Wczorajsza rozmowa z o. Wacławem Oszajcą była właściwie kontynuacją naszego poprzedniego spotkania. Wtedy, w zielonogórskim Klubie „Tygodnika Powszechnego” zadawaliśmy sobie pytania: Czy polski Kościół katolicki legł w gruzach? A może tylko jego instytucja? A jeśli tak, to kto lub co doprowadziło do tej ruiny?Tym razem punktem wyjścia była książka „Innego cudu nie będzie” – wywiad rzeka Damiana Jankowskiego z Wacławem Oszajcą S.J. Rozpoczęło się od takiej wymiany zdań.

Po raz pierwszy w historii papież jest jezuitą. Czy wy, jezuici, czujecie się papieża Franciszka gwardią przyboczną?
– Trochę tak, trochę nie. Tak, ponieważ w naszym zakonie mamy „czwarty ślub” – posłuszeństwa papieżowi. Nie wszyscy go składają.
Bo mogą nie składać?
– Bo mogą być niedopuszczeni.
Kto o tym decyduje?
– Wiadomo, prowincjał. Posłuszeństwo polega na tym, że jeśli papież powie: idź tam, lub gdzie indziej – wtedy nie dyskutujemy, trzeba iść. Dziś z tym problemu nie ma.
Dlaczego nie jesteście gwardią?
– Ponieważ jednak chcemy mieć własne zdanie. Papieża szanujemy, kochamy, lubimy, ale nie koniecznie chcemy się z nim zawsze zgadzać. Czy to z tym czy z tamtym. Za Benedykta XVI i za Jana Pawła II też. Mój zakon był bliski rozwiązania.
Po raz pierwszy rozwiązano jezuitów w XVIII wieku. Czym teraz nagrzeszyliście?
– Teologią wyzwolenia.
Aaa, to wyście komunizowali!

– A dlaczego pan mówi w czasie przeszłym? (śmiech i oklaski z sali) Tak, owszem. Teraz już nie musimy, ponieważ papież to robi… Natomiast to, co nas dobrze do papieża nastawia to jest również ta sama mentalność.
Mianowicie?
– Chcemy działać w tej rzeczywistości jaka ona jest. W tym wszystkim, co się tutaj dzieje. W gospodarce, polityce, sztuce, nauce, w życiu religijnym przede wszystkim. Chcemy odnaleźć to, co pochodzi od Pana Boga. Franciszek mówi, że ważniejszy jest czas, niż przestrzeń. To znaczy: ważniejsze jest to, co się wydarza, a nie przeszłość, jej rozpamiętywanie, rozgrzebywanie. Trzeba się brać za to, co się tutaj dzieje i tu szukać Boga. Wtedy popełniamy błędy, wtedy się mylimy. No, ale innej drogi nie ma. Ten najbardziej grzeszy, co nic nie robi.

Filozof Jan Woleński powiada, że trzeba w coś wierzyć, bo nie wszystko można wiedzieć. W co wierzy Wacław Oszajca?
– Odpowiadając, najchętniej parę wierszy bym na to przeczytał.
Dlaczego?
– Wiara jest czymś tak bardzo osobistym, że właściwie człowiek nie chciałby na ten temat mówić. Przecież o tym, co najbardziej intymne w nas, w drugim człowieku, nikt nie rozpowiada. To jak w małżeństwie — choć się na tym mało znam — do spraw miłości, poza tym jednym, kochanym człowiekiem, innych raczej nie wpuszczamy. Podobnie jest z Bogiem.

Ale jednak opowiadać trzeba.
– To mi pomógł, po latach, zrozumieć Leszek Kołakowski. Bardzo polecam jego książkę „Jezus ośmieszony”. Czesław Miłosz w swoim „Traktacie teologicznym” mówi podobnie. Nie możemy żyć w fantasmagorii, nie możemy żyć w chaosie, w rzeczywistości pozbawionej głębi, wielowymiarowości. Dla mnie punktem odniesienia jest Bóg, jest ktoś. Ja sobie mogę dobrze wyobrazić siebie jako człowieka niewierzącego. I właściwie nic bym nie zmieniał w swoim życiu. Być może nie wybrałbym celibatu. Mój Bóg nie ma imienia, nie da się go uchwycić. I tutaj przychodzi ktoś — człowiek, na którego ja, patrząc, widzę Boga.

Czy to by znaczyło, że jest tylu bogów ilu jest ludzi?
– Poniekąd tak. Ale z tego nie wynika, że można tych bogów uszeregować jeden za drugim, potraktować numerycznie. Nie.

A może są to różne oblicza jednego Boga?
– To jest nasz, indywidualny sposób odbierania Boga. Siłą rzeczy osobisty, cząstkowy, fragmentaryczny…


I dalej potoczyła się długa rozmowa o Kościele przechodzącym kryzys, o skrzywdzonych i tych którzy odeszli, nie chcą pośredników, zmienili „pokój” bądź trwają w sprzeciwie. O hierarchach i ich niechrześcijańskiej postawie. O świeckich, co to powinni brać sprawy w swoje ręce, a nie biorą. O wyższości poetów nad teologami. I o tym, że o obecności w Kościele decydować będzie nie tradycja czy presja otoczenia, ale własna świadoma decyzja.


Na jesień umówiliśmy się z o. Wacławem Oszajcą na rozmowę o poetach, którzy lepiej od teologów potrafią mówić o Bogu.

Już teraz zapraszamy do zielonogórskiego Klubu!

Konrad Stanglewicz

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.