Posted on: 29 maja 2020 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Nie jestem teologiem, niełatwo mi nadążać za dyskusjami o teodycei, o rzeczach ostatecznych, o dowodach na istnienie Boga, chowam się w skorupie niewiedzy, słysząc wywody znawców nauczania soborów, ojców i doktorów Kościoła, encyklik papieskich i dokumentów Urzędu Nauczycielskiego. Po chwili jednak z tej skorupy wychodzę, wszak o sprawach Bożych sądzić może nie tylko kształcony w teologicznych fakultetach Doctor theologiae. Przecież Pan powiedział: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jako dzieci, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego” (Mt 18, 3). A zatem każdy z nas, jeśli tylko zachowa uczciwość i dziecięcą prostotę, może znaleźć ścieżkę prowadzącą wprost ku Niemu, bez teologicznych subtelności i dystynkcji.

Takie myśli przychodziły mi do głowy, gdy myślałem o ojcu Wacławie Antonim Hryniewiczu OMI, znawcy teologii prawosławnej oraz głosicielu nadziei powszechnego zbawienia. Odszedł od nas 26 maja 2020 r. po długim i owocnym życiu. Współtwórca i wieloletni dyrektor Instytutu Ekumenicznego KUL. Członek Międzynarodowej Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem rzymskokatolickim i Kościołem prawosławnym, stały współpracownik Tygodnika Powszechnego i miesięcznika Znak. W latach 1979-1984 pełnił rolę konsultora sekretariatu ds. jedności chrześcijan w Watykanie, później konsultora Międzynarodowej Komisji Mieszanej do Dialogu Teologicznego między Kościołem rzymskokatolickim i Kościołem prawosławnym (1980-2005) oraz członka Komisji Episkopatu ds. Ekumenizmu (1980-2005). Nade wszystko był jednak człowiekiem głębokiej wiary w Boże Miłosierdzie, aż po nadzieję powszechnego zbawienia i pustego piekła.

Dialog katolicko prawosławny uważał za sens swego życia, głęboko wnikał w sens prawosławnej teologii. Ona nie była dla niego doktryną „braci odłączonych”, ale wartościowym składnikiem myśli chrześcijańskiej, zawierającym treści ważne dla każdego ucznia Chrystusa. Obce było mu jakiekolwiek poczucie katolickiego ekskluzywizmu, wierzył w Kościół powszechny, taki jakim był w czasach wczesnego chrześcijaństwa. Poświęcił swoje życie jedności chrześcijaństwa w duchu autentycznego ekumenizmu.

Dorobek naukowy o. Hryniewicza jest bardzo bogaty, pewnie wielu adeptów teologii czytało jego publikacje, pewnie oni powinni o nim pisać. Moje wspomnienie jest oparte przede wszystkim na wywiadzie rzece: „Nad przepaściami wiary”, który przeprowadzili Elżbieta Adamiak i Józef Majewski, najważniejsi chyba polscy, świeccy adepci teologii. Ten trójgłos teologów, reprezentujących myśl wolną od apologii, nie uzależnionych od niewolniczego interpretowania tekstów Jana Pawła II, jest czymś ożywczym i świeżym w przestrzeni polskiej refleksji teologicznej. Książka ukazała się w 2001 r., daleko wcześniej niż papież Franciszek ogłosił swa ekologiczną encyklikę „Laudato si”. O. Hryniewicz antycypuje w niej myśli Franciszka, mówi o świecie przyrody w sposób, który tak nas dziś inspiruje. Przywołuje swego ulubionego teologa prawosławnego Mikołaja Bierdiajewa i pisze: „zmartwychwstanie Chrystusa jest nie tylko zapowiedzią nowych niebios i nowej ziemi, jest ono także obietnica dla każdego kwiatka, dla każdej roślinki, dla każdego zwierzęcia… Może tutaj znajdujemy odpowiedź na te dziecięce pytania. Wprawdzie zabijamy zwierzęta, wprawdzie one giną, ale może mają lepszy los po drugiej stronie? Może przechodzą do świata, którego nie znamy i nie widzimy.” Polski teolog mówił słowem czystym i jasnym o perspektywie zbawienia całego świata żywych istot wcześniej niż się to ukazało w nauczaniu Kościoła i słowach następcy Piotra. O. Hryniewicz nie miał wątpliwości, przyszłością chrześcijaństwa musi być poszanowanie dla całego świata ożywionych istot, szacunek dla ich życia: „chciałbym, aby katolicy spowiadali się z tego, że biją zwierzęta, że niszczą przyrodę. Przecież to także jest grzech”, pisał.

Wielkim skarbem myśli o. Hryniewicza była perspektywa chrześcijaństwa wschodniego, jego teologii apofatycznej, soborowej, podkreślającej autonomię ludzkiego sumienia, dalekiej od myślenia w kategoriach instytucjonalnych i prawnych. „Chrześcijaństwo koncentrowało swoją uwagę na pewnych fragmentach Ewangelii, pomijając inne; uprzywilejowywało niektóre wypowiedzi o charakterze instytucjonalnym. Ileż uwagi poświęcono słowom: „Na tej skale zbuduję Kościół mój”. A – dla kontrastu – ile energii poświęcono temu, ażeby dostrzec głębię mądrości błogosławieństw i sens przypowieści o miłosierdziu Boga?”, pisał.

Hryniewicz, kojarzy nam się przede wszystkim z głęboką, teologiczną analizą apokatastazy, nadziei powszechnego zbawienia, wizją pustego piekła. Głoszenie tej myśli nie było dla niego łatwe, poddała ją w wątpliwość watykańska Kongregacja Doktryny Wiary, wszelako on konsekwentnie się jej trzymał, wierząc w przewagę Bożego miłosierdzia nad Jego sprawiedliwością. Od wieków zmagamy się z problemem teodycei, pytaniem jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła. O. Hryniewicz próbuje dać nam odpowiedź: „człowiek został obdarzony darem wolności – niezwykłym, nieprzewidywalnym, dramatycznym. […] Wolność wymaga poczucia odpowiedzialności. Wolność jest tak wielką przesłanką w rozumieniu spraw ostatecznych, że dla wielu staje się wręcz idolem, wobec którego sam Bóg musi skapitulować. Jest bezradny. Nie może zbawić człowieka wbrew jego woli. Szanuje raz dany dar wolności. Od lat rozwijam nadzieję, że ludzka wolność może być uzdrowiona. […] Dając niebezpieczny dar wolności, Bóg ryzykuje! Stworzył istoty, które będą mówiły „nie” nawet samemu Stwórcy. Panie Boże, podziwiam Twoje ryzyko! Mam jednak nadzieję, że nie jesteś bezradny wobec własnego daru”.

Ten długi cytat jest kwintesencją myśli o. Hryniewicza: nadziei, wiary, ufności. Jego teologia jest słowem nadziei, dającej nam wiarę w Boże Miłosierdzie, które przeważa nad sprawiedliwością. Posłuchajmy słów, którymi się z nami pożegnał: „Cieszę się Boże, że nie będę sądzony przez hierarchów, przez teologów, przez instancje ludzkie, że sądem będzie Światło Twojego Świata, które wszystko przenika. Cieszę się, że ostateczny sąd o losach człowieka spoczywa w Twoich dobrych rękach. Cieszę się, że sędzią moim będzie Chrystus.” Żegnamy teologa nadziei i miłosierdzia, człowieka dobrego, wyrozumiałego i łagodnego. Któż go zastąpi?                

comments

Leave a Comment