Posted on: 19 lipca 2018 Posted by: Barbara Niedźwiedzka Comments: 2

Biografię Hanny Chrzanowskiej „Siostra naszego Boga. Niezwykła historia Hanny Chrzanowskiej” autorstwa Pawła Zuchniewicza czytałam z przyjemnością. Z tego jednak rodzaju przyjemnością, z jaką czyta się po bardzo męczącym dniu książki łatwe, nie wymagające wysiłku.

Przyjemność polega głównie na tym, że rozpoznaje się znajome nazwiska, miejsca i wydarzenia. To książki, które niczym nie zaskakują, nie pobudzają do intelektualnego wysiłku. Lektura – relaks. Można ją w dowolnej chwili przerwać, bez żalu, i wrócić do niej bez niecierpliwości. Nie trzyma w napięciu, bohater nie porywa, nie fascynuje. Szkoda. W przypadku lektury biografii Hanny Chrzanowskiej przyjemności towarzyszył żal, że tej wybitnej, niezwykle charakternej postaci, dostała się biografia łatwa, jakby posklejana z wycinków rozmaitych dokumentów i wywiadów, powierzchowna, a postać, jaka się z niej wyłania, jest owszem nieskazitelna ale, niestety, papierowa.

Uroczystość beatyfikacji Sługi Bożej Hanny Chrzanowskiej odbędzie się 28 kwietnia 2018 roku w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach

Hanna Chrzanowska, od kwietnia 2018 roku Błogosławiona w Kościele Katolickim, była niesamowitą osobą. Swoją działalnością otworzyła społeczeństwu oczy na świat zamkniętych w domach chorych, pozbawionych nie tylko fachowej opieki, ale często zwykłej ludzkiej pomocy, na świat ludzi cierpiących i umierających, nieraz w strasznych warunkach i osamotnieniu. To były sytuacje trudno wyobrażalne z perspektywy dzisiejszych czasów, kiedy chorzy w domach mogą liczyć na opiekę pielęgniarki środowiskowej, czy długoterminowej, a też i na współpracę pracowników opieki zdrowotnej i opieki społecznej. Unieruchomieni w domu chorzy, w czasach kiedy zaczęła swoją pracę Hanna Chrzanowska, mogli liczyć tylko na doraźną i nieprofesjonalną pomoc ze strony członków rodziny lub sąsiadów. Jeżeli ich nie było lub byli obojętni, życie tych chorych było gehenną.  Chrzanowska swoją upartą działalnością, angażując w swoją sprawę Kościół, parafie, duszpasterstwa, zwykłych ludzi, a przed wszystkim swoje wychowanice –  pierwsze w Polsce, nazwalibyśmy je dzisiaj – pielęgniarki  środowiskowe, zaczęła zmieniać ten świat. Jak na lata 60’ ubiegłego wieku w swoim podejściu do opieki nad chorymi była bardzo postępowa, wyprzedzała o kilkadziesiąt lat współczesne holistyczne podejście do pacjenta. Wiedziała już wtedy, że pomoc pielęgniarska, jeżeli ma być skuteczna, nie może ograniczać się jedynie do zaradzania fizycznym dolegliwościom człowieka, ale że równie ważne jest dbanie o jego samopoczucie psychiczne, o potrzeby duchowe, kulturalne, a także o uspołecznianie, wydobywanie z izolacji. Wiedziała to i pokonując wielkie przeszkody wcielała w życie takie podejście. Stało się ono (teoretycznie) standardem dopiero pod koniec wieku dwudziestego, praktycznie bywa z tym nadal różnie.

Było dla Chrzanowskiej oczywistością także to, z czym nawet dziś mamy problem –  traktowanie niepełnosprawnych, jako osoby mające takie same jak zdrowi ludzie potrzeby. Rozumiała, że przykuty do łóżka czy fotela człowiek, chce żyć jak inni, chciałby wyjść z domu, pójść na koncert czy do kina.  Wiemy z relacji jej współpracowników, z jej listów, że starała się, aby te marzenia mogły się zrealizować.

