Posted on: 14 kwietnia 2014 Posted by: Filip Biały Comments: 0

tygodnik_okladka_15Redakcji „Tygodnika Powszechnego” po raz kolejny pogratulować należy umiejętności podtrzymania tradycji. Tym razem dotyczy to zawsze obecnego na łamach krakowskiego pisma ironicznego, niekiedy dość czarnego humoru – czy to w redagowanym przez Krzysztofa Kozłowskiego „Obrazie tygodnia” (który, tak jak logotyp, padł ofiarą zmiany formatu i makiety), czy w felietonach Kisiela, a potem Pilcha i Mancewicza.

Czego konkretnie gratuluję redakcji? W „Tygodniku” nr 15 z 13 kwietnia br. znalazły się obok siebie dwa teksty opisujące realia życia dzisiejszych trzydziestolatków. Ostrze redakcyjnej ironii wymierzone jest niewątpliwie w autorkę pierwszego tekstu, Paulinę Wilk, która regularnie publikuje na łamach „Tygodnika”. W pewnym sensie zatem mamy wręcz do czynienia z formą autoironii, co tylko uszlachetnia poczucie humoru redakcji.

Tekst zatytułowany „Młodzi odzyskują własne podwórka” jest pisaną w pierwszej osobie liczby mnogiej opowieścią o rozczarowaniu pokolenia osób urodzonych w latach 80., których dylemat brzmi dziś: „co zrobimy ze swoją wiedzą i kompetencjami?”. Autorka tekstu opisuje zderzenie tych, którzy bohatersko zdobywali kolejne dyplomy, odbywali bezpłatne staże w korporacjach, z brutalnymi, kryzysowymi realiami. Niestety, ukończone kierunki studiów, sprawności zdobyte w „agencjach public relations, redakcjach i bankach” i wszelkie soft skills nie dają im gwarancji zatrudnienia i spełnienia marzeń o sytości i dostatku. Jest to sytuacja dojmująca w swym dramatyzmie. W znanej anegdocie Jan Himilsbach nie chciał nauczyć się języka wymaganego do otrzymania roli w zagranicznym filmie. Zapytany o powód miał odpowiedzieć, że przecież oferta może być wycofana, a on zostanie „jak taki ch… z tym angielskim”. Dziś młodzi-rozczarowani zostali często ze znajomością kilku obcych języków (w których mają równie niewiele do powiedzenia).

Wystarczy przewrócić kartkę (czytając „Tygodnik” w nowym formacie przewraca się je łatwiej i częściej), by przeczytać reportaż Mateusza Sepioło o pracownicach klubów go-go. Opisywane i wypowiadające się w tekście casino kobiety, podobnie jak bohaterowie tekstu Wilk, są także koło trzydziestki. Pozbawione innych możliwości zdobycia dochodów, decydują się – niekiedy dla utrzymania wychowywanego samotnie dziecka – na podjęcie pracy u ludzi, którzy balansują na granicy zarzutów o stręczycielstwo. Czy pluralis majestatis Pauliny Wilk obejmuje te kobiety? Czy one także, po godzinach, oddają się idealistycznemu zaangażowaniu społeczno-kulturalnemu na rzecz środowiska lokalnego?

Już bez ironii: arogancja i ignorancja autorki pierwszego z opisywanych tekstów niegodna jest łam „Tygodnika”. Używanie przez Paulinę Wilk pierwszej osoby liczby mnogiej sugeruje, że podobną arogancją i ignorancją cechują się inni przedstawiciele tego pokolenia. Jako osoba, która rocznikowo – lecz, mam nadzieję, nie mentalnie – przynależy do tej generacji, uprzejmie informuję, że wygłoszone przez panią redaktor sądy nie są wypowiadane w moim imieniu.

I jeszcze jedno: ktoś może twierdzić, że Paulina Wilk opisuje przeciętnego trzydziestolatka, a nie społeczną patologię, której ofiarą padają jednostki. Śmiem jednak twierdzić, że patologią jest uznawanie za niegodną dostrzeżenia patologię wszystkiego, co nie pasuje do przyjętej z góry publicystycznej tezy. W ten sposób swoje opowieści konstruują autorzy pisemek w rodzaju „Wprost” czy „Newsweeka”. Od redaktorów „Tygodnika Powszechnego”, katolickiego pisma społeczno-kulturalnego, oczekiwałbym większej wrażliwości, nawet jeśli sygnalizujący ową wrażliwość podtytuł wstydliwie wyeksportowali w mniej widoczną część winiety.

comments

Leave a Comment