tu-i-teraz600

Po tygodniu awantur w Sejmie pokazano nam w mediach spotkanie opłatkowe posłów, już zupełnie wyciszone. Moje własne wspomnienie takich uroczystości nie jest przyjemne. Zwłaszcza w Sejmie po roku 1991 nie do wszystkich udawało się podejść z opłatkiem, bo już wtedy dzieliliśmy się na prawdziwych i mniej prawdziwych katolików. Ale dzisiaj chcę myśleć tylko o własnym opłatku. Pod małym żłóbkiem, stojącym przy choince, rośnie stos kartek świątecznych, a w każdej biały ułamek od przyjaciół, nawet od nieznanych czytelników. Przy wigilii położę na stole kopertę pełną ułamków, z których cząstka powędrowała w moich listach. Nie zdołałam w porę wysłać wszystkich, które planowałam. Nie od wszystkich, od których oczekiwałam opłatka, rzeczywiście on nadszedł. A są i takie, które nie zdążyły w porę, bo ten rok był rokiem tracenia ludzi bliskich albo po prostu ludzi bardzo cenionych. Dwa dni przed wigilią myślę sobie, że może lepiej jest uczciwie przyznać, że opłatek jest symbolem pięknym i pocieszającym, ale przecież niedoskonałym i nie należy tego tracić z oczu. Jesteśmy głęboko podzieleni. Nie zawsze umiemy przebaczać, a przynajmniej zapominać o żalach do bliźnich albo o własnych błędach wobec nich, natomiast „dobra wola” z kolędy i liturgii to nie to samo co sukces. To tylko droga i nadzieja na przyszły opłatek, po który wyciągną się wszystkie ręce na całym świecie. Kiedyś.

Serdeczne życzenia dla całego Klubu „Tygodnika Powszechnego”, wraz z podziękowaniem za cotygodniową gościnę.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.