Odwiedź nas w:

Berlinie | Białymstoku | Bielsku-BiałejBrukseli | BydgoszczyChojnicachGliwicach | Grudziądzu | Kędzierzynie-KoźluKoszalinieKrakowie | Lipsku | Londonie | LublinieŁodzi | Olsztynie | OsloParyżu | Poznaniu | Rzeszowie | SłupskuSzczecinie | TarnowieTrójmieście | Warszawie | Wrocławiu | ZamościuZielonej Górze

ZOSTAŃ KLUBOWICZEM | ZAŁÓŻ KLUB | WESPRZYJ NAS!

comments

Nadchodzące wydarzenia:

  • 21 listopada 2019 17:00O Tożsamości wg Rohra w Poznaniu
  • 21 listopada 2019 17:00EuroSzkoła. Spotkanie z dr Mają Megier w Koszalinie
  • 21 listopada 2019 18:00Fizyk, filozof, reżyser - spotkanie z Krzysztofem Zanussim
  • 21 listopada 2019 19:00Kraków: spotkanie z o.Wacławem Oszajcą i Damianem Jankowskim
  • 22 listopada 2019 08:00Oszajca i Jankowski w Kędzierzynie-Koźlu
  • 22 listopada 2019 16:30Kawiarenka Klubu "TP" w Krakowie
  • 22 listopada 2019 17:00Dyskusja o filmie „Boże ciało” Jana Komasy
  • 22 listopada 2019 18:00Buddyzm a chrześcijaństwo
  • 22 listopada 2019 18:00Dysputa "Co z tym Lutrem?"
  • 23 listopada 2019 11:00Gliwice: spotkanie z o. Oszajcą i D. Jankowskim
AEC v1.0.4

Sprawdź pełną listę wydarzeń.

Płonące książki. Przestroga czy histeria?

Minęło już nieco czasu od szeroko nagłośnionego w mediach wydarzenia, publicznego spalenia pod jednym z gdańskich kościołów przedmiotów kojarzących się z okultyzmem i magią, m.in. książek. W zasadzie sprawa jest już dziś jasna: pomysłodawca przeprosił, rzecznik episkopatu stwierdził, że: „sprawa nie powinna się wydarzyć”, prymas Polak był najbardziej konkretny: „książek się nie pali, książki się czyta i z ich treścią, także w sposób krytyczny, dyskutuje się”, napisał i skonkludował: „Drogą do nawrócenia nie jest palenie książek, ale ukazanie wiernym podstaw do krytycznej oceny tego, co czytają”.

Jest rzeczą pocieszającą, że najbardziej miarodajne postaci Kościoła w Polsce nie pozostawiły wątpliwości co do oceny nieszczęsnego, gdańskiego incydentu. Zapewne istnieje w Kościele, w związku z tymi oświadczeniami oczekiwanie, że sprawa zostanie uznana za zamkniętą, że nie będzie się jej drążyć. Rzeczywiście reakcja niektórych biskupów cieszy, ale czy rzeczywiście jest wyrazem powszechnego przekonania? Czy nie warto potraktować tego nieszczęsnego wydarzenia jako pobudki do głębszej refleksji nad problemami trapiącymi dziś nasz Kościół, szczególnie w znaczeniu instytucjonalnym.

Palenie książek jest w naszej kulturze jednym z najbardziej wymownych symboli. Każdy, kto dysponuje elementarną wiedzą i wrażliwością historyczną, kojarzy takie działanie z wydarzeniami z berlińskiego Bebelsplatz, gdzie 10 maja 1933 r. naziści spalili tysiące książek w imię: „oczyszczania języka niemieckiego i literatury niemieckiej”. Trudno uwierzyć, że duchowny, człowiek z wyższym wykształceniem, tytułem magistra, mógł nie rozumieć tego kontekstu, że nie był w stanie wyobrazić sobie jakie skojarzenie będzie budzić jego inicjatywa. Jakże ktoś przepuszczony przez sito akademickiej edukacji mógłby nie pamiętać słów Heinricha Heinego: „tam, gdzie pali się książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi”?! Przecież to jedna z najbardziej znanych, profetycznych przestróg. Któż po doświadczeniach XX stulecia mógłby jej nie kojarzyć?! Przeprosiny świadczą jednak, że ksiądz-inicjator całej akcji takiego skojarzenia nie miał, był zaskoczony, przecież chciał dobrze, ludzie sami przynieśli te diabelskie artefakty… Właśnie ta niewiedza, to zaskoczenie zdają się być najbardziej wymowne. Im warto się przyjrzeć, pewnie bardziej niż samemu gdańskiemu happeningowi.

