Posted on: 27 stycznia 2020 Posted by: Monika Mellerowska Comments: 0

Ona drobna kobieta, o przenikliwym spojrzeniu i szczerym uśmiechu, w swej naturze podobna raczej do drobnolistnych kwiatów, jakie zdobią jej suknię. Jej prace – ciężkie i groźne, nieoddające kruchej natury ich twórczyni, lecz jednak poruszające najdelikatniejszą strunę w głębi człowieka. Tchnące nadzieją Futuroidy, przerażające Łby i smutne Hibernaty czy zachwycające formą  Upłaszczyznowienia są niczym krnąbrne dzieci, wyrostki, które tylko matce udaje się okiełznać. A w tym wszystkim ta, która powołała je do życia, to z jej delikatnej natury biorą wrażliwą strunę. Artystka dzieli się nią ze swymi pracami, tak samo jak z każdym, kto do niej się zbliży. Doświadczyć mogli  tego wszyscy, którzy 15 listopada 2019 r. przyszli na wernisaż otwierający wystawę  zorganizowaną w dwudziestolecie  ej pracy twórczej w Muzeum w Grudziądzu. pt. „Ogniem wypalone. Popiołem zapisane”. Kuratorem wystawy jest Mateusz Promiński, pracownik Działu Sztuki w Muzeum im. ks. dr Władysława Łęgi w Grudziądzu. To nie pierwsza wystawa artystki w grudziądzkim muzeum. W 2017 roku Anna Wysocka wystawiała swoje prace przy okazji Projektu PENTApolis. Na co dzień Anna Wysocka jest profesorem w Katedrze Malarstwa Na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, jednak kiedy zamyka się w swoim warsztacie, który z wyobrażeniem atelier artysty niewiele ma wspólnego, sprawia, że wśród iskier i uderzeń młota najbardziej twarda materia ożywa. Jest wówczas Anna niczym tytan Atlas w wierszu Zuzanny Ginczanki, który dźwiga „hardo na barkach własne niebo/wzwyż się przedłuża(m) pionem;/azotu-/pary-/tlenu-„

W jednym z wywiadów artystka tak określa swoją pracę: „rozgrzewam je do temperatury, w której stają się lawą możliwą do formowania (…) w ten sposób preparuję własną materię. Przełamuję opór metalu (…). Jednocześnie fascynują mnie skrajne warunki, w jakich realizuję obiekt”.

Tym razem warsztatem Anny Wysockiej, w którym na chwilę zamilkł jęk metalu stały się sale Muzeum w Grudziądzu. Wystawa obejmuje ponad dwadzieścia prac i warsztat pracy artystki prezentowany na wyświetlanych filmach. Wrażliwość Wysockiej to prawdziwy dar, który sprawia, że z tak delikatnych kobiecych dłoni wychodzą tak silne twory. A może to tylko krucha powłoka zewnętrzna Anny, która w głębi duszy jest wulkanem drzemiących w niej sił?

Żelazo tętni najkrwiściej.

To, co rzuca się w oczy wśród zebranych na wystawie prac, to figura człowieka. Człowiek Wysockiej jest niejako ukrzyżowany, czym przybliża się do Chrystusa Ukrzyżowanego, i tak samo, jak On niosący ciężar pasma doświadczeń. Sama artystka przyznaje, że tworząc zadaje pytanie o życie, śmierć i przeznaczenie. Człowieka odnajdujemy szczególnie w pracach zatytułowanych Upłaszczyznowienie – to płaskorzeźby, które wrażliwemu odbiorcy sztuki ukazują egzystencjalny i fizyczny ból istnienia. Jednocześnie odarte ze skóry metalowe członki emanują siłą, która jest w stanie dźwigany ból pokonać. Kobiece kształty – odkryte piersi, puste łona, i ciała siłaczy z wyraźnymi mięśniami są najbliższe poranionemu ciału Ukrzyżowanego i tak samo jak On bezbronnie rozpięte na Drzewie Życia. Doświadczenie prac Wysockiej potęguje ich rozmiar – wielki format (ciał), przed którym staje odbiorca może przytłaczać ale jednocześnie przemawiać wyrazistym przekazem.

