Posted on: 3 stycznia 2019 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego, prof. Bohdan Zdziennicki pisze: „preambuła jest konstytucją w pigułce. Zawiera esencję wartości znajdujących potwierdzenie i rozwinięcie w przepisach ujętych w kolejnych rozdziałach konstytucji. Kto więc nie ma czasu, aby zagłębiać się w złożoną treść zawartą w 243 artykułach konstytucji, czyta tylko preambułę. W ten sposób ma busolę pomagającą w ocenianiu tego, co się wokół dzieje i jaką w tym wszystkim prezentować postawę”. Konstytucja jest, albo raczej powinna być działem politycznego kompromisu, uwzględniającego poglądy wszystkich liczących się środowisk akceptujących demokratyczny porządek państwa i społeczeństwa. Wyzwaniem dla takiego kompromisu pozostaje jednak kwestia jego fundamentu. Czy powinien istnieć jakiś system wartości, aksjologia, zbiór powszechnie akceptowalnych zasad, na którym może oprzeć się wspólnota polityczna? Czy jest ona w stanie go wytworzyć sama, czy też musi on zostać zaczerpnięty spoza niej? Wracając do słów prof. Zdziennickiego, skąd wziąć tę busolę, która pomoże ocenić: „co się wokół dzieje i jaką w tym wszystkim prezentować postawę”?

Nie jest niczym zaskakującym, że pytania te budzą duże emocje i są przedmiotem ostrych kontrowersji, dotykają bowiem głębokich struktur naszego poglądu na świat, fundamentalnych kwestii duchowej tożsamości, rozumienia wolności, a nawet sensu istnienia. Byliśmy świadkami i uczestnikami takiej dyskusji podczas prac nad tekstem Konstytucji RP toczących się w latach 90-tych ubiegłego wieku. Starły się w niej, nieco upraszczając, trzy wizje aksjologicznego porządku państwa i społeczeństwa, a polem owego starcia stała się kwestia preambuły. Tym co dzieliło było, mówiąc najogólniej, pytanie o umieszczenie w niej tzw. invocatio Dei – odwołania do Boga. Środowiska katolicko-narodowej prawicy optowały za formułą: „W imię Boga Wszechmogącego…” i treścią preambuły zbliżoną do tej, która rozpoczynała Konstytucję marcową z roku 1921. Lewica protestowała przeciwko jakiejkolwiek formie invocatio Dei uznając, że jest to próba zbudowania państwa wyznaniowego. Do Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego wpłynęło 8 projektów preambuły i wobec zasadniczej niezgodności stanowisk wydawało się, że w swym ostatecznym kształcie konstytucja będzie pozbawiona jakiegokolwiek wstępu.

Rozwiązaniem sporu okazała się trzecia droga, formuła, która uzyskała szeroką akceptację, oczywiście poza środowiskami skrajnymi, dla których wszelaki w tej mierze kompromis oznaczał rezygnację ze swej tożsamości. Formuła ta otwiera od ponad 20 lat tekst Konstytucji RP:

W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny, odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie, my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski, wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach, nawiązując do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej, zobowiązani, by przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne z ponad tysiącletniego dorobku, złączeni więzami wspólnoty z naszymi rodakami rozsianymi po świecie, świadomi potrzeby współpracy ze wszystkimi krajami dla dobra Rodziny Ludzkiej, pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność, w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem, ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej jako prawa podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot.

Wszystkich, którzy dla dobra Trzeciej Rzeczypospolitej tę Konstytucję będą stosowali, wzywamy, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi, a poszanowanie tych zasad mieli za niewzruszoną podstawę Rzeczypospolitej Polskiej.”  

