Posted on: 9 marca 2013 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 7

Łk 15, 1-3. 11-32
IV Niedziela Wielkiego Postu
W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedzał ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.

Ach ci faryzeusze! Nic, tylko gorszyli się Jego obyczajami. A to z celnikami jada, a to u grzeszników gości, a to jawnogrzesznicy pozwoli sobie myć stopy i skrapiać olejkiem…a to kłosy w szabat rwie i uczniom pozwala, nawet uzdrawia w szabat! A do tego rąk nie myje przed jedzeniem… Ostentacyjnie lekceważy Prawo! Jawnie sam siebie potępia obcując z ludźmi godnymi potępienia!

Jezus nie odpowiada wprost na te pomruki. Opowiada historię…

O TRZECH TAKICH. (dramat w pięciu aktach)

Osoby dramatu

1.Młodszy syn:

Niefrasobliwy, lekkomyślny, niecierpliwy: zawsze musiał sam wszystkiego spróbować. Musiał się skaleczyć, sparzyć, potłuc kolana. Ciekawy świata; co za podwórkiem? Za polem? Za miastem? Za granicą?. Aktualnie znudzony: (ogród, pole, dom, obora; śniadanie, obiad, kolacja. Ojciec przynudza; starszy brat się wymądrza. Nie do wytrzymania!)

2. Starszy syn:

Realista: posłuszny, karny, pracowity, rzetelny, odpowiedzialny. Jeśli kiedy marzył o podróżach i przygodach – kazał marzeniu zamilknąć. Jeśli kiedy miał chęć poimprezować z kolegami – starannie o tym zapomniał. Irytuje go nieodpowiedzialny smarkacz. Pracuje wytrwale i sumiennie za dwóch z tłumionym poczuciem żalu i krzywdy.
3. Ojciec:

Wcielona miłość. Kocha obu.

D R A M A T (zarys akcji)

Akt pierwszy:

Młodszy syn żąda swojej części majątku.

Ojciec rozdaje spadek obu synom po równo.

Młodszy ucieka z pieniędzmi w świat i zażywa upragnionych przygód, wyczerpując gotówkę.

Starszy-systematycznie pracuje na gospodarce.

Akt drugi.

Młodszy syn w dalekim kraju. Nie ma już ani grosza. Najmuje się do pracy jako pastuch świń. A tam akurat kryzys i chłopak nie dostaje nie tylko pensji, ale nawet jedzenia. Wspomnienie domu ojca z regularnymi posiłkami nabiera nieodpartego uroku. Tyle, że strach i wstyd tak wrócić bez niczego… ale głód przeważa. Rusza w drogę powrotną.
Starszy syn sumiennie pracuje na ojcowym polu.

Ojciec czeka.

Akt trzeci:

Syn młodszy w pobliżu domu; w łachmanach, brudny, głodny. Boi się spotkania z ojcem.
Kombinuje, jakby tu go przebłagać, żeby dostać choć kolację! Układa sobie mowę powitalną pełną uniżenia, przeprosin i błagań.

Syn starszy pracuje w pocie czoła.

Ojciec wychodzi na drogę – i czeka.

Akt czwarty. KULMINACJA

Ojciec widzi postać obszarpańca… to on! Biegnie naprzeciw i nie słuchając bajdurzenia o niewolnictwie i niegodności porywa chłopaka w ramiona i płacząc tuli, szczęśliwy!

Syn młodszy – przeżywa szok. Zsumujmy: Przepuścił wszystko. Przywlókł się z powrotem, bo konał z głodu . Stanął przed ojcem struchlały: zawstydzony, wystraszony, ogołocony. Gotów był na każdą karę. I -zaskoczenie! Miłość ojca, która o nic nie pyta, jest uprzedzająca i całkowicie bezwarunkowa, nie ma żadnej tamy, – rozbija infantylną i egoistyczną skorupę; nieoczekiwane przytulenie jak nagły cios otwiera synowskie, niedojrzałe serce. Dotknięty, a nawet porażony przez miłość, sam zaczyna kochać. Zamiast serca z kamienia dostał serce z ciała. Był martwy, a dzięki miłości – ożył. Też płacze.

