Laickie państwo po chrześcijańsku urządzone

Przywołując myśl francuskiego filozofa i teologa Jacques’a Maritaina, którą na polskim gruncie propagował Stanisław Stomma, stawiamy sobie następujące pytania: Czy laickie państwo jest wartością wpisaną w światopogląd chrześcijański, oraz w jaki sposób państwo może być po chrześcijańsku urządzone, nie przestając być świeckim?

Myśl ta była przedmiotem debaty, która odbyła się w Krakowie w połowie października 2018 r. w czasie zjazdu Klubów „Tygodnika Powszechnego” z udziałem prof. Ewy Łętowskiej, prof. Andrzeja Zolla i prof. Radosława Ptaszyńskiego. Wówczas podczas dyskusji omawiano aspekty prawne i historyczno-socjologiczne tego zagadnienia. Mój tekst jest próbą uzupełnienia zaprezentowanej optyki o spojrzenie teologiczne.

Aby udzielić odpowiedzi na postawione pytania, koniecznym jest przedstawienie  krótkiej panoramy historycznej kształtowania się relacji państwo ‒ Kościół.

Czasy antyczne

Świat antyczny był światem mitycznym, światem pełnym bogów. Kosmos, który pojmowano jako emanację bóstwa, należał do sfery sacrum: nie tylko świątynie były święte, ale także ciała niebieskie, góry, gaje, drzewa, sakralna była również władza. Cesarz rzymski był jednocześnie najwyższym kapłanem i jako pontifex maximus skupiał w sobie pełnię władzy religijnej i państwowej. Państwo i religia tworzyły jeden nierozdzielny system, którego przejawem było ubóstwienie władcy i państwa.

Biblijna nauka o stworzeniu, stojąca u podstaw wiary judeochrześcijańskiej okazała się w zetknięciu ze światem helleńskim i rzymskim rewolucyjna. Przyniosła zupełnie nowy obraz rzeczywistości, nową koncepcję człowieka, świata, jak również władzy i państwa.

Świat opisany w Biblii to stworzenie Boga i jako taki należy do sfery profanum. Fundamentem wiary jest przekonanie, że tylko Bóg jest Bogiem. Biblijny opis stworzenia zdemitologizował świat. O ile świat Talesa był pełen bogów, to świat Biblii jest pozbawiony bogów, jest odbóstwiony. Autonomia rzeczywistości ziemskich została wpisana w samo dzieło stworzenia.

Wiara zawarta w biblijnej doktrynie stworzenia miała wielką siłę polityczną, przekonali się o tym cesarze rzymscy ery chrześcijańskiej.

Era chrześcijańska

Konsekwentnie wyznawana przez chrześcijan wiara w boskość samego tylko Boga i stworzoność świata prowadziła do nieuchronnego konfliktu z ubóstwionym państwem. Chrześcijanie konsekwentnie odmawiali cesarzom boskiej czci, a tym samym byli uznani za ateistów i anarchistów, jako że podważali sam fundament porządku społecznego. „Ostatecznie – jak zauważa Joseph Ratzinger ‒ wiara chrześcijańska obaliła mit boskiego państwa”.

W 313 r. Edyktem mediolańskim chrześcijanie uzyskali wolność wyznania. W 380 r.  chrześcijaństwo stało się religią państwową. Na tym etapie historii pojawiło się inne niebezpieczeństwo. Cesarstwo potrzebowało Kościoła jako siły integrującej i legitymującej państwo, Kościół zaś, po latach prześladowań, potrzebował państwa, które zapewni mu wolność wyznania. Te wzajemne oczekiwania przybrały postać ścisłego sojuszu tronu z ołtarzem. Teraz w miejsce dawnych bóstw Kościół miał legitymizować królów z Bożej łaski, natomiast do zadań cesarza należało zapewnić chrześcijaństwu ochronę jako jedynej prawdziwej religii.

Średniowiecze

We wczesnym średniowieczu wykształciły się dwa systemy władzy. W Bizancjum utrwalił się cezaropapizm. Cesarz Justynian I (527-565) w swoim dążeniu do zjednoczenia cesarstwa  podporządkował swojej władzy także Kościół. Do prerogatyw cesarza należało zwoływanie soborów, zatwierdzanie ich dekretów, troska o jedność wiary. Kościół został włączony w struktury państwa, biskupi stali się jego urzędnikami. Przyodziani w purpurę i urzędową pieczęć (pierścień) reprezentowali władzę cesarską.