Wciąż jeszcze możemy spotkać twierdzenie, że autorem tekstu preambuły był Tadeusz Mazowiecki. Tak, to on wniósł jej projekt pod obrady Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego, jednak w rzeczywistości nie wyszła ona spod pióra pierwszego premiera III RP. Tekst został napisany przez Stefana Wilkanowicza i dostarczony Mazowieckiemu za pośrednictwem prof. Andrzeja Zolla. Oddajmy głos temu ostatniemu, który w wywiadzie dla Dziennika Polskiego mówił: „Autorem był tylko i wyłącznie Stefan Wilkanowicz […] inżynier i filozof z wykształcenia, niezwykle zasłużony dla Polski, choć jego wkład w nasze dzieje bywa zapominany. W 1996 r. wydawało się, że konstytucja nie zostanie uchwalona. Spory były niezwykle ostre, m.in. o preambułę. Pan Wilkanowicz zadzwonił wtedy do mnie z prośbą o spotkanie. Umówiliśmy się w Katedrze Prawa Karnego UJ. Przyszedł i wręczył mi tekst, który dziś jest określany jako preambuła konstytucji, czyli jej integralna część. Zapytał, czy mógłbym go przeczytać. Przeczytałem i zachwyciłem się. Pojechałem natychmiast do Warszawy. Tekst pokazałem najpierw Tadeuszowi Mazowieckiemu. Potem poprosiłem o spotkanie z ówczesnym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Mazowiecki i Kwaśniewski podzielili mój zachwyt.” Sam Wilkanowicz już wcześniej w „Tygodniku Powszechnym” z 1995 r., nr 6 opublikował ten tekst, opatrując go następującym komentarzem: „ja mam swoją prywatną preambułę, napisaną trochę przypadkiem przed kilkoma miesiącami. Odpowiada ona mojej postawie, ale może nie tylko mojej. Zatem ją publikuję, choć nie zamierzam kruszyć o nią kopii. I nie wiem, czy odpowiada formalnym wymogom” (Stefan Wilkanowicz, Moja prywatna preambuła). Wtedy przeszedł raczej bez echa, rok później dał szansę na kompromis. Właśnie w ten sposób długoletni współpracownik „TP” i redaktor naczelny „Znaku” zyskał historyczną zasługę współtwórcy ładu konstytucyjnego wolnej Polski.

Oczywiście kompromisowa formuła Wilkanowicza nie budziła i nie budzi powszechnego entuzjazmu, taki już los kompromisów, które zazwyczaj nikogo w pełni nie zadowalają. „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”, powiadali jedni. „Lekceważenie i dyskryminacja niekatolików” twierdzili inni. Najczęściej zarzucano jej relatywizm, krytykowano jako wcielenie „magdalenkowego” ducha „grubej kreski” etc. etc. Niekiedy zaś traktowano jako dokument bez większego znaczenia, uchwalony dla celów wyłącznie pragmatycznych. Tak pisał choćby prof. Zbigniew Stawrowski: „zgodzono się przyjąć preambułę w wersji przedstawionej przez Tadeusza Mazowieckiego, która uwzględniając jakąś formę invocatio Dei i odwołując się również do tradycji narodowej, spacyfikowała po części zastrzeżenia wobec konstytucji zgłaszane przez Kościół katolicki”.

Po latach można głębiej spojrzeć na dzieło Stefana Wilkanowicza i dostrzec to, co wciąż zdaje się wielu komentatorom umykać. Istota tego tekstu leży w jego konsekwentnie pluralistycznym, a nie relatywistycznym charakterze. Wyjaśnijmy to odwołując się do myśli Isaiaha Berlina, który uznawał, że pluralizm cechuje, wynikająca z istnienia pewnych obiektywnych wartości, możliwość wzajemnego zrozumienia, współczucia, czerpania z cudzych doświadczeń. Odróżnia go to od relatywizmu, kwestionującego istnienie takowych wartości. Formuła preambuły wręcz wzorowo stosuje w życiu wspólnoty, tak podzielonej jak nasza, zasady pluralistycznej tolerancji. Unikając relatywistycznego rozmycia, daje ona świadectwo tożsamości polskiej wspólnoty politycznej, jednocześnie nikogo nie stawiając poza jej nawiasem.

Gdy czytam tekst Stefana Wilkanowicza, „jeden z najmądrzejszych tekstów napisanych w języku polskim”, jak słusznie go nazywa w wyżej przytoczonym wywiadzie dziennikarz Włodzimierz Knap, przychodzi mi na myśl pytanie zadane przez wybitnego amerykańskiego filozofa polityki Johna Rawlsa: „jak to możliwe, że trwać może stabilne i sprawiedliwe społeczeństwo wolnych i równych obywateli, których głęboko dzielą rozumne lecz nie dające się pogodzić doktryny religijne, filozoficzne i moralne?” Preambuła Wilkanowicza jest jedną z możliwych odpowiedzi na to pytanie.

comments

Leave a Comment