Podobni, choć odmienni. Wspomnienie o Józefie Hennelowej i Jerzym Pilchu

W dzień zaduszny wspominamy zmarłych, szczególnie tych, którzy opuścili nas w poprzednim roku. Modlimy się za nich, i do nich. Tak nam trudno pojąć, że są już w innym, jak wierzymy, lepszym miejscu. Również “Tygodnik” i całe środowisko wokół niego skupione doznało bolesnych strat. Chciałbym wrócić pamięcią do dwóch osób – Józefy Hennelowej i Jerzego Pilcha. Nie trzeba wiele pisać, oboje zostali przecież upamiętnieni przez Redakcję pięknymi tekstami: Andrzeja Brzezieckiego i Artura Sporniaka: „Życie spełnione”, o Pani Ziucie i Ryszarda Koziołka: „Ze statku głupców wysiadłem”, o Jerzym Pilchu. Chciałbym, mimo to, podzielić się kilkoma myślami w ten dzień Zaduszek, gdy wracamy do nich żywą pamięcią.

Pozornie niewiele łączy tych Dwoje – jedynie łamy Tygodnika. Byli zdało by się, jakby z innych planet. Hennelowa, której złośliwy Kisiel wystawił taką oto laurkę: „miła osoba ta Ziuta, tylko taka za bardzo troszkę w typie… zakonnicy, takie myślenie” i Pilch, o Którym Krzysztof Koziołek napisał: „Był pisarzem totalnym, nadobecnym, sytym sukcesów, nagród i skandali. Wiódł życie idealne dla biografii…” Odeszli w podobnym czasie, ale nie w podobnym wieku. Ona – spełniona, On… ? Ona, wbrew temu co pisał Kisiel, nie była stereotypową „miłą osobą”, słabo Ją znał. Jak będzie z Pilchową „nadobecnością” i „totalnością”, przyszłość pokaże. Ona była „Tygodnikiem”, wypełnił jej życie, włożyła weń całą swą wrażliwość, pracowitość i szlachetność. Dla Niego pismo było etapem życiowej drogi z łatwością odnajdywał się na innych łamach i w innych środowiskach, choć przecież – to moje wrażenie – tygodnikowa felietonistyka sytuuje się na szczycie Jego dokonań. O tych różnicach pisać można wiele, o tym co wspólne – trudniej.

Było jednak coś w nich Obojgu, w ich korzeniach, formacji, twórczej drodze, co łączyło, podobnie uwrażliwiało. Hennelowa i Pilch pochodzili z Kresów, Ona z tych wschodnich, On południowych. Oboje nigdy się do końca nie wyprowadzili ze swych małych ojczyzn – Wilna i Wisły. Kresowość może uczyć zrozumienia dla różnorodności, ale może również prowadzić do zasklepienia w narodowej i kulturowej przestrzeni. Kresowość jest barwna i wyrazista, nawet jeśli barwy te bywają niezbyt piękne. Oboje ukształtowali się w tej szlachetniejszej tradycji kresowej, bo tylko taka mogła im pozwolić na odnalezienie się w „Tygodniku”. Dla Pani Ziuty, Wilno było zawsze naturalnym, nie wykreowanym układem odniesienia: „Bo jestem z Wilna”, zatytułowała autobiograficzny wywiad – rzekę. Pilch nie tylko odwoływał się do Wisły, on ją tworzył, tak aby lepiej służyła literackiej kreacji. Oboje budowali jednak w nas świadomość różnorodności korzeni, z których wyrastamy. Oboje głęboko wrośnięci w swe chrześcijaństwo, katolickie i luterskie – bez tej duchowej ojczyzny nie da się ich zrozumieć. Czyż nie powinniśmy zatem ich Obojga, tak odmiennych, wspominać razem i obejmować wspólną modlitwą?

 

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

Dodaj komentarz