Posted on: 26 stycznia 2013 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

III Niedziela Zwykła
Łk 1,1-4.4,14-21
Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono. Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli.

Celibat – czy ma sens? Czy jest potrzebny? Czy jest okazją do progresu dla żyjących nim księży i zakonników, czy może raczej przyczyną osobowościowego i ludzkiego regresu? Związki homoseksualne – czy rzeczywiście są moralnie niedopuszczalne? Wolne związki – czy ich szkodliwość społeczna jest rzeczywiście tak duża, czy może raczej niczym nie różnią się od sakramentalnego małżeństwa? Antykoncepcja, aborcja, eutanazja, in-vitro, kwestie moralne, bioetyczne, filozoficzne, społeczne…

Celowo w nieco prowokacyjny sposób rozpocząłem nasze dzisiejsze zamyślenie nad Słowem Bożym. Prowokacja pobudza do refleksji, wyrywa nas z ciasnych nurtów myślenia i wartościowania. Prowokacja wyrywa z intelektualnego letargu, w który przecież wcale nietrudno zapaść, słuchając niektórych kaznodziejów, różnej maści prelegentów czy czytając różnego rodzaju refleksyjne teksty. Prowokacja sprawia, że nasze oczy – nie tylko te będące częścią zmysłu wzroku, ale również te wewnętrzne – oczy serca i umysłu – otwierają się.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus również jest swoistym prowokatorem. Swoim zachowaniem – tym co robi i mówi – nie pozwala słuchaczom pozostać obojętnymi. Jest młody – ma zaledwie trzydzieści lat, dopiero co przemienił wodę w wino, odważnie staje w synagodze, zabiera głos bez pozwolenia – wstaje i zaczyna czytać. Co więcej, przeczytane słowo w skandaliczny sposób odnosi do siebie. Jezus wyraźnie prowokuje zebranych w synagodze mieszkańców Nazaretu i okolic. Prowokuje ich do słuchania i do myślenia. Kruszy ich twarde serca i prowokuje do nawrócenia. Być może swoim zachowaniem niektórych irytuje, innych wprawia w osłupienie albo też napełnia lękiem. Wszystkich jednak pragnie zachęcić do refleksji nad słowem z Księgi Izajasza, które było im doskonale znane – znane do tego stopnia, że stało się im obojętne.

Zastanówmy się co nam, ludziom słuchającym Go tysiące lat później, Jezus chce powiedzieć? Być może i my po raz kolejny słyszymy tę Ewangelię, być może stała się ona również i nam obojętna. Jezus pragnie zwrócić naszą uwagę, chce nas wybudzić z duchowego i intelektualnego letargu, zakłóca naszą wygodną codzienność.

Mesjasz, który rozpoczyna „oficjalną część” swojej misji, przedstawia jej program, który powinien stać się również programem naszego życia. To nic innego, jak streszczenie chrześcijaństwa w pięciu punktach. Ubogim mamy nieść dobrą nowinę, nadzieję na lepsze jutro. Nie chodzi tu jedynie o udział w jednorazowych akcjach czy też uwalniające od wyrzutów sumienia i pozwalające dobrze się poczuć udzielenie wsparcia żebrakowi. Mamy nieść nadzieję także tym, którzy są ubodzy w sensie duchowym – wątpiącym, poszukującym, zmagającym się z własną słabością. Więźniom mamy głosić wolność. Nie tylko tym zamkniętym w zakładach karnych, ale przede wszystkim tym uwięzionym przez własne słabości, ograniczenia, nałogi i grzechy. Mamy otwierać oczy niewidomym, pamiętając zwłaszcza o tych, którzy stracili wzrok wiary, którzy nie widzą już Boga w swojej codzienności. Uciśnionych mamy odsyłać wolnymi, pamiętając że tym, co najbardziej uciska i zniewala człowieka jest grzech i brak miłości. W końcu mamy uświadamiać sobie i innym, że żyjemy w czasie łaski, że ten czas trwa, a jego wyjątkowość polega na tym, że Bóg stał się człowiekiem i jest dostępny każdemu z nas.

Oczy wszystkich w synagodze były utkwione w Jezusie – podaje św. Łukasz. Również nasze oczy powinny być utkwione w Jezusie. Powinniśmy się wpatrywać w Jezusa ukrytego w Eucharystii, w Słowie Bożym w sakramentach, ale także w tego Jezusa ukrytego w drugim człowieku – człowieku tak często ubogim materialnie i duchowo; człowieku, który jest niewolnikiem samego siebie; człowieku niedostrzegającym Boga; człowieku uciśnionym i nieszczęśliwym.

Wpatrujmy się w Jezusa i w Nim zanurzmy nasz wzrok. Nie w medialnych prowokacjach, tanich manipulacjach, spektakularnych wydarzeniach. Dostrzegajmy Go w naszym codziennym życiu i w drugim człowieku. Od Niego czerpmy energię do życia i nadzieję na lepsze jutro.

comments

Leave a Comment