Z pomniejszych form odnajdujemy emanujące jednoczesną wrażliwością i siłą woli przetrwania Hibernaty, które podobnie jawią się niczym ciała poranione, a właściwie ich fragmenty czy Destrukty — metalowe formy nawiązujące do wykopalisk i skamieniałości. Natomiast w Gablotach najbardziej widoczna jest idea przyświecająca twórczości Wysockiej – wydobywania z otchłani doczesności tego, co już umarło, zostało odrzucone. Tworząc tylko pozornie bezkształtne formy, zamykając je w przeszklonych gablotach artystka nadaje umarłemu nowe życie. I w reszcie Futuroidy, stworzone podobnie, jak Gabloty z elementów odzyskanych zdają się mieć siłę wyrwania obserwatora z życiowej ścieżki bólu w inny wymiar, przyjmując różne formy w zależności od punktu spojrzenia, światła czy osobistych doświadczeń odbiorcy. W rozmowach zwiedzających stawały się Futuroidy rakietą (która pewnie jest w stanie przenieść do innego, być może lepszego życia), misiem (który ukoi) czy robakiem (być może problemem, który gryzie wnętrze odbiorcy).

Nad sypkim popiołem gniazda.

Bardziej kruche wydają się wielkoformatowe rysunki, swoiste novum w pracach Anny Wysockiej, powstałe z połączenia papieru, kredy i węgla, a więc tego, co tak bardzo ulotne. Ukryte za ścianami z płyt pleksi zdają się wodzić wzrokiem za odwiedzającym, który w obliczu ich wielkości milknie. Można Łby odczytywać wielotorowo — ciche ze swej delikatnej papierowej natury, jednocześnie krzyczą doświadczeniem bólu i okrucieństwa wyzierającego z ogromnych oczu. I choć ze względu na swoją nazwę kojarzą się ze zwierzętami, przedstawiają też ludzkie doświadczenie — zielone, kobaltowe i szare, z przenikliwymi oczami, są tym, co ukryte w ludzkiej myśli i ciele. Są też Łby swoistą wizją ludzkiej wyimaginowanej wyższości nad światem zwierzęcym, poczuciem władania nim, bo z wyrazu oczu łbów bije też niemy zwierzęcy strach.

Podobny wydźwięk, choć będące rzeźbą, mają Afryty. To połączenie odzwierzęcych fragmentów kości, czaszek czy rogów z przemijającym światem ludzkim – okrytym krwią rdzy metalem. To wśród Afrytów odnajdziemy echo rytuałów i wspomniany ból, ranę jaką człowiek jest zdolny zadać zwierzęciu, choć dla niektórych odbiorców ten ślad może mieć zupełnie inny wymiar. Tylko uważny odbiorca go zauważy.

Lejtmotywem prac Anny Wysockiej zdaje się być powrót do życia. Jej rzeźby złożone z różnych części, często odzyskanych do ponownej przeróbki są umarłe i ocalałe jednocześnie, ożywione darem artystki. A widoczne na niektórych z nich ślady obróbki materiałów – czarna zgorzel spawalnicza czy ślady szlifowania i wygładzania tego, co w nadmiarze są jak ludzkie doświadczenia, które niosą opowieść z przeszłości. Ból istnienia w połączeniu ze zwycięską siłą trwałości materiału ma wydźwięk odzyskanego, ponownego życia. I jeśli w kształcie prezentowanych rzeźb artystki możemy odczytać jej wewnętrzną siłę, to ma ona ogromną moc, która niczym Herbert w wierszu „Przesłuchanie anioła” żelazem trzciną/wolnym ogniem/określa (się) granice/jego ciała. Natomiast Łby, inspirowane światem zwierzęcym ukazują możliwość wykorzystania tego, co już minęło, a ulotny popiół powstały z tego, co trwałe, ale minione wykorzystany ponownie do ich powstania ukazuje siłę przetrwania.

Zajmując górne piętro budynku dawnego klasztoru benedyktynek wystawa „Ogniem wypalone. Popiołem zapisane” jest swoistym podsumowaniem dwudziestolecia pracy twórczej Anny Wysockiej, i jednocześnie jedną z wielu w dorobku indywidualnych wystaw artystki. Nieczęsto jednak zdarza się, aby wystawa w grudziądzkim Muzeum zajęła całe piętro budynku, nieczęsto też zdarza się, aby artysta sam wybrał grudziądzkie muzeum dla prezentacji swojej wystawy, tym bardziej więc warta jest uwagi wrażliwego odbiorcy.

 

W powyższym tekście wykorzystano fragmenty wierszy Zuzanny Ginczanki: „Mitologia radosna” i  „Proces” oraz Zbigniewa Herberta: „Dom” i „Przesłuchanie anioła”.

 

 

comments

Leave a Comment