Wielka sobota wieczór. Przygotowania do wielkanocnego śniadania zakończone, obrzędy wigilii paschalnej za nami. Trudno o chwilę bogatszą w refleksje, myśli, wspomnienia! A mnie wzięło do pisania. Gdy zacząłem publikować moje teksty na stronie klubowej nie przywiązywałem do nich wielkiej wagi, ot jedna z wielu okazji aby coś powiedzieć, któż to będzie czytał? Dziś mam już świadomość, że ta forma wypowiedzi jest niezwykle istotna. Nasze środowisko, rosnące i rozszerzające się, daje szanse dotarcia do wielu osób z różnych miejsc, do których nie miałbym szansy trafić za sprawą tekstów wyłącznie naukowych. Reakcje, komentarze, polemiki, wyrazy wsparcia, tak liczne, utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto dzielić się swymi myślami, poddawać je krytycznej ocenie Przyjaciół z Klubów TP. Pozwólcie zatem, że podzielę się dziś w ten wieczór, gdy „nastała pełnia czasu” kilkoma myślami.

Żaden ze mnie teolog, wiele z moich wątpliwości zostało już pewnie rozstrzygniętych przez „uczonych w piśmie”, a ja nawet nie jestem tego świadom, ale kilka słów ks. Adama wypowiedzianych podczas ostatnich rekolekcji klubowych trafiło w sedno moich dylematów. To była dygresja, w której Rekolekcjonista wspomniał o dramatycznym wyzwaniu, które stawia naszej wierze kwestia męki Jezusa. Czy naprawdę Ojciec, dobry i miłosierny, potrzebował krwawej ofiary Syna aby odkupione zostały grzechy ludzkości? Czy lubuje się On w umęczeniu swych dzieci, wymaga takiej formy zadośćuczynienia za grzechy? Do czego była Mu potrzebna męczeńska, upokarzająca i bolesna śmierć Syna Człowieczego? Od wielu lat nie potrafię sobie przekonująco odpowiedzieć na to pytanie. Aby nie popaść w zwątpienie staram się wracać do myśli o szacunku Boga dla naszej wolności, wartości nadrzędnej wobec innych: spokoju, dobrobytu, szczęścia.

Po raz pierwszy usłyszałem z ust ks. Adama słowa, które korespondują z intuicją odczuwaną przeze mnie od dawna, intuicją niewypowiadaną. Pamiętam, że niegdyś, gdy zmagałem się z pytaniem o sens ofiary Syna Człowieczego, oglądając „Pasję” Gibsona z całą jej brutalnością, trącącą sadyzmem, uderzyła mnie jedna myśl. A może zamiast eksponować męczeństwo Chrystusa jak ofiary za grzechy ludzkości położyć akcent na wymiar solidarności. Bóg – człowiek przyjął ludzką kondycję ze wszystkimi jej konsekwencjami aby zaznaczyć swą solidarność z człowiekiem, podążanie z nim w każdej sytuacji: szczęściu, radości, ale i chorobie, kaźni, bezprawiu, męce i upodleniu. Bóg szanując naszą wolność i wszelkie jej konsekwencje mówi nam: jestem z wami, towarzyszę wam, znam wasze cierpienia i rozterki, sam ich doświadczyłem. Miejcie nadzieję, ufajcie. Nie wiem, czy to nie herezja: solidarność zamiast odkupienia? Tym niemniej tylko w taki sposób potrafię rozwiązać dylemat ofiary i męki Pana. Chrystus zmartwychwstał. Prawdziwie zmartwychwstał.

comments

One thought on “Ofiara czy solidarność? Kilka myśli po wigilii paschalnej”

  1. Co tworzy wspólnotę i co decyduje, że nawet ktoś zupełnie nie znany na drugim końcu świata może poczuć się niesamotny: przyznawanie, że się nie wie, że się nie ma świadomości, że się pyta „nawet o takie rzeczy”, że to dylemat…. czy ubolewanie nad cudzym wątpieniem i podawanie teologicznych rozstrzygnięć do wspólnego wierzenia?
    Dziękuję i przyłączam się do wsparcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.