Jak to jest możliwe, że absolwent wyższej uczelni może nie dostrzegać kontekstu swoich działań, tak przecież czytelnego i oczywistego dla ludzi dysponujących elementarną wiedzą i wrażliwością historyczną? Czy nie zabrakło czegoś w jego edukacji? Stawiam sobie pytanie o kompleksowość formacji przyszłych księży, na ile wiedza teologiczna i filozoficzna jest u nich powiązana z orientacją w problemach współczesnego świata? Czy są wrażliwi, poszukujący, otwarci na problemy, z którymi zmaga się człowiek współczesny? Czy czytają, śledzą media, nie tylko te kościelne, czy potrafią rozumieć współczesną kulturę? A może postrzegają się wyłączne jako „znak sprzeciwu”, pozostają w ciągłej opozycji wobec „świata”? Może wszelkie przejawy kultury obcej chrześcijaństwu traktują jako zło samo w sobie, negują, potępiają, odrzucają? Pół wieku temu postulatem papieża Jana XXIII było aggiornamento, „dostosowanie rzeczy do potrzeb naszej epoki”, jak to sprecyzował jego następca Paweł VI. Kościół chciał podążać ścieżkami współczesności, dostosować swój język, wrażliwość i nauczanie do wymogów XX stulecia, nadążać za jego potrzebami, nie rezygnując z fundamentów depozytu wiary. Gdański incydent, którego ducha znajdziemy w rozmaitych współczesnych antyracjonalistycznych tendencjach, jest wyrazem opozycji wobec aggiornamento, jakże typowej dla dzisiejszego ducha naszego Kościoła. Świat współczesny nie jest przezeń postrzegany jako zadanie i szansa, ale jako „zagrożenie duchowe”. Chrześcijanin powinien nie tyle konfrontować się odważnie z wyzwaniami współczesności, ale kompulsywnie śledzić rozmaite „zagrożenia” i separować się od nich. A zagrożeniem może być wszystko: Harry Potter, Hello Kitty, różdżkarstwo, bioenergoterapia etc. etc. Ludzie wierzący, praktykujący, ufający autorytetowi Kościoła, pogrążają się w absurdalnych, antyracjonalnych, bliskich pogaństwu poglądach. Zaczynają wierzyć w ideę grzechu pokoleniowego, „spowiedzi furtkowej”, szukają uwolnienia w rozmaitych praktykach obcych nauczaniu Kościoła. Wszystko to wiedzie ku separacji chrześcijan od współczesnego świata, jest jawnym zaprzeczeniem idei i dążeń ojców Vaticanum II, buduje mur niezrozumienia między dzisiejszym światem a chrześcijaństwem.

Jak może pojąć całą złożoność relacji między ponadczasową prawdą chrześcijaństwa, a naszą epoką, ktoś, kto nie rozumie symboliki palenia książek. On jest w swej ignorancji zagubiony, nie pojmuje konsekwencji swego działania. Będzie bezradnie pytał: dlaczego taka histeria, przecież chciałem dobrze, ludzie chcieli? No dobrze, jeśli ktoś się poczuł urażony, to przepraszam. Czy to jednak oznacza, że pojął rzeczywistą głębię swej ignorancji, że wyciągnie wnioski, zacznie czytać, słuchać, nie tylko „Nasz Dziennik” i „Radio Maryja”? Trudno być optymistą. Warto zapoznać się z wynikami badań przeprowadzonych przez socjologa, dr. Konrada Pędziwiatra wśród alumnów kilku seminariów duchownych. Dotyczyły one zjawiska islamofobii i dowiodły, że przyszli księża są sceptyczni wobec nauczania papieża Franciszka i oficjalnego stanowiska wyrażanego przez Episkopat Polski. Bliższa im jest antyuchodźcza narracja propagowana przez obecną władzę i podzielana przez większość społeczeństwa. Dr Pędziwiatr tak podsumowuje swoje badania: „Prowadząc badania miałem przed oczami postać byłego księdza Jacka Międlara i zadawałem sobie pytanie: no dobrze, czy to jest wypadek przy pracy. Czy ten człowiek to jest absolutny przypadek, czy też jest to czubek góry lodowej? Może jest to zbyt daleko idące porównanie, ale niestety moje badanie jasno pokazuje, że jest wielu Jacków Międlarów w polskich seminariach”.

Trudno być optymistą, jeśli idzie o przyszłość Kościoła w Polsce. Odchodzi w przeszłość generacja ukształtowana przez ducha Vaticanum II, otwarta na świat, nie lękająca się, burząca mury, pełna optymizmu i zawierzenia w obecność Opatrzności we współczesnym świecie. Przychodzi pokolenie Międlarów, wychowanych w duchu prawd głoszonych przez Radio Maryja, fascynatów Cejrowskiego i Brauna. Jaki Kościół zbudują, kogo zechcą w nim widzieć, kogo zeń wykluczą? Cieszą nas słowa prymasa Polaka, abp. Rysia, zdajmy sobie jednak sprawę, że formacja, którą reprezentują nie jest typowa dla dzisiejszego Kościoła w Polsce. Kiedyś pocieszaliśmy się, że nowe pokolenie przeobrazi polski katolicyzm, dokona jego modernizacji, uwolni z nacjonalistycznej pułapki, okazuje się, że może być wręcz przeciwnie. Obawiam się, że nasz Kościół zmierza ku ograniczeniu do granic ciasnej katolicko – narodowej sekty, separującej się od współczesnego świata i jego wrażliwości, anachronicznej, dziwnej i egzotycznej.

Ten anachronizm powiązał się z kulturą happeningu i performance’u, który zawładnął nie tylko naszym Kościołem. Swoista „eventyzacja” chrześcijaństwa, dążenie do tego aby prawdy wiary wyrażać w sposób możliwie spektakularny i obrazowy, odchodzić od słowa i refleksji ku gestowi i świadectwu, owładnęła dziś tymi, którzy są zobowiązani do odpowiedzialnego nauczania, właściwego kerygmatu. Bashobora na Stadionie Narodowym, rekolekcjoniści urządzający happeningi, performance i „sacronowele”, zawładnęli przekazem wiary i moralności chrześcijańskiej. Coraz mniej w tym rozumu, umiaru, wiedzy, świadomości historycznej, lektur i przemyśleń, coraz więcej emocji, pseudocharyzmy, pustego gestu, ignorancji i niekompetencji. Religijność nacjonalistyczna pożeniona z antyracjonalistyczną, niekiedy trącącą pogaństwem zawładnęły świadomością wielu polskich katolików, niestety również duchownych.

Gdański incydent nie jest wcale czymś wyjątkowym, niewartym nagłaśniania. W istocie ilustruje on najpoważniejsze schorzenia polskiego katolicyzmu i powinien stać się przedmiotem głębokiego namysłu. Niewiele jest na to czasu, a gotowości ku temu niestety nie widać.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.