Posted on: 14 kwietnia 2013 Posted by: Aleksandra Francuz Comments: 0

Mijający tydzień to święto książki dziecięcej. Sięgnęłam po „Łowy” Emilii Kiereś. Czytane przez Janusza Wintucha w Polskim Radiu w okolicach Bożego Narodzenia przenosiły najmłodszych słuchaczy w świat cudów i dziwów. Starsi odbiorcy rozpoznali właściwe Autorce zacięcie filologiczne.

Redaktorka, tłumaczka na język polski angielskiej literatury dziecięcej, autorka