Opublikowano: 7 marca 2020 Autor: Konrad Stanowicz Comments: 0

 

Zapowiadające wspólną modlitwę afisze są naturalnym elementem scenografii kościelnych krucht. Niekiedy skutecznie zachęcają do udziału w religijnym wydarzeniu, bywa też, że przechodzimy obok nich obojętnie. Zdarzają się niestety takie, które budzą sprzeciw. „Publiczny różaniec za prześladowanych chrześcijan i nawrócenie ich prześladowców, w szczególności muzułmanów” – plakat anonsujący tak zatytułowaną modlitwę zawisł we wrocławskiej archikatedrze. Wydarzenie po raz kolejny organizowała Krucjata Młodych.

Kilka tygodni wcześniej, 26 stycznia, obchodziliśmy już po raz dwudziesty Dzień Islamu w Kościele katolickim; tym razem pod hasłem „Chrześcijanie i muzułmanie w służbie powszechnego braterstwa”. – Dzień Islamu w Kościele katolickim ma służyć temu, byśmy dążąc do prawdy, która jest w Bogu, mogli też dostrzegać te wartości, które niesie każda religia. Chcemy spotkać się w duchu wiary, jako wyznawcy różnych religii” – mówił bp Henryk Ciereszko, delegat KEP ds. Dialogu Katolików i Muzułmanów. I dodawał: – Zgodnie z nauczaniem Kościoła, jesteśmy otwarci na to, co piękne i dobre w innych religiach. Nasze coroczne spotkania służą zbliżeniu wyznawców różnych religii.

Budowane latami porozumienie między religiami łatwo można zburzyć, kiedy wspólną modlitwę przedstawicieli i przedstawicielek obu religii zastępuje modlitwa jednych przeciwko drugim, arbitralnie i en bloc zapisanym w poczet wrogów. Kilka lat temu ulicami wrocławskiej Dzielnicy Wzajemnego Szacunku przeszedł modlitewny marsz solidarności z ofiarami Państwa Islamskiego. Na jego czele ramię w ramię szli rabin, imam i duchowni kilku wyznań chrześcijańskich, wśród nich reprezentant Kościoła rzymskokatolickiego. – Jako imam wspólnoty muzułmańskiej na Dolnym Śląsku i jako przewodniczący muzułmańskiego związku wyznaniowego zwanego Ligą Muzułmańską w RP zapewniam, że nie tylko nie popieramy i nie uznajemy tych barbarzyńców – mówił imam Ali Abi Issa o Państwie Islamskim – ale również nie akceptujemy, aby wśród nas znalazła się osoba, która akceptowałaby takie barbarzyństwo, które nie leży w naturze religii. „Jestem muzułmaninem, jestem sunnitą, jestem przeciwko ISIS”, „Nie dla ISIS” – wtórowały słowom imama hasła transparentów niesionych przez wyznawców i wyznawczynie islamu.

W październiku minie 55 lat od ogłoszenia soborowej deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate. „W naszej epoce, w której ludzkość coraz bardziej się jednoczy i wzrasta wzajemna zależność między różnymi narodami, Kościół tym pilniej rozważa, w jakim pozostaje stosunku do religii niechrześcijańskich” – głosi pierwsze zdanie dokumentu. Czy po 55 latach żyjemy w epoce regresu? Gdzie umknęła nam ta pilność? Które oblicze Kościoła jest prawdziwe? Czy Kościół jest z muzułmanami i muzułmankami głośno wyrażającymi sprzeciw wobec wypaczeń własnej religii, czy też ex cathedra wzywa do modlitwy o nawrócenie prześladowców chrześcijan, których widzi w szczególności we wskazanych palcem przedstawicielach i przedstawicielkach określonego wierzenia?

