Większość mundialu już za nami. Polska drużyna spisała się na miarę swoich możliwości i pożegnała się z imprezą. W końcu można ze spokojem oglądać pozostałe mecze, w międzyczasie podczytując co ciekawsze książki okołomundialowe. Reportaż „Najważniejszy mecz Kremla” wciągnie was niczym mecz Portugalii z Hiszpanią i zaskoczy was bardziej niż końcówka spotkania Niemców z Koreą Południową.

Tuż przed mundialem drużyna gospodarzy była powszechnie krytykowana przez dziennikarzy. Podczas jednej z konferencji prasowych trener Sbornej, dobrze nam znany Stanisław Czerczesow, powiedział do duńskiego dziennikarza usiłującego wybadać stan rosyjskiej piłki: „Przyjechałeś z kraju, który nazywa się Dania. Myślę, że – czy nam się to podoba czy nie – będzie ci trudno odnaleźć się w labiryncie rosyjskiej duszy”.

Rosja to z pewnością zagadka. Jeżeli Duńczyk chciałby ją zgłębić, to poleciłbym mu przeczytanie poematu prozą autorstwa Wieniedikta Jerofiejewa. „Moskwa-Pietuszki”, bo o tym dziele mowa, to solidna podróż w czeluść wspomnianej duszy.

Klasyka klasyką, ale skandynawski dziennikarz mógłby sięgnąć też po książkę współczesnych mu kolegów po fachu z nad Wisły.  Mam na myśli reportaż „Najważniejszy mecz Kremla” autorstwa duetu Roman Imielski i Radosław Leniarski, opisujący Rosję i tamtejsze związki polityki, biznesu i sportu.

Czy piłka nożna istnieje?

Autorzy książki mają świadomość prestiżowego znaczenia organizacji mundialu, więc zabierają czytelników do miast, w których rozgrywać się będą mecze mistrzostw.

Przy okazji swojej futbolowej podróży pokazują kulisy wielkiej sportowej imprezy – od kontrowersyjnego wyboru gospodarza, poprzez związki władzy z kibolskimi bandami, w tym jak łaska Putina zmienia się w zależności od interesu władzy. Przytaczają historię słynnej drużyny piłkarskiej Spartak Moskwa, która jest emanacją rosyjskości. Z precyzyjną i z humorem portretują współczesne wioski potiomkinowskie tworzone przy okazji mundialu.

Leniarski z Imielskim opisują w praktyce, na przykładach, to o czym pisali wcześniej w eseistycznej książce „Sport nie istnieje” Jan Sowa z Krzysztofem Wolańskim. Sport, a przede wszystkim piłka nożna to wysoce skomercjalizowany i upolityczniony spektakl, na którym korzystają głównie biznesowi potentaci i dysydenci.

W przeciwieństwie do eseju, reportaż dziennikarzy „Gazety Wyborczej” zwraca się też ku normalnym Rosjanom, zwyczajnym miłośnikom piłki nożnej, których entuzjazm wobec futbolu jest autentyczny i czysty. Oglądanie meczów w Rosji – gdzie łamane są prawa człowieka, zabija się politycznych oponentów a niewinnych ludzi zamyka w łagrach – nie jest niewinną rozrywką.

Lektura „Najważniejszego meczu Kremla” nie ułatwia cieszenia się mundialem, jednak trzeba pamiętać, że poza całym przemysłem piłkarskim, są jeszcze sportowcy wierzący w to, co robią i kibice, dla których miesięczny festiwal jest wielkim świętem, na które czeka się długie cztery lata.

Przy okazji mundialu – na długo przed samym startem rozgrywek, jak i w trakcie imprezy – powstało mnóstwo tekstów pokazujących kulisy mistrzostw, portretujące Rosję i Rosjan, ale większość z nich zatrzymała się na poziomie widokówek z dalekiego kraju. „Najważniejszy mecz Kremla” w każdym – choć tak różnym od siebie – rozdziale stara się odpowiedzieć na kluczowe pytanie: po co Putinowi to wszystko? Prezydent Rosji nie jest wielkim fanem piłki nożnej, jego ukochaną dyscypliną jest jak wiadomo hokej na lodzie, zaś rosyjska ekipa futbolowa do elity nie należy. Sport jest tutaj pretekstem do wielkich rozliczeń.

Najłatwiej odpowiedzieć, że Putin potrzebował mundialu w Rosji tak, jak wcześniej tych rozgrywek pragnął Mussolini dla Włochów w 1938 roku albo Hitler Igrzysk Olimpijskich dwa lata wcześniej. Sukcesu pozasportowego, wizerunkowego Rosja potrzebowała jak nigdy wcześniej w najnowszej historii. Po aferze dopingowej w Soczi i agresji na sąsiada jest w bardzo trudnej sytuacji politycznej i sportowej. Medaliści na zimowych igrzyskach w Pjongczangu nie mogli nawet wysłuchać własnego hymnu, bo startowali pod flagą olimpijską. Dla Rosji ta impreza to potężny zastrzyk wsparcia. Musi się udać i jak na razie się udaje. Rosja gra o wielką stawkę.