Na zachodzie wiara chrześcijańska była również jednym z instrumentów sprawowania władzy, jednak przy zachowaniu pewnej autonomii państwa i Kościoła. U podstaw tego rozwiązania stanęła teoria dwóch władz papieża Gelazego I (492-496). W liście do cesarza Atanazego z 494 r. papież Gelazy pisał: „Wielki cesarzu, są dwie najwyższe władze rządzące światem: święta władza biskupów i władza cesarska”. Do władzy biskupów należy „zbawienie duszy”, do władzy cesarza „kierowanie państwem”. W słynnym Czwartym traktacie o więzach anatemy Gelazy wskazywał na jedność tych dwóch władz w Chrystusie. Fundamentem christianitas stał się pogląd o dwóch względnie autonomicznych władzach wypływających z jednego boskiego źródła.

Pogański system legitymizowania władzy przez religię w swojej istocie nie został wcale  naruszony, zmienił się tylko szyld. W miejsce religii pogańskich chrześcijaństwo stało się fundamentem ładu społecznego.

Reformacja

Pierwsze pęknięcie długo i nie bez trudów (walka o inwestyturę) budowanego porządku, nastąpiło w czasach reformacji. Zwłaszcza wojny religijne zakwestionowały rolę chrześcijaństwa jako spoiwa społeczeństwa. Zasada cuius regio, eius religio (czyje królestwo, tego religia) nadal głosiła, że religia jest niezbędnym fundamentem państwa. Nadal uważano, że w jednym państwie może być wyznawana tylko jedna religia. Jednakże dobór religii nie dokonywał się ze względu na jej prawdziwość, ale ze względów pragmatycznych utrzymania pokoju. Dobitnie wyraził to kanclerz króla Francji w przededniu wojny hugenockiej: „Nie chodzi o to, która religia jest prawdziwa, lecz jak można żyć pospołu”. Za tym stwierdzeniem kryło się następujące pytanie: jeżeli nie religia, to co może być podstawą porządku? Odpowiedź przyszła niebawem wraz z nastaniem oświecenia.

Oświecenie

W dobie oświecenia czynnikiem porządkującym świat miał być oświecony rozum wolny od przesądów i religii. Religia przestała być gwarantem porządku publicznego, jej miejsce zajęło prawo stanowione w oparciu o zasady rozumu. Miejsce króla z bożej łaski zajął oświecony monarcha, który jak Bonaparte sam nakładał sobie koronę.

Kolejnym etapem sekularyzacji było wyłonienie się nowożytnych państw takich jak Stany Zjednoczone, gdzie władza jest wyłaniana w oparciu o wolę narodu. Nowoczesne państwo, aby zagwarantować pokój społeczny, nie mogło więcej opowiadać się za tą czy inną religią, zostawiając tę kwestię osobistemu wyborowi obywateli. W konsekwencji religia stała się prywatną sprawą obywateli. W pierwszej poprawce do konstytucji USA z 1791 r. stwierdza się: „Kongres nie ustanowi ustaw wprowadzających religię lub zabraniających swobodnego wykonywania praktyk religijnych”. Rola państwa ogranicza się zatem tylko do  zagwarantowania wolności wyznania.

Modernizm

Papieże XIX i początku XX wieku, od Leona XIII do Piusa XII, takie hasło jak rozdział państwa od Kościoła uznawali za szalony pomysł godny potępienia i tak faktycznie czynili. Pius IX (1846-1878) w encyklice Quanta cura z 1864 r. zebrał wszystkie błędy w jeden Syllabus errorum, i je potępił. Napiętnowany został m.in. rozdział państwa od Kościoła.

Pogodzenie Kościoła ze współczesnością dokonało się na Soborze Watykańskim II.  Sobór uznał za słuszną autonomię stworzenia, a tym samym autonomię państwa: Kościół i państwo „są w swoich dziedzinach niezależne i autonomiczne” (KDK 76), zapisali ojcowie soborowi. Słowa te stały się podstawą kształtowania wzajemnych relacji.

Pytanie kluczowe jest następujące, czy zmiana stanowiska, którą zaaprobował Sobór, było ustępstwem wobec antychrześcijańskiego sekularyzmu, czy też wynikiem odkrycia w doktrynie chrześcijańskiej podstaw do kształtowania wzajemnych relacji w nowy sposób, nie poprzez powierzchowną zmianę szyldu – jak to miało miejsce we wczesnym średniowieczu – ale na nowych zasadach odwołujących się do samych fundamentów chrześcijaństwa.