Oficjalne stanowisko Kościoła sformułowane w Nostra aetate nie pozostawia wątpliwości, który kierunek jest słuszny. Punkt trzeci dokumentu wskazuje:

Kościół spogląda z szacunkiem również na mahometan, oddających cześć jedynemu Bogu, żywemu i samoistnemu, miłosiernemu i wszechmocnemu, Stwórcy nieba i ziemi, Temu, który przemówił do ludzi; Jego nawet zakrytym postanowieniom całym sercem usiłują się podporządkować, tak jak podporządkował się Bogu Abraham, do którego wiara islamu chętnie nawiązuje. Jezusowi, którego nie uznają wprawdzie za Boga, oddają cześć jako prorokowi i czczą dziewiczą Jego Matkę Maryję, a nieraz pobożnie Ją nawet wzywają. Ponadto oczekują dnia sądu, w którym Bóg będzie wymierzał sprawiedliwość wszystkim ludziom wskrzeszonym z martwych. Z tego powodu cenią życie moralne i oddają Bogu cześć głównie przez modlitwę, jałmużny i post.

Jeżeli więc w ciągu wieków wiele powstawało sporów i wrogości między chrześcijanami i mahometanami, święty Sobór wzywa wszystkich, aby wymazując z pamięci przeszłość szczerze pracowali nad zrozumieniem wzajemnym i w interesie całej ludzkości wspólnie strzegli i rozwijali sprawiedliwość społeczną, dobra moralne oraz pokój i wolność.

***

Czy we wrocławskiej archikatedrze równie ochoczo zawieszono by plakat zapowiadający publiczny różaniec za prześladowanych przedstawicieli i przedstawicielki społeczności LGBT+ i nawrócenie ich prześladowców, w szczególności katolików? Zadałem sobie to pytanie, choć trudno porównywać sytuację mniejszości seksualnych w Polsce z sytuacją mniejszości chrześcijańskiej wciąż masowo mordowanej w wielu krajach. Nie umiem jednak znaleźć w nauce Chrystusa uzasadnienia dla ciskania kamieniami w idących w białostockim Marszu Równości czy wykazać spójności mnożących się w Kościele nienawistnych wypowiedzi i wykluczających praktyk, których doświadczają osoby LGBT+, z zapisami Katechizmu. Choć arcybiskup Jędraszewski próbuje wyjaśniać, że jego słowa o „zarazie” nie dotyczyły ludzi, ale mitycznej ideologii, wiele osób wciąż czuje się dotkniętymi tą wypowiedzią. Trudno tym bardziej, by przekonały zmagające się z odkrywaniem swojej tożsamości nastoletnie osoby LGBT+. Arcybiskup powinien mieć świadomość tego, że jego słowa mogą w niejednym przypadku okazać się cezurą, która młodego człowieka niepogodzonego z własnym „ja” pchnie ostatecznie ku decyzji o samobójstwie.

W dniu, w którym dotarła do mnie wiadomość o plakacie w katedrze, uczestniczyłem w spotkaniu ludzi i środowisk zaangażowanych w organizację ekumenicznego nabożeństwa planowanego na Międzynarodowy Dzień Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii. W modlitwie wezmą udział duchowni Kościołów ewangelicko-augsburskiego i polskokatolickiego. Oni nie mają z tym problemu; uważają to za swoją powinność. W nabożeństwie najprawdopodobniej nie weźmie udziału duchowny rzymskokatolicki. Niebywałe, że modlitwa za dyskryminowanych, upominanie się o cierpiących i prześladowanych, bycie z tymi, którzy tego potrzebują, które są powinnością każdego chrześcijanina i człowieka dobrej woli, stanowią wyzwanie dla przeciętnego polskiego księdza. Duchowni rzymskokatoliccy w Polsce albo są zaczadzeni homofobią, albo muszą się liczyć z represjami ze strony homofobicznych przełożonych i sprzeciwem homofobicznych wiernych. Trudno więc mieć pretensje do nielicznych księży – sojuszników osób LGBT, którzy nie chcąc się narazić, wolą wykonywać swoją duszpasterską pracę po cichu. Znajomy starszy i zasłużony kapłan, który sfotografował się z planszą „Katolicyzm bez homofobii”, musiał się tłumaczyć ze swojego „występku” w kurii. W takiej rzeczywistości żyjemy.