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, większość z nas dowiedziała się o szczegółach jej działalności dopiero w czasie procesu beatyfikacyjnego, że to właśnie jej, a także jej najbliższych współpracowników, działalność zapoczątkowała zmianę stosunku instytucjonalnej opieki zdrowotnej do chorych pozostających w domach. Stopniowo, nie bez oporów, wykształciły się i sformalizowały formy opieki nad takimi chorymi i niepełnosprawnymi. Powstała opieka środowiskowa, długoterminowa, społeczno-pielęgniarska. Zaczęto kształcić specjalistycznie pielęgniarki zajmujące się pacjentami w domach. Nikt w naszych czasach nie musi leżeć chory, zapomniany, pozbawiony fachowej opieki. Rozwinęły się też rozmaite formy pomocy przy parafiach i duszpasterstwach, fundacjach, gdzie skupiają się ludzie, którzy pomagają zajmować się chorymi w domach, ale też organizują dla swoich podopiecznych spotkania, wyjścia, wyjazdy.  A zapoczątkowała to wszystko Hanna Chrzanowska – niezwykła, dynamiczna, pełna pasji kobieta!

Wydaje mi się, że Pawłowi Zuchniewiczowi nie udało się do końca sprawić, aby ta postać ożyła na kartach jego książki, aby nas porwała. Szkicowa i niezbyt wciągająca jest zwłaszcza część pierwsza, dotycząca lat dzieciństwa i wczesnej młodości Hanny. Przyjmowałam fakty, ale autor biografii nie potrafił sprawić abym poczuła pasję, motywację, rozterki młodej Hanny. Jej intrygującą przemianę z osoby obojętnej w sprawach wiary, w praktykującą katoliczkę. Ogrom cierpienia, z którym miała do czynienia powinien, wydaje się, utrudniać taką przemianę.  Brakuje trójwymiarowego tła, opisu świata wokół niej, opisu ciekawego środowiska, z którego się wywodziła, brakuje szczegółu.

Dostajemy garść faktów (uwięzienie i śmierć w obozie ojca –  profesora literatury Ignacego Chrzanowskiego, śmierć brata w Katyniu), ale chciałabym więcej z tego życia wokół niej. Żałuję, że autor w większym stopniu nie cytuje pamiętników, czy zapisków Chrzanowskiej, z nich wyłoniłby się może pełniejszy obraz codziennej polskiej i krakowskiej rzeczywistości tych czasów, jakże dramatycznych i jak bardzo zmieniających się w ciągu jej życia.

Opowieść nabiera rumieńców, gdy autor zaczyna pisać już o czasach jej pielęgniarskiej pracy, i kiedy w większym stopniu zaczyna wykorzystywać wspomnienia osób, które ją osobiście znały, pracowały z nią: pielęgniarek, studentów z duszpasterstwa Kościoła św. Anny w Krakowie. Te wspomnienia są barwne, konkretne i pozwalają przez moment dotknąć żywej osoby.

Paweł Zuchniewicz stara się urozmaicić narrację, przeplata przeszłość z teraźniejszością, wraca krótkimi wspomnieniami, do czasów dzieciństwa, czy młodości swojej bohaterki, potem powraca do czasu teraźniejszego, ale te zabiegi są sztuczne, artystycznie nie uzasadnione. Autor nieustannie zmienia przy tym swoją pozycję, raz stawia się w roli obserwatora zewnętrznego, aby za chwilę przyjąć rolę wszechwiedzącego narratora, a ja – czytelnik – nie daję wiary, że wie co myślała bohaterka, nie przekonuje mnie. Prawie za każdym razem, gdy pisze „Hanna pomyślała”, „przypomniała sobie”, jakiś głos we mnie pytał: a skąd to Pan wie? Czytelnik nie słyszy w sobie takiego głosu, gdy autor przekonująco pisze o swoim bohaterze, gdy potrafi tak go stworzyć, odtworzyć, że granica między autorem a postacią staje się niewidoczna. Od strony formalnej, to przeplatanie narracji faktograficznej, autentycznych wypowiedzi świadków, zapisów z pamiętników, listów i notatek, z dość naiwną narracją powieściową z wymyślonymi dialogami, psuje spójność tej opowieści. I to pomieszanie gatunków wydaje mi się największą słabością książki.

Hanna Chrzanowska była człowiekiem wybitnym i niezwykle silnym skoro tak dużą zapoczątkowała zmianę, skoro tyle barier potrafiła przekroczyć, i w tylu ludziach, wielkich i zwykłych, zostawiła ślad pamięci i podziwu. Musiała też być człowiekiem niezwykle interesującym, nieoczywistym, nawet tajemniczym. Też intrygującym w swojej wierze. Mamy do czynienia z nieomal współczesną nam osobą uznaną przez Kościół za świętą, a więc głębszy wgląd w jej intelektualną i religijna formację byłby bardzo interesujący.  I taką bym chciała o niej przeczytać opowieść, mniej hagiograficzną, odważniejszą, bardziej dociekliwą, na szerszy rzuconą krajobraz.  Może to świętość onieśmieliła i sprawiła, że czytamy dość tradycyjnie i w przyklęku napisany… żywot świętej, a nie głęboko wchodzącą w osobowość i w czas historię człowieka, który okazał się być świętym?