Nie słychać nic o kibolskich wybrykach? Skandali z udziałem faszyzujących bojówek nie widać. W państwie policyjnym, jakim jest Rosja, łatwiej sobie poradzić z wszelką patologią, na którą władza jeszcze wczoraj patrzyła łaskawym okiem. Autorzy książki spotkali się z szefem związku kibiców Aleksandrem Szpryginem.

Miał powiedzieć, że wie, jak to państwo funkcjonuje: był wielkim bohaterem, a za chwilę policja w pełnym rynsztunku wyciągała go z toalety, spalił mu się nagle samochód, zakazano mu wyjścia na wszystkie mecze rosyjskiej reprezentacji.

„Rzucie jednego banana, a do końca życia będziecie żreć banany” – mieli usłyszeć od milicji pozostali kibole, którzy notorycznie częstowali bananami piłkarzy o ciemniejszej karnacji, nie oszczędzając takich sław jak Roberto Carlos. Siłą wprowadzono spokój, siła ma zapewnić sukces.

Pożyteczny Ronaldo

Jako, że Rosja to osobne uniwersum, w książce nie brakuje historii komicznych czy tragikomicznych. Jedną z nich jest opowieść o tym jak mer Kazania szykował się na przyjazd Cristiano Ronaldo. Okazało się, że gwiazdor Portugalii będzie miał w swoim kazańskim apartamentowcu widok na stary, brzydki budynek. Mer początkowo myślał o zburzeniu szpetnego bloku, ale ostatecznie wpadł na pomysł genialny w swojej prostocie! Nakazał namalować na ścianie budynku wielki mural przedstawiający piłkarza (tenże malunek jest też na okładce książki). Ronaldo z miejsca zakochał się znów w samym sobie, następnie w Kazaniu, a mer stolicy Tatarstanu zyskał międzynarodową sławę.

Autorzy reportażu, jak sami przyznają wyruszyli w Rosję, aby posłuchać muzyki, ale głównie to ich przesłuchiwali. Choć była to przygoda bardziej groteskowa niż groźna, to na każdym kroku zniechęcano ich do pracy. Na własnej skórze doświadczyli trudu reportera w autorytarnym państwie.

W książce znajdziemy przykłady upolitycznienia także innych dyscyplin sportowych, m.in. lekkoatletyki, która pełna była (może i jest dalej?) dopingu. W ogóle podejście do oszustw w rosyjskim sporcie jest ciekawe – nikt nie uważa, że doping jest czymś złym, zaś największą sztuką jest sprawne unikanie wykrycia. W tym miejscu przypomina się mi oczywiście Ivan Drago z czwartej części sagi „Rocky”. Takich Ivanów, którzy niezależnie od odpowiedzialności i na bakier z uczciwością, muszą sławić Rosję jest tu na pęczki. Środki nie mają znaczenia, ważne, aby rosyjska duma była wieczna.

Sprawa najważniejsza

Rosyjskość to pomieszanie honoru, brawury i fantazji. Jeżeli szukamy w książce opowieści o rosyjskiej duszy to jednym z ciekawszych fragmentów jest opowieść o meczu Spartaka Moskwa z Traktorem Stalinogród w trakcie II wojny światowej. Chwilę po oblężeniu Miasta Stalina piłkarze rozgrywają pokazowe spotkanie, na które przychodzą tłumy. O tym „meczu na gruzach” naoczny świadek Oleg Dmitrijew pisał: „Na tym boisku/ Trawę kosiły karabiny maszynowe/ To był symbol bólu/ Dziś jest to symbol siły”. To tylko potwierdza prawdziwość słynnego powiedzenia, że ze wszystkich rzeczy nieważnych piłka nożna jest najważniejsza. Najważniejsza, bo za nią jest wszystko: biznes, polityka, władza. W wersji dla idealistów honor, samorozwój, piękno.

Dziś Putin i jego „kamanda” grają wielki mecz ze światem, ale też z samymi sobą. Roman Imielski z Radosławem Leniarskim przyglądali się temu, jak wygląda trening. Czołowy hokeista z Moskwy nie liczył się z ludźmi i pieniędzmi, pokazał wielkość Rosji i jak na razie prowadzi w tej rozgrywce z Zachodem. Do końca najważniejszego meczu Kremla jeszcze trochę czasu, a jak wiadomo, końcówki mundialowych spotkań mogą zaskakiwać.

 

Najważniejszy mecz Kremla
Autorzy: Roman Imielski, Radosław Leniarski
Wydawca: Agora
Kategoria: Reportaż, dokument, publicystyka
Liczba stron: 344

 

 

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.