Posted on: 1 sierpnia 2020 Posted by: Michał Rychert Comments: 0

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 2 sierpnia 2020

XVIII NIEDZIELA ZWYKŁA

Mt 14, 13-21

Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”. Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!” Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”. On rzekł: „Przynieście Mi je tutaj”. Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

Prorok Izajasz żył w czasach bardzo burzliwych. Królestwo Judzkie było w nieustannym zagrożeniu. Królowie Achaz, a potem Ezechiasz rozpaczliwie szukali pomocy w sojuszach politycznych z Asyrią, a później z Egiptem. Izajasz wykazywał się większym rozsądkiem politycznym, przestrzegał przed impulsywnym zawieraniem sojuszy politycznych. Wskazywał na potrzebę zaufania Bogu. Niestety, bezskutecznie. Ich dyplomatyczne, źle ulokowane nadzieje poprowadziły królestwo do nieuchronnej katastrofy. W tym kontekście historycznym, gdy królestwo judzkie doznawało klęski za klęską, Izajasz zapowiadał czasy mesjańskie, przyjście królestwa Bożego.

Głód

Panowanie Boga, gdy przyjdzie, nie będzie efektem politycznych rokowań, siły militarnej, dyplomacji – jednym słowem jego pojawienie się nie będzie zależało od ludzkich wysiłków. Każdy przez wiarę, w postawie duchowej prostoty i ubóstwa, będzie mógł przyjąć dar panowania Boga jako nowy sposób życia w społeczności ludu Bożego. Dlatego prorok może mówić: „Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody, przyjdźcie, choć nie macie pieniędzy! Kupujcie i spożywajcie, dalejże, kupujcie bez pieniędzy i bez płacenia …”.

Prorok jest realistą, wie, że w czasach niepokoju i zagrożenia wszystko staje się względne, a najcenniejszy staje się chleb. Ta obserwacja pozwala mu zwrócić nadzieje Izraela poza horyzont bieżących problemów, aby dodać otuchy i wlać nadzieję. Panowanie Boga, gdy przyjdzie, będzie czystym darem. Będzie jak podarowany chleb. Prorok wzywa, aby cały Izrael zwrócił się ku Bogu, ku temu, który jest w stanie nasycić serce człowieka: „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci?”.

Dzisiaj żyjemy w innych czasach, dalecy od wojen, ale wciąż pośród nas są ludzie, dla których najważniejszą rzeczą jest chleb. Stracili wszystko: pracę, mieszkanie, bliskich. Ważnym stał się tylko chleb i odrobina ciepła.

Nasycenie

To, co dotychczas było przedmiotem zapowiedzi i oczekiwań, właśnie się spełniło: „Czas się wypełnił, bliskie jest królestwo Boże” (Mk 1,15) głosi Jezus. Dlatego swoim naśladowcom może powiedzieć, „wy dajcie im jeść”. Królestwo Boże, miłości, solidarności, sprawiedliwości i pokoju już przyszło. Jest ono czystym darem, ale życie w społeczności królestwa Bożego wymaga współdziałania i konkretnych postaw.

Zanim wybrzmiały słowa :„wy dajcie im jeść”, Jezus głosił królestwo Boże, ukazywał jego piękno, aby przyciągnąć wszystkich do siebie. Wielu było takich, którzy zachwycili się jego urokiem i jak pewien kupiec z przypowieści (perykopa z poprzedniej niedzieli), uznali drogocenną perłę za największą wartość – królestwo Boże za najwspanialsze odkrycie, szczęście, które ich spotkało (zob. Mt 13,44,46). Teraz chodzą za Jezusem, słuchają przypowieści o królestwie Bożym, ale czy go doświadczają? W dzisiejszej perykopie jest mowa o takiej poszukującej rzeszy ludzi, która chodziła za Nim, aż wreszcie gdzieś na pustkowiu odczuła głód. Przyszedł czas, aby Jezus pokazał to, czego nauczał.

Jest kilka niebezpiecznych interpretacji tej perykopy, które mogą prowadzić do jej unieważnienia. Jedna polega na alegorycznej interpretacji tekstu, wówczas głód dotyczy spraw duchowych, a nakarmienie dokonuje się poprzez głoszenie Słowa Bożego. Tak rozumiał przesłanie tego tekstu Hilary z Poitiers (IV w.), widząc w pięciu chlebach pięć ksiąg Prawa, a w dwóch rybach przepowiadanie proroków i Jana, dlatego pisał: „Tłum zostaje nakarmiony słowem Boga, które pochodzi z nauki Prawa i Proroków…”.

Kolejna interpretacja idzie dalej i przeciwstawia królestwo Boże podstawowym potrzebom egzystencjalnym. Tak również widzieli to uczniowie: był czas na głoszenie królestwa Bożego, a teraz jest czas na jedzenie, tak jakby to były dwie rzeczywistości niezależne od siebie: wiara sobie i życie sobie. Mówią do Jezusa: „Każ rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”. Jezus mówiąc: „wy dajcie im jeść!”, z naciskiem wskazuje uczniom, że królestwo Boże obejmuje całą egzystencję człowieka, w tym również jedzenie (zob. Ojcze nasz ….).

Niewłaściwie zrozumieją tekst również ci, którzy dzisiaj przez „wy” rozumieją księży, może jeszcze pracowników Caritas. Tak jakby Kościół był sprawnie zarządzanym przedsiębiorstwem, z oddelegowanymi do konkretnych zajęć menadżerami. Taka interpretacja prowadzi do klerykalizacji Kościoła i zwalnia całe rzesze wiernych z jakiegokolwiek zaangażowania.