Starszy syn zajęty pracą w polu nie zauważył powrotu młodszego.

Akt piąty (Zakończenie pierwsze):

Scena I

Uczta. Muzyka, zabawa!

Młodszy syn, wystrojony jak królewicz, siedzi obok ojca i ze wzruszenia z trudem przełyka jedzenie (choć umierał z głodu) razem ze łzami szczęścia. Wreszcie wybucha w nim dzika radość, śmieje się przez łzy i tańczy!

Ojciec coraz to go przytula śmieje się i płacze na przemian, wreszcie klaszcze mu do taktu! Szaleje z radości, Cieszą się wszyscy obecni!

Starszy syn jest nieobecny, bo do późna pracuje w polu.

Scena II

Starszy syn zmęczony wraca z pola. Nadziewa się na nieoczekiwaną, huczną imprezę na cześć brata-utracjusza. Szok! Pękają wszystkie tamy jakie nakładał swoim potrzebom i pragnieniom; gorzki, nienawistny żal, trujące poczucie krzywdy zalewa mu serce. Miałby siąść do stołu z tym łobuzem? Do kolacji na jego cześć? Nigdy!

Ojciec wychodzi do niego i zaprasza, jakby nic nie rozumiał. Starszy wykrzykuje więc do niego w bólu: – To niesprawiedliwe! To draństwo! Tyle moich wyrzeczeń, pracy, wierności i żadnej nagrody! Nic mi nigdy nie dałeś! Nawet kumpli nie mogłem zaprosić! A ten łajdak, leń, egoista, chłystek, wszystko coś mu dał, przepuścił na rozpustę, i co? Zamiast kary wyprawiłeś mu takie święto?! Mam gdzieś taką sprawiedliwość!

Płacze.. Ze złości i żalu nad sobą.

młodszy syn tańczy w domu i o niczym nie wie.

Finał (Zakończenie drugie i ostatnie):

Ojciec (do starszego syna, tuląc go): – Synku, zawsze cię kochałem i kocham tak samo jak jego! Widzisz, ja się tak bałem, że już go nigdy nie zobaczę! A on wrócił! Jest! Żyje!Ty zawsze byłeś ze mną, a co moje to i twoje! Jesteś przecież u siebie!
Syneczku, ciesz się razem ze mną, znów jesteśmy wszyscy razem!

Młodszy syn tańczy w domu w upojeniu radością
starszy syn…

KURTYNA

Jezus zakończył opowieść.

– NO i co z tego?-zamruczeli faryzeusze? Starszy syn miał przecież rację, ojciec nie był sprawiedliwy. Młody sam sobie winien! Powinien ponieść konsekwencje! To bardzo niewychowawcze, co zrobił ojciec. To się, mój rabbi nazywa ślepa, a nawet głupia miłość.

