, nie mogło zabraknąć kojarzonej z wierszami o wielkim uczuciu Urszuli Kozioł. Choć w eseju jej poświęconym, o wymownym tytule „Boli mnie ból”, Janusz Drzewucki pragnie uniknąć analizy wierszy Kozioł przez pryzmat poezji kobiecej.

W drugim rozdziale Janusz Drzewucki między innymi wraca do poetów, którym kilka lat wcześniej poświęcił osobne książki. Napisał wtedy „Akropol i cebula o fascynacji twórczością Zbigniewa Herberta” oraz „Lekcje u Różewicza. Teksty krytycznoliterackie i osobiste” poświęconej całej twórczości – poetyckie i prozaistycznej Tadeusza Różewicza. W „Muzyce Sfer” przeczytamy jednak te eseje, które nie weszły do wcześniej wydanych książek. I tak w rozdziale zatytułowanym „Między złotym środkiem a kwaterą główną” zaglądamy do mniej  a r c y d z i e l n e g o  tomiku „Utwory rozproszone” Zbigniewa Herberta. Na szczególną uwagę jednak zasługuje, otwierający ten – nazwijmy go męskim – rozdział esej „Zawsze od początku”, w którym czytamy pyszną opowieść o tomiku Niepokój, i tytułowym rzemiośle Różewicza – zawsze od początku.  Poza tym swoistym powidokiem tekstów poświęconych dwóm wspomnianym poetom w drugim rozdziale odnajdujemy zaskakujący być może dla niektórych esej „Niewypowiedziana tajemnica życia” – o mniej znanej, poetyckiej twórczości prozaika Kornela Filipowicza. Ale także ten poświęcony wieloletniemu współpracownikowi Janusza Drzewuckiego,  p o e c i e  k a ż d e j  c h w i l i  Marianowi Grzeszczakowi oraz Kazimierzowi Hoffmanowi, którego Drzewucki określa poetą hermetycznym i przesadnie skromnym.

Natomiast trzeci, ostatni rozdział w swojej najnowszej książce oddaje Janusz Drzewucki poetom Nowej Fali, nazywając ich swoimi starszymi braćmi. Znajdujemy w nim nazwiska – jeśli chcieć odwołać się do tytułu zbioru, którym jego autor nawiązuje do muzyki ciał niebieskich, brzmiące mniej znaną nutą przeciętnemu odbiorcy poezji. Z większością krytyki ich twórczości czytelnik spotkał się we wspomnianym na początku tekstu zbiorze „Charakter pisma”, ale także w „Smakach słowa” czy w jednej z pierwszych książek Janusza Drzewuckiego „Chaos i konwencja”. Czytamy więc w tym nowofalowym, męskim rozdziale „Muzyki sfer”, całkiem nowe eseje o Julianie Kornhauserze, Jerzym Kornholdzie czy zamykającym najnowszy zbiór Janie Polkowskim.

Te analizy krytycznoliterackie ustawiają się zwykle między jednym, a drugim, między czymś, a czymś innym. Dwoma zjawiskami, odczuciami, jakich możemy doświadczać podczas czytania poezji. Bo do wspomnianego „Między wiedzą a niewiedzą” dochodzą inne między – wiecznością a nicością, czy cieniem cienia a cieniem światła. Ale są też te szkice rodzajem wyjaśnienia, oswajaniem poezji. Jak choćby ten poświęcony Julianowi Kornhauserowi, zatytułowany „Poeta pisze dla innych” czy „Cudowny porządek świata”, jakim jawi się nie tylko twórczość Jana Polkowskiego. Stawianie czytelnika między światami, z jednoczesnym ich wyjaśnieniem jest przecież funkcją poezji, która nawet jeśli wymaga głębszej analizy dostarcza obrazu świata.

Autor „Muzyki sfer” wiele razy w rozmowach, podobnie jak i we wstępie książki zaznacza, że omawia wiersze według swoich zasad krytyki, dalej nazywając ją literacką  s e n s u  s t r i c t o. Tym samym nie nadaje jej form akademickich ani tym bardziej naukowych. Dodaje też, że jest krytykiem towarzyszącym, zatem jakby cieniem poety, bacznym obserwatorem jego życia, nie tylko  twórczości. Dlatego, jak sam pisze we wspomnianym wstępie lubi wiedzieć jakiej słuchają muzyki, jakie wiersze czytają i co sądzą o poezji w ogóle. A nade wszystko ceni sobie osobiste spotkania z nimi, czego dowód daje w „Muzyce sfer”, czyniąc ją tym samym niejako osobistym spotkaniem z poezją.

 

comments

Leave a Comment