Jeżeli przyjmujemy świat, a w nim państwo w jego autonomii, to zasadne staje się pytanie o kształt relacji państwo ‒ Kościół. Jak te dwa podmioty mogą niezależnie od siebie, w pełnej autonomii współistnieć w tej samej przestrzeni?

Są dwie drogi prowadzące do kształtowania po chrześcijańsku państwa. Pierwsza  polega na wprowadzaniu z pomocą państwa prawodawstwa zgodnego z dekalogiem i moralnością chrześcijańską. Pozornie w ten sposób można szybko osiągnąć zamierzony cel. Jednakże dokonuje się to zawsze na drodze eklezjokracji, za cenę utraty autonomii państwa oraz redukcji Kościoła do jednego z podmiotów politycznych. Kościół bowiem, chcąc przeforsować swój system wartości, musi w ramach możliwości, jakie daje państwo demokratyczne, stać się jednym z wielu graczy na scenie politycznej. Jest to droga z gruntu fundamentalistyczna i równie powierzchowna.

Druga droga prowadzi poprzez odkrycie w wierze chrześcijańskiej tego, co pozwoli zarówno państwu, jak i Kościołowi harmonijne współistnieć w ich właściwej autonomicznej podmiotowości i specyfice.

Autonomia państwa

W opisie biblijnym wartość świata stworzonego jest wyrażona rytmicznie powtarzaną frazą „i wiedział Bóg, że było dobre” (Rdz 1,3.12.18.21.25.31). Drugim elementem nadającym światu podmiotowość jest przymierze. Bóg rozciągnął znak swojego przymierza nad całym światem, co oznacza, że człowiek, jak i świat jest podmiotem stworzenia i przymierza. Innymi słowy świat cieszy się swoim własnym dobrem, które nie wynika z jego sakralizacji. W konsekwencji świat, a w nim człowiek i wszystkie przejawy jego działalności, w tym państwo i polityka, cieszą się swoją własną autonomią i winny być traktowane jako wartości nie przez fakt, że tworzą świecko-religijny konglomerat, ale ze względu na udzielone im w akcie stworzenia dobro.

Pogodzenie Kościoła ze współczesnością dokonało się na Soborze Watykańskim II. Sobór uznał za słuszną autonomię stworzenia, a tym samym autonomię państwa stwierdzając, że Kościół i państwo „są w swoich dziedzinach niezależne i autonomiczne” (KDK 76).

Współistnienie państwa i Kościoła

Jak mogą współistnieć jako autonomiczne podmioty państwo i  Kościół? W odpowiedzi na tę kwestię z pomocą przychodzi nieoczekiwanie chalcedoński (Sobór Chalcedoński 451 r.) dogmat chrystologiczny, który opisuje  relację natury boskiej do natury ludzkiej w Jezusie Chrystusie. Ojcowie soborowi określili, że w jednej osobie Jezusa Chrystusa łączą się dwie natury: ludzka i boska, ale bez zmiany i bez pomieszania. Oznacza to, że połączenie dwóch natur nie dokonało się przez ich zmieszanie, Jezus nie jest czymś trzecim niż Bóg i człowiek, nie jest On ani bóstwem, ani herosem, ani konglomeratem obu. Jezus Chrystus, to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek w ścisłej osobowej jedności, bez rozdzielenia i bez rozłączenia (tzn. mimo że dwie natury poprzez połączenie nie pomieszały się, to jednak są nierozłączne). Z tej chrystologicznej doktryny wynikają ważne implikacje dla kształtowania relacji państwo – Kościół.

Państwo i Kościół w swojej koegzystencji nie powinny ulegać zmianie i pomieszaniu. Każdy z tych podmiotów powinien zachować swoją specyfikę. Nie może być zatem mowy o tworzeniu jakieś hybrydy tego, co kościelne, z tym, co państwowe, sacrum z profanum. Tak więc ani państwo wyznaniowe ‒ cezaropapizm, ani rządy Kościoła, czyli eklezjokracja, nie odpowiadają chrześcijańskiemu modelowi współistnienia tych dwóch rzeczywistości, są raczej monofizycką odmianą polityki (monofizytyzm polegał na absolutyzowaniu jednej natury Jezusa Chrystusa kosztem drugiej i uznany został za herezję).

Te dwie rzeczywistości, skoro istnieją obok siebie, powinny współistnieć nie tylko bez pomieszania, ale również bez rozdzielenia. Nie dlatego, że państwo lub Kościół ze swej natury domagają się siebie nawzajem. Ich koegzystencja i wzajemna współpraca wynika z faktu ich historycznego współistnienia, które nie jest koniecznym warunkiem zachowania ich tożsamości. Respektowanie historycznego faktu koegzystencji  tych dwóch podmiotów życia społecznego wymaga ich wzajemnego samoograniczenia. Państwo musi się samoograniczyć, ponieważ nie stanowi o całej ludzkiej egzystencji, jak zauważył to Joseph Ratzinger. Istnienie Kościoła zdejmuje z państwa brzemię zaspokojenia wszystkich ludzkich nadziei, a tym samym uwalnia je od chęci ubóstwienia lub totalitaryzmu. Tak jak istnienie autonomicznego, religijnie neutralnego, respektującego wolność religijną państwa jest dobrem dla Kościoła. Dzięki takiemu państwu Kościół ma zagwarantowaną swobodę wyznawania, jest uwolniony od pokusy narzucania swojej wiary innym, oraz politykierstwa, co ocala jego nadprzyrodzony charakter.

Porządek państwa

Doktryna o stworzeniu ukazuje człowieka jako istotę wolną, rozumną, ale również słabą i grzeszną. Świadomość grzechu pierworodnego pociąga za sobą szereg implikacji dla kształtowania systemu każdej społeczności ludzkiej, w tym państwa. Poczucie ludzkich ograniczeń nakazuje budować system oparty na podziale kompetencji i wzajemnej kontroli niezależnych władz (ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej). Centralizacja władzy, kwestionowanie systemu kontroli grzeszy pelagiańskim optymizmem albo jest brutalną próbą ideologizacji państwa. Równoważenie władz ma u podstaw chrześcijańską antropologię.

Fundament państwa

Idea państwa neutralnego światopoglądowo, która czasami pojawia się w debacie publicznej, jest raczej zideologizowaną utopią niż projektem kształtowania relacji państwo ‒ Kościół. Żadna zorganizowana społeczność nie może obyć się bez przepisów porządkujących wzajemne współżycie, a te bez systemu wartości. Nawet za prawem nakazującym zatrzymanie się na czerwonym świetle kryje się przekonanie o wartości życia ludzkiego, które powinno być chronione. Państwo natomiast powinno być neutralne religijnie. Nie powinno faworyzować jednego wyznania lub religii kosztem innej, zgodnie z zasadą wypowiedzianą przez ostatniego z Jagiellonów: „nie jestem królem waszych sumień, jeno stróżem waszych praw”. Państwo musi organizować się wokół spójnego, dobrze określonego systemu wartości. 

Gianni Vattimo, włoski filozof,  dostrzega w wartościach laickiego humanizmu kenotyczną formę wartości chrześcijańskich.

Leszek Kołakowski mówił o hasłach oświecenia jako o „bękartach chrześcijaństwa”. Przyjmując za podstawę pokrewieństwo tych dwóch „światów” wartości, możemy przyjąć, że na ile państwo będzie organizowało swój byt wokół takich wartości jak wolność, prawa i godność człowieka, na tyle będzie zakorzenione w chrześcijaństwie.

Kościół, jeżeli chce być wierny swojej doktrynie, nie może dążyć do tego, aby państwo było wprost zorganizowane po chrześcijańsku. Państwo może tylko pośrednio znamionować się pewnymi właściwościami, których obecność może wypełnić treścią tytułowe hasło. Laickie państwo po chrześcijańsku urządzone to państwo: autonomiczne, niezależne od Kościoła; świeckie, czyli niepomieszane z Kościołem; religijnie neutralne, a zatem zapewniające wolność religijną; świadome słabości ludzkiej, stąd zorganizowane wokół zasady wzajemnej kontroli niezależnych władz; wreszcie państwo zbudowane na systemie wartości respektujących godność człowieka.

(Korzystałem z: Józef kardynał Ratzinger, Kościół, ekumenizm – polityka, Poznań: Pallotinum, 1990; E. W. Böckenförde, Wolność – państwo – Kościół, Kraków: Znak, 1994.)

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.