ANEKS

Wielka Mowa Faryzeuszy

Ucz się od nas. My mamy porządne, opiekuńcze instytucje – społecznej opieki. Zajmujemy się alkoholikami, bezdomnymi, bezrobotnymi i ich dziećmi, które ci oberwańcy płodzą nieodpowiedzialnie. Wszystko zaklasyfikowane, każdy ma zaświadczenie, czy może dostać obiad, buty, koc, czy nie; czasem jeden z drugim musi pomieszkać na dworze, względnie w blaszanej budzie. To przykre, rozumiemy, ale sam przyznasz, rabbi- oni sami sobie są winni. Sami skazali się na ten los, więc trudno, żebyśmy ich ściskali i obrzucali prezentami. I tak robimy więcej niż powinniśmy, bo jesteśmy miłosierni. Ich dzieci umieszczamy w ciepłych Domach Dziecka, w których mają 3 posiłki dziennie. Tam uczymy je porządku, dyscypliny i odpowiedzialności. Niestety złe drzewo rodzi złe owoce i często musimy do dzieciaków wzywać straże, a nawet przenosić je (związane oczywiście, najlepiej łańcuchem) do karnych ośrodków. Pytasz ile mają lat? Różnie: 11,12,13. No to co, że niewiele, no to co, że pozbawione są rodziców, no to co, że twarde są zasady w Domach Dziecka! A one -jak się zachowują? Wagarują! Bez pozwolenia latają do rodziców żeby dać im swoje śniadanie-państwowe, gminne śniadanie! Wulgarnymi słowami zwracają się do opiekunów! Uciekają! Kradną! (nieważne, że paczkę Laysów- kradzież, to kradzież!) No więc. Muszą nauczyć się odpowiadać za swoje czyny. Panu Bogu podoba się to co my robimy, bo On kocha sprawiedliwych. A my jesteśmy sprawiedliwi. I mądrze miłosierni. Ucz się od nas, rabbi.

I pozostali przy swoim.

* * *
Miłość kruszy serca, tych, którzy są na to gotowi. Którzy zostali wyrwani z błogiego samozadowolenia i przekonania o własnej doskonałości. Którzy pojęli, że niczym na tę miłość zasłużyć nie mogą. Nie mogą się jej dopominać. Mogą tylko paść Jej do nóg świadomi swojego brudu, nędzy i głodu. Wtedy staje się cud!

Miejmy jednak nadzieję, że starszy syn, a także sprawiedliwi faryzeusze – może nie od razu, może jeszcze nie teraz – zrozumieją dlaczego ojciec z opowieści tak postąpił. Miejmy nadzieję, że opancerzone serca wszystkich zadufanych w sobie, bezwzględnych ascetów bez miłości, męczenników obowiązkowości – skruszeją i zmiękną pod wpływem Największej Miłości. Że także ich serca, otoczone, utulone Miłością, zostaną zdobyte; przestaną wydawać zimny odgłos brzmiących cymbałów, a zaczną pulsować miarowym rytmem żywej, gorącej krwi. Że i oni wyzbędą się zdradzieckiej rany, dławiącego poczucia krzywdy, a przede wszystkim niezachwianego poczucia własnej sprawiedliwości i porządności; że kiedyś i oni wejdą, zapłaczą nad dzieckiem, które kradnie chleb, zasiądą do stołu i będą ucztować-razem z bezdomnymi, bezrobotnymi, a nawet alkoholikami….
Że i oni, choć na razie są martwi – ożyją.

comments

7 People reacted on this

  1. Piękna przypowieść i piękna z niej płynie lekcja dla nas wszystkich. Konfrontuje dwie postawy – ojca i starszego brata.
    Po ludzku obaj mają powody do takiego, a nie innego zachowania. Tyle, że rodzic kocha na ogół
    bezwarunkowo, a mądry rodzic przebacza i przytula tysiąc razy na nowo. Brat już niekoniecznie. Stąd, jeśli umiemy kochać wszystkich miłością bezwarunkową ( i te biedne dzieci, i rodziców,którzy te biedne dzieci niszczą, i ich czasami głupich wychowawców i tych, którzy z różnych powodów odwracają się od tych dzieci, bo są za słabi lub za twardzi, albo nie umieją przebaczać tysiąc razy), to wtedy droga do świętości i do boku naszego Najlepszego Ojca stoi otworem. Szczęść Boże!

  2. Ileż można wybaczać niefrasobliwość młodszego brata?
    „Wtedy Piotr podszedł do Niego i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?”. Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy”.

  3. Ładnie to opowiedziałaś i pokazałaś aktualność. Ale ta historia pewno toczy się dalej, bo młodszy syn za chwilę znudzi się znowu, znowu przepuści majątek ojca i brata, znowu wpadnie w tarapaty … a starszy brat… wciąż winien być heroiczny?