Jest jeszcze jedna interpretacja, która może zniwelować moc Ewangelii. Podejmują się jej sami uczniowie. Skoro Nauczyciel nakazał im nakarmić tłum, to trzeba podejść do tematu w sposób profesjonalny: trzeba przeliczyć zasoby: ile mają chlebów, ryb, pieniędzy, trzeba w sposób menadżerski zająć się problemem. Czy dwieście denarów nie załatwi problemu głodu? O tym epizodzie wspomina tylko Marek i Łukasz (Mk 6,37; Łk 9,13). W Misznie znajdujemy informację, że zapotrzebowanie dzienne na chleb osoby ubogiej to wartość 1/12 denara. Za 200 denarów można zatem było zakupić 2400 racji dziennych. Taką ich liczbą można zapewnić jeden posiłek dla ok. 5000 osób. Jednakże nawet sprawnie przeprowadzona akcja humanitarna nakarmienia tylu głodnych nie zmieni świata ani ludzi, nie przybliży królestwa Bożego, może tylko zaspokoić chwilowy głód. Jeżeli pieniądze i sprawna organizacja są w stanie tyle dokonać, po co Jezus i Jego Ewangelia?

W królestwie Bożym wszystko zaczyna się od małych rzeczy, od ziarnka gorczycy (zob. Mt 13,31n), od słowa, gestu, przemiany serca, aby ogarnąć swoją siłą całą społeczność ludu Bożego. Królestwo Boże nie ogranicza się do serca, indywidualnych zrywów gorliwości. Bóg potrzebuje ludu.

Ewangelista Marek wskazuje na jeszcze jeden ważny element: Jezus nakazuje usiąść wszystkim gromadami (MK 6,39), uszczegóławia to Łukasz, dodając: „mniej więcej po pięćdziesięciu!” (Łk 9,14). W ten sposób powstają „wspólnoty posiłku” (G. Lohfink). Tak przygotowana scena jest gotowa, aby objawiło się królestwo Boże. Jezus przystępuje do łamania chleba. Pokazując, że dzieli się jedzeniem swojej wspólnoty, wyzwala u wszystkich reakcję wdzięczności i solidarności. Każdy widząc to, wyciągnął to, co miał i tak jak Jezus podzielił się z tymi, którzy nie mieli nic lub za mało. Ludzie nie tylko się najedli, ale odczuli bliskość i solidarność, wyzwolili z siebie to, co najlepsze – swoje człowieczeństwo. Nie był to cud rozmnożenia chleba, ale przemiany serc. Jezus doprowadził nie tylko do  nasycenia głodu fizycznego, ale również poprzez „wspólnoty posiłku”, zaspokoił głód bliskości. Pamięć o tym doświadczeniu powinna być impulsem, aby działać z tą samą otwartością i szczerością.

Jest jeszcze jedna, może najniebezpieczniejsza interpretacja, obecna w wielu komentarzach, poczynając od Ojców Kościoła, aż po współczesnych kaznodziejów. Mówi się, że cud rozmnożenia chleba był okazją do objawienia bóstwa Jezusa. Cudowność wydarzenia polegałaby na tym, że pięcioma chlebami Jezus uczynił coś niemożliwego dla człowieka – nakarmił ponad pięć tysięcy osób i w ten sposób objawił swoje bóstwo. Jest to groźna interpretacja, ponieważ zwalnia nas z jakiejkolwiek aktywności, my już nie musimy, a nawet nie możemy nic zrobić, nikt z nas nie jest przecież Synem Bożym, ale przede wszystkim jest ona głucha na słowa Jezusa: „wy dajcie im jeść”.

Jeżeli Jezus powiedział: „Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni” (Łk 6,21), to dlatego, że wierzył w przemieniającą i uwalniającą  moc panowania Bożego. W przeciwnym wypadku byłoby to najbardziej cyniczne zdanie, opium dla ludu, drwina z Boga (2Krn 32, 17) i ludzi.

Zainteresowanie głodnymi jakie opisują ewangeliści to nie przykład „opcji na rzecz ubogich”, ale przełożenie na język konkretu Ewangelii. W społeczności królestwa Bożego, w nowej rodzinie, której Ojcem jest Bóg, nie może być głodnych i sytych. Każdy powinien podzielić się tym, co ma, to kwestia świadomie i z wiarą przeżywanego braterstwa i solidarności w mocy wiary.

Jezusowe „wy dajcie im jeść!” to przypomnienie o naszym powołaniu, o naszym współudziale w budowaniu królestwa Bożego.

Codzienna troska. Kościół uobecnia

Królestwo Boże stało się uchwytne najpierw w Jezusie, w jego słowach i czynach, potem w tych, którzy poszli za nim, wreszcie ma stać się widoczne w całym ludzie Bożym. Dzisiaj „wy” oznacza Kościół, konkretne wspólnoty parafialne. Królestwo Boże jest tam, gdzie wspólnota wierzących w posłuszeństwie Bogu podejmuje czyny miłości i solidarności, tworzy „wspólnoty posiłku”.

Kościół nie może proklamować dzisiejszej Ewangelii i mieć w swojej społeczności głodnych. Mimo że sami nie obfitujemy, mimo wszystkich przeciwności, wiara musi nas pobudzać do solidarności z potrzebującymi. Dlatego Paweł retorycznie pyta: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo…”, aby potwierdzić, że nic, absolutnie nic, „nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie”, i która powinna objawiać się w naszej postawie. Dlatego również dziś w naszych parafiach może wybrzmieć: „wy dajcie im jeść!”.

 

comments

Leave a Comment