Ojciec James Martin SJ w swojej książce „Building a Bridge”, która zyskała imprimatur prowincjała amerykańskich jezuitów i biskupa miejsca wydania oraz rekomendację kardynała Kevina Farrella – prefekta watykańskiej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia, a wciąż nie doczekała się polskiego wydania, proponuje autorską interpretację i rozwinięcie Katechizmowego wskazania, by traktować osoby homoseksualne „z szacunkiem, współczuciem i delikatnością”. Postawa szacunku wobec osób LGBT+ to w ujęciu Martina uznanie ich istnienia i zwracanie się do nich tak, jak tego oczekują, sprawowanie dla nich posługi duszpasterskiej, by czuli się w Kościele mile widziani i kochani, oraz uznanie, że wnoszą do Kościoła wyjątkowe dary. Współczucie powinno się zdaniem Martina objawiać w słuchaniu indywidualnych doświadczeń osób LGBT+, towarzyszeniu im w życiowych trudnościach i radościach, bo taką postawę prezentuje Jezus, oraz stawaniu w ich obronie w sytuacji dyskryminacji i prześladowania (when our LGBT brothers and sisters and sibilings are persecuted, church leaders are called to stand with them”!). Delikatność zaś to gotowość do spotkania, dostrzeżenia nie innego”, ale osoby, oraz rozważne posługiwanie się językiem. Jakże daleko jest dziś od tego Kościół rzymskokatolicki w Polsce…

Jeden z głównych organizatorów wspomnianego nabożeństwa w Międzynarodowym Dniu Przeciw Homofobii, Transfobii i Bifobii mówi, że przyjdzie taki czas, może za dziesięć lat, że kapłani będą ze sobą rywalizować o możliwość przewodniczenia takiej modlitwie. Teraz – dodaje – najcenniejsze jest wsparcie świeckich sojuszników i sojuszniczek, którzy włączają się w organizację modlitewnego spotkania i czynnie wezmą w nim udział. Kilka tygodni temu po raz kolejny uczestniczyłem w dniach skupienia, na które co roku zjeżdża dość zamknięte grono ograniczone do reprezentacji wciąż tych samych środowisk. Tym razem do udziały zaproszono także między innymi członków i członkinie zrzeszającej wiernych LGBT+ grupy Wiara i Tęcza. – Często jesteśmy zapraszani w różne miejsca, ale jako goście. Tutaj jesteśmy jako jako uczestnicy, jako jedni z was. To dla nas bardzo ważne – mówił jeden z reprezentantów WiT. Kardynał Krajewski powiedział po marszu w Białymstoku, że gdyby był tam biskupem, wyszedłby na drogę i zaprosił wszystkich do katedry. Zwykły człowiek nie dysponuje kluczami do katedry, ale zawsze dysponuje środkami, by dać osobom LGBT+ poczucie, że nie są sami. Każdy i każda z nas może w geście otwartości wyciągnąć do drugiej osoby rękę.

Nasz Bóg jest Bogiem, który jest w pobliżu, Bogiem, który jest blisko. Bogiem, który wyruszył ze swoim ludem, a potem stał się jednym z nas w osobie Jezusa Chrystusa, aby być blisko” – mówił jeszcze jako arcybiskup Buenos Aires Jorge Bergoglio, obecny papież. Kościół bliski jest Kościołem włączającym, nie wykluczającym. Gesty i działania wiernych katolików i katoliczek mogą ułatwić i przyspieszyć proces jego pielgrzymowania ku coraz większej bliskości ewangelicznym ideałom. Marzy mi się, że kiedyś zobaczę w katedrze plakat z napisem „Katolicyzm bez homofobii”.

 

Autor jest koordynatorem Klubu „Tygodnika Powszechnego” we Wrocławiu.

comments

Leave a Comment