    1. Myślę, że opowieść jest o przemianie gruntownej młodszego syna- obudzeniu się miłości, dzięki miłości, dlatego nie musi powtarzać poprzednich błędów, bo jest już kim innym. A jak go -mimo wszystko- poniesie- to znów trzeba wybaczyć. A starszy brat, niestety nie przeżył metanoi, więc musi przerobić to, co stłumił i dać sobie odpowiedź. Został i pracował z własnej woli (co ważne, bo ojciec dał oby pieniądze dając im jednocześnie wolność) i-na swoim. Więc nie za bardzo jest to heroizm.

  4. No własnie mamy takiego małego, 13-latka, rodzinę patologiczną, pijącą i ćpajacą wspomagamy od lat, dzieciak, umieszczony w Osrodku, ciągle zwiewa do domu, gdzie matka pije, a bracia sprzedali juz nawet miedziana rurę od piecyka i praktycznie nie da sie mieszkać. Wiemy, ze są często głodni, dajemy im jedzenie – co można wiecej, jak? Małemu się przykazuje, zeby wracał i wykorzystał swoje zyciowe szanse – tą szansą jest szkoła – ale on woli wolnośc! Wiem, to są pozory troski, jakas obłuda, ale jak ucztować z celnikami i cudzołoznicami i jednoczesnie normalnie pracować? Nie kazdy jest siostrą Małgorzatą Chmielewską…Jolusiu, to ja, Ewa, w srodku nocy…

    1. Ewuniu, dziękuję za komentarz. A co do patologii: rzecz w tym, żeby dowiedzieć się CZEMU piją, ćpaja i co tam jeszcze. Może kiedyś, wcześniej, gdy za pierwszym razem coś się nie udało, może jeszcze ich rodzicom- zabrakło kochającego ojca? Poza tym- jak jest w Ośrodku, w którym jest 13-latek? Dlaczego zwiewa? Dlaczego nie daje rady ze szkolną niewolą? Może do niego i jemu podobnych trzeba przyłożyć inne kryteria, niż do dzieci z zadbanych rodzin? Może nic nie rozumie, siedzenie 45 minut na tureckich kazaniach jest dla niego męczarnią(może ma ADHD)? Może trzeba go życzliwie przebadać? Oczywiście, że nie wszyscy możemy być siostrami Małgorzatami,pracując, lub nie; ale trzeba się zastanowić czemu tylu małych uciekinierów? Ostatnio w rozmowie z 15-letnim (jednym z czwórki rodzeństwa z DD, którymi opiekuje sie jak tam umiem, bardzo miernie ) pensjonariuszem, który ciągle wchodzi w zatargi, ucieka, klnie, itp. a jedyną metodą wychowawczą w DD jest wzywanie przez wychowawców policji(nie wiadomo po co), a więc w rozmowie z nim usłyszałam : „Ciocia, ty byś tu nawet dwóch dni nie wytrzymała”. I jak tak się przyjrzałam- to on ma racje.
      Ogólnie:ten obszar patologii i biedy jest bardzo zaniedbany rzez wszystkich, a normą wśród specjalistów, decydentów i pracowników jest postawa faryzejska: „Musi znać mores. Sam sobie winien. Musi ponosić konsekwencję swoich czynów”- to są cytaty. A przecież oni(szczególnie dzieci) ponoszą konsekwencje wybitnie nie swoich czynów i decyzji, a w dodatku nie ma się kto za nimi wstawić. Gdyby okazano im więcej serca i zrozumienia…A Twój 13-latek pewnie znalazł już dla siebie formułę na życie, sprawdził, że to gra(w przeciwieństwie do dróg polecanych)- no i jest jak jest. Trudno będzie go z tej drogi zawrócić.

Leave a Comment