Posted on: 9 lipca 2013 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

Nie da się ukryć: dziś trzeba współczuć redaktorom, którzy co dzień lub co tydzień rozstrzygają, co wybrać na stronę tytułową dziennika czy na temat tygodnia. Czas jest tak gęsty od wydarzeń naprawdę ważnych i arcyważnych, że nie da się wybrać sprawiedliwie. Czekamy na datę zatwierdzonej już kanonizacji Jana Pawła II, a równocześnie otrzymujemy nową encyklikę na rok wiary i to autorstwa aż dwóch papieży: Benedykta i Franciszka. Chwilę wcześniej papież Franciszek jedzie na Lampedusę, a to co tam mówi jest wstrząsającym świadectwem i programem przeciw „globalizacji obojętności” wobec imigrantów. W Polsce z kolei czeka nas bardzo trudny egzamin z uroczystości żałobnych w 70. rocznicę rzezi wołyńskiej. List pasterski Kościołów: polskiego i ukraińskiego, przygotowany na te dni, jeszcze nie został nie tylko rozpowszechniony w kościołach, lecz nawet jakby nie mieścił się wśród wydarzeń, które koniecznie trzeba poznać. Tymczasem w ostatnią sobotę (6 lipca) przeżyliśmy coś nowego w polskim Kościele – masowe spotkanie z charyzmatycznym duchownym z Ugandy, wnoszącym w polski Kościół zupełnie nowy sposób świętowania wspólnoty wierzących, w którym akcenty spektakularne, takie jak gest i głos, a także znaki symboliczne grają zasadniczą rolę. Byłoby o czym mówić i mobile casino pisać, a przede wszystkim rozważać przez całe dnie, nawet nie zajmując się aktualnościami politycznych potyczek, konfliktów  kościelnych i rozliczeń personalnych za wydarzenia minionego okresu.

Tylko jeden przykład. Prywatnie obchodzone urodziny gen. Wojciecha Jaruzelskiego przetoczyły się przez media z hałasem naładowanym wręcz gorączką. Patrzyłam na młodego człowieka, który reporterowi telewizji prezentował sznur przyniesiony na manifestację, jako „prezent” dla jubilata. I pomyślałam sobie, że ten chłopak – oczywiście urodzony w wolnej Polsce – nie tylko nie potrafi sobie tak naprawdę wyobrazić czasu stanu wojennego, ale także chyba nie pamięta nic z tego, co wtedy mówił do nas Jan Paweł II. A mówił rzeczy, które by nam zasadniczo pomogły całą tę dramatyczną kartę przewrócić z poczuciem, że należy już do przeszłości. Czy oczekiwanie na kanonizację zejdzie nam tylko na cichej nadziei, iż podarowane nam zostanie osobne święto, w którym poczujemy się raz jeszcze ważni dla świata, czy też zdołamy chociaż trochę przypomnieć sobie to, co Papież pozostawiał nam rok po roku, jako ogromny dar i zadanie na przyszłość?

Na dzień dzisiejszy znajduję tylko dwa sygnały pocieszające. Każdy z innego zakresu. Jeden to fakt, że w radiu TOK FM – nieustannie sensacyjnym – nagle usłyszałam godzinny program cały poświęcony rozmowie o nowej encyklice i to rozmowie bardzo  mądrej, a nie przemądrzałej. A drugi to krótki komunikat o wolontariuszach, którzy w ostatnich dniach sprzątnęli zaśmiecone Tatry wynosząc prawie tonę porzuconych przez turystów papierzysk i flaszek. Wolontariusze, a więc ludzie dobrej woli, bezinteresowni, pewnie także młodzi i robiący to od kilku lat regularnie. Dopóki ich nie zabraknie wszędzie tam, gdzie są potrzebni, nie trzeba popadać w pesymizm.

comments

Leave a Comment