Posted on: 12 marca 2017 Posted by: ks. Andrzej Perzyński Comments: 0

perzynski_a(Mt 17,1-9)
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie.

Czytania liturgiczne 2. niedzieli okresu pasyjnego (luterańska nazwa Wielkiego Postu) prowadzą nas „na górę wysoką osobno”, abyśmy przeżyli coś z tego, co stało się udziałem Piotra, Jakuba i Jana – wybranych spośród wybranych. Pan Jezus mógł zabrać na górę Tabor całą dwunastkę. A jednak wybrał tylko trzech. Decydowały o tym nie ich dotychczasowe zasługi (których po prostu jeszcze nie mieli), ale Boże zamiary, misja, którą mieli wkrótce pełnić. Piotr miał być pierwszym autorytetem w gronie apostołów, Jakub – pierwszym biskupem Jerozolimy, a Jan ostatnim apostolskim świadkiem tego wszystkiego, co Jezus powiedział i czego dokonał, a przede wszystkim – kim był. Do wypełnienia tak pojętej misji potrzebna im była silna wiara, umocniona wcześniejszym, szczególnym doświadczeniem religijnym, które z natury rzeczy wymaga jakiejś formy odosobnienia.

Ewangelista pisze, że Jezus „przemienił się wobec nich”, co znaczy, że ujrzeli Go takim, jakiego jeszcze nie widzieli: „Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło”. Stanął przed nimi, odsłaniając rąbek tajemnicy swego bóstwa. Był to ten sam Jezus, z którym tyle razy rozmawiali, zasiadali do stołu, wędrowali ścieżkami Palestyny. Już wcześniej podziwiali Jezusa ze względu na mądrość nauki, którą głosił, i nadzwyczajność znaków, które czynił. Może jeszcze nie do końca rozumieli, co to znaczy, że On i Ojciec stanowią „jedno” i że właśnie On jest „obrazem” Boga niewidzialnego. Ale przecież wiedzieli już o Nim tak wiele.

Mimo to na Taborze zostali zaskoczeni i być może po raz pierwszy doświadczyli fascynacji Chrystusem do tego stopnia, że nie mieli już ochoty wracać na niziny „Panie, dobrze, że tu jesteśmy”. Chęć rozbicia namiotów oznacza tu głębokie pragnienie trwania w bliskości Jezusa, którego poznali jakby na nowo. Ten nowy sposób „widzenia” Jezusa dał im jasność potwierdzoną głosem z obłoków: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”.

Posłuchali. Wezwani „świętym wezwaniem” wzięli udział „w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii”. Tak jak niegdyś Abraham wyszli ze swojej „ziemi rodzinnej”, poszli w różne strony świata, a dzięki ich posłudze otrzymały błogosławieństwo „ludy całej ziemi”. Nie mogliby jednak dać światu czegoś, czego nie mieli w sobie. Łaska dana im w Jezusie Chrystusie na Górze Przemienienia zaowocowała.

W Okresie Pasyjnym taka łaska może się stać udziałem każdej i każdego z nas. Ważne, byśmy również pozwolili się wyprowadzić na jakąś „górę wysoką osobno”, choćby przez udział w rekolekcjach lub dniach skupienia. To pozwoli nam na nowo zobaczyć Jezusa. Zbyt często oglądamy Go na tle tysiąca jeden drobiazgów, które mogą się w życiu przydać. Trzeba najpierw, jak tamci, choćby przez chwilę widzieć „tylko samego Jezusa”, by potem wszystko zobaczyć w nowej perspektywie.

comments

Leave a Comment