Nie znaczy to, że biografia ta nie ma wartości. Jest rzetelna, wykorzystuje dokumenty, i co ważne, udało się autorowi rozmawiać z wieloma naocznymi świadkami życia Błogosławionej. Każdemu kto chce się więcej o Hannie Chrzanowskiej dowiedzieć, lekturę „Siostry naszego Boga” polecam.

***

Paweł Zuchniewicz

„Siostra naszego Boga. Niezwykła historia Hanny Chrzanowskiej”

Wydawnictwo „Znak”. Kraków 2017

comments

2 People reacted on this

  1. Nie pierwsza to taka nieporadna biografia świętej(świętego). Zachwyceni postacią Nie pierwsza to taka nieporadna biografia świętej(świętego). Zachwyceni postacią historycy, socjologowie, humaniści rożnej proweniencji biorą się za spisanie biografii kogoś niezwykłego, a pisać nie umieją. Najlepiej, gdyby tacy pozostali przy spisywaniu i dostarczeniu czytelnikowi dokumentacji, a on sobie sam dośpiewa.
    Ale nie o tym
    Teraz dwa słowa do recenzenta.
    Skąd ta pewność, że niepotrzebne teraz takie święte postaci, które ruszą z posad bryłę obojętności i skąpstwa istniejących już instytucji wobec cierpienia i samotności niepełnosprawnych, chorych, umierających? Skąd ta pewność, że wszyscy oni są już pod dobrą i czułą opieką fachowców, oczywiście darmową, albo na miarę ich kieszeni? Skąd pewność, że wielu z nich nie musi polegać na dobrej woli rodziny i znajomych? Po co protesty rodzin osób niepełnosprawnych w sejmie, skoro jest tak
    Skąd ta pewność, że niepotrzebne teraz takie święte postaci, które ruszą z posad bryłę obojętności i skąpstwa istniejących już instytucji wobec cierpienia i samotności niepełnosprawnych, chorych, umierających? Skąd ta pewność, że wszyscy oni są już pod dobrą i czułą opieką fachowców, oczywiście darmową, albo na miarę ich kieszeni? Skąd pewność, że wielu z nich nie musi polegać na dobrej woli rodziny i znajomych? Po co protesty rodzin osób niepełnosprawnych w sejmiedobrze? Po co Domy s. Małgorzaty Chmielewskiej i jej nieustanny wysiłek i oddanie, skoro jest tak dobrze?
    Tak sobie myślę (a ja wiem co ja myślę), że praca świętego NIGDY się nie kończy wraz z jego odejściem, a nawet beatyfikacją, cczy nawet kanonizacją. Że my wszyscy jesteśmy posłani do kontynuacji ich dzieł, zawsze. Każdy z nas do kontynuacji dzieła tego świętego, który go zachwycił-to rodzaj powołania. Nie wystarczy uznać za świętego, trzeba zakasać rękawy i dalej przebijać te skałę, którą On Ona) nadkruszył. A w sprawie opieki nad ludźmi jej potrzebującej, jest jeszcze cała góra lodowa do przebicia i mnóstwo do zrobienia!

    1. Muszę się bronić. Nigdzie, broń Boże, nie napisałam, że niepotrzebni są tacy ludzie, ani nie napisałam, że problemy osób chorych, pozostających w domach są rozwiązane. Napisałam jedynie, że błogosławiona Hanna Chrzanowska zwróciła swoją działalnością uwagę na problem i zapoczątkowała instytucjonalną zmianę. Wszyscy dobrze wiemy, jak niedoskonała jest nasza służba zdrowotna, a jednak w naszych czasach możemy, oczywiście starając się o to, a w przypadku pielęgniarki długoterminowej nieraz i czekając jakiś czas w kolejce, dostać pomoc w domu, możemy dostać pomoc z opieki społecznej, a pielęgniarka środowiskowa przyjdzie do domu, aby wykonać konieczne zlecone przez lekarza zabiegi. Pielęgniarki kształcąc się mogą specjalizować się w tego rodzaju opiece. Tego w czasach H. Chrzanowskiej nie było, i to ona zapoczątkowała zmiany na tym polu. To, że sytuacja jest wciąż daleka od ideału to już inny temat.
      Barbara Niedźwiedzka

Leave a Comment