Po wyborach w Wielkiej Brytanii: chaos i niepewność

Niespełna rok po referendum, które zdecydowało o Brexicie i wprowadziło chaos w polityce brytyjskiej, wyniki wczorajszych wyborów parlamentarnych ponownie zdestabilizowały sytuację na Wyspach.

Theresa May, którą już nie tylko liderzy opozycji wzywają do ustąpienia, ma szansę przejść do historii nie tylko w kategorii najgłupszego samobójstwa politycznego (zaraz obok swojego poprzednika, Davida Camerona), lecz także jako najkrócej od 1762 roku (!) urzędujący premier. Zaordynowane przez nią wybory miały przynieść torysom zdecydowaną większość parlamentarną, dając tym samym rządowi May mocny mandat w negocjacjach z Unią Europejską.

Stwierdzenie, że tak się nie stało, Anglicy określiliby jako „understatement”. Jeszcze wczoraj niektórzy przewidywali, że Partia Konserwatywna uzyskać może nawet ponad 400 miejsc w nowym parlamencie. Tymczasem, pomimo zajęcia pierwszego miejsca pośród wszystkich ugrupowań, Partia Konserwatywna, z (prawdopodobnie) 319 mandatami, nie będzie mogła samodzielnie utworzyć większościowego gabinetu i – jeśli będzie chciała kontynuować rządy – będzie musiała uciec się do mniej lub bardziej formalnej koalicji z irlandzką, konserwatywną Partią Demokratycznych Unionistów (10 mandatów). Bezwzględna większość w Izbie Gmin wynosi bowiem 326 głosów.

Po drugiej stronie politycznego spektrum sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Wprawdzie Jeremy Corbyn, lider Partii Pracy (261 mandatów), któremu niewielu wróżyło sukces – a niewątpliwym sukcesem jest uzyskanie ponad 30 dodatkowych miejsc w Westminsterze – zasłużenie dziś triumfuje, jednak perspektywa stworzenia lewicowego gabinetu wydaje się mało prawdopodobna. Wraz z głosami Liberalnych Demokratów (12 mandatów) i przy poparciu Szkockiej Partii Narodowej (35 mandatów), która już zapowiedziała, że nie wejdzie w formalną koalicję z laburzystami, Corbyn liczyć może na niespełna 310 głosów. Kilkunastu głosów dostarczyć mogą w sumie Zieloni (1 mandat), Walijczycy z Plaid Cymru (4 mandaty) i Irlandczycy z Sinn Féin (7 miejsc), przy czym jeszcze kilka dni temu liderzy Partii Pracy zdecydowanie odrzucali możliwość porozumienia z tymi ostatnimi. Reprezentanci Sinn Féin najpewniej nie zasiądą zresztą w parlamencie – partia ta, choć startuje w wyborach, bojkotuje prace Westminsteru, wyrażając w ten sposób swój sprzeciw wobec władzy Londynu nad Irlandią Północną.

Nad przyczynami takich, a nie innych wyników wyborów zastanawiać się będą w kolejnych tygodniach politolodzy, publicyści i partyjni stratedzy. Niektórzy już dziś wskazują, że faktyczna porażka torysów związana jest z odrzuceniem przez dużą część społeczeństwa polityki zaciskania pasa, która polegała na cięciach w zakresie usług publicznych i opieki społecznej. Wiele powiedzą nam dane na temat frekwencji w poszczególnych grupach wiekowych. O wyniku zeszłorocznego referendum zadecydował fakt, że wielu młodszych wyborców nie udało się do urn. Być może to właśnie mobilizacja tej części elektoratu – bardziej liberalnego i proeuropejskiego – była istotnym czynnikiem we wczorajszym głosowaniu.

Z kolei konsekwencje opisywanej sytuacji już są widoczne. Wartość funta spada od momentu ogłoszenia wyników sondażowych. Przedłużający się pat polityczny, zwłaszcza w perspektywie rozpoczęcia negocjacji z Unią Europejską za niespełna dwa tygodnie, będzie tylko pogłębiać kryzys – kryzys, dodajmy, sprowadzony na Wielką Brytanię po raz drugi w ciągu ostatnich lat przez liderów Partii Konserwatywnej. Theresa May, która szła do wyborów pod hasłem „siły i stabilności”, zdestabilizowała sytuację polityczną i osłabiła pozycję negocjacyjną Wielkiej Brytanii.

Jak bywa najczęściej, ofiarą tego stanu rzeczy padną ci, których sytuacja i tak była dotąd niepewna. Mowa o mieszkających i pracujących na Wyspach obywatelach innych państw UE – w tym o ponad milionie Polaków. Z jednej strony spodziewać się można, że słaby rząd brytyjski będzie musiał pójść na korzystne dla nich ustępstwa wobec państw Unii. Z drugiej strony brak zdecydowanego przywództwa doprowadzić może do „twardego Brexitu”, a zatem opuszczenia UE przez Wielką Brytanię bez wypracowanego porozumienia.

comments
Filip Biały

Filip Biały

Współtwórca Klubu „Tygodnika Powszechnego” w Poznaniu. Autor blogu www.ArcheologiaPopkultury.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.