Słuchałem wczoraj noblowskiego wykładu Olgi Tokarczuk. Wiele słów, wiele myśli, głęboka refleksja nad współczesnym światem. Trudno wszystko ująć, trudno wyodrębnić zasadniczy sens. Trzeba głębiej przemyśleć, przeczytać jeszcze raz, a może i częściej.

To ważny tekst, głęboki i piękny. Moje wrażenie koncentruje się na słowach:

Zastanawiam się tutaj cały czas, czy możliwe jest znalezienie dzisiaj podwalin pod nową opowieść uniwersalną, całościową, niewykluczającą, zakorzenioną w naturze, pełną kontekstów i jednocześnie zrozumiałą. Czy możliwa jest taka opowieść, która wyszłaby poza niekomunikatywne więzienie własnego „ja”, odsłoniła większy obszar rzeczywistości i ukazała wzajemne związki? Która umiałaby się zdystansować od udeptanego oczywistego i banalnego centrum powszechnie podzielanych opinii i potrafiła spojrzeć na sprawy eks-centrycznie, spoza centrum?

[…] Marzy mi się także nowy rodzaj narratora – „czwartoosobowego”, który oczywiście nie sprowadza się tylko do jakiegoś konstruktu gramatycznego, ale potrafi zawrzeć w sobie zarówno perspektywę każdej z postaci, jak i umiejętność wykraczania poza horyzont każdej z nich, który widzi więcej i szerzej, który jest w stanie zignorować czas. O tak, jego istnienie jest możliwe. Czy zastanawialiście się kiedyś, kim jest ten cudowny opowiadacz, który w Biblii woła wielkim głosem: „Na początku było słowo”? Który opisuje stworzenie świata, jego pierwszy dzień, kiedy chaos został oddzielony od porządku? Który śledzi serial powstawania kosmosu? Który zna myśli Boga, zna jego wątpliwości i bez drżenia ręki stawia na papierze to niebywałe zdanie: „I uznał Bóg, że to było dobre”.

Kim jest to, które wie, co sądził Bóg? Wyjąwszy wszelkie wątpliwości teologiczne możemy uznać tę figurę tajemniczego i czułego narratora za cudowną i znamienną. To punkt, perspektywa, z której widzi się wszystko. Widzieć wszystko to uznać ostateczny fakt wzajemnego powiązania rzeczy istniejących w całość, nawet jeżeli te związki nie są jeszcze przez nas poznane. Widzieć wszystko oznacza też zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności za świat, ponieważ staje się oczywiste, że każdy gest „tu” jest powiązany z gestem „tam”, że decyzja podjęta w jednej części świata poskutkuje efektem w innej jego części, że rozróżnienie na „moje” i „twoje” zaczyna być dyskusyjne.

Za czym tęskni Olga Tokarczuk, czemu daje wyraz w swej noblowskiej mowie? Nie mówi o Bogu, o transcendencji, nie próbuje się mierzyć z pytaniem o sens faktów i zjawisk, które nas dziś absorbują. Ujmuje te wyzwania na płaszczyźnie doczesnej, nie próbuje się mierzyć z pytaniem o ich eschatologiczny wymiar. Nic dziwnego, wszak nie utożsamia się z chrześcijaństwem, perspektywa religijna nie jest dla niej właściwą i pożądaną dla zrozumienia współczesnych zjawisk. Cóż jednak, Anima humana naturaliter christiana (dusza ludzka jest z natury chrześcijańska), powiada Tertulian, sugerując, że religijne, chrześcijańskie spojrzenie na świat i człowieka pozostaje w jakiś tajemniczy sposób powiązane z naturą stworzenia. Człowiek pragnie uniwersalnego wytłumaczenia sensu swej egzystencji, pojęć dobra i zła, tego „punktu, perspektywy, z której widzi się wszystko”. Tęskni za „czułym narratorem”, „który widzi więcej i szerzej, który jest w stanie zignorować czas”.

Olga Tokarczuk, tak to odczuwam, kontynuuje, jakże ludzką, humanistyczną, tradycję poszukiwania sensu i może, wbrew sobie, pożąda odpowiedzi w sferze nieosiągalnej dla ludzkiego rozumu. Pragnie nowej, uniwersalnej narracji, która potrafiłaby znowu nadać sens naszym myślom i działaniom.

„Snuć historie, żeby było jasne, iż wszyscy i wszystko zanurzone jest w jednym wspólnym wyobrażeniu, które za każdym obrotem planety pieczołowicie produkujemy w naszych umysłach”, powiada. Czegóż tak naprawdę pragnie gubiąc się w nieogarnionej złożoności współczesnej epoki? Pragnie sensu, diagnozy, spójnej opowieści., pragnie religii. Powiada Max Scheler: „Religia jest religijnym poznaniem i myśleniem, jak też szczególnym rodzajem czucia (wartości), wyrazu (język, modlitwa, kult) oraz religijnego chcenia i działania (w służbie Bogu i religijnej moralności)”.

Religia odnosi się często do „Boga ukrytego”, jest raczej sposobem myślenia, wrażliwością, bardziej niż aktem przynależności do konkretnego kościoła. W tym sensie słowa Olgi Tokarczuk są dla mnie wyrazem tęsknoty religijnej, wrażliwości transcendentalnej, pragnienia osadzenia naszego myślenia i działania w rzeczywistości uniwersalnie ponaddoczesnej.

Noblistka zapewne żachnie się, gdy będziemy jej sugerować religijne inspiracje. Być może, jak wielu dziś, utożsamia ona wymiar religijny z kościelnym, duchowość z przynależnością, wiarę z praktykowaniem. Nie, nie o to idzie! Wrażliwość religijna, poczucie sacrum, jest czymś innym niż przynależność kościelna. To pewna dyspozycja psychiczna, umiejętność odczytywania świata ponad wymiarem czysto doczesnym. Olga Tokarczuk taką dyspozycję posiada, każdy kto przeczytał „Księgi Jakubowe”, to wie. Ona tęskni do religii naturalnej, nie do przynależności kościelnej, a do narracji obiektywnej, współczującej, pełnej człowieczej wrażliwości. Jej dzieło jest w swej głębokiej istocie religijne, choć nie kościelne.

Fot. Adam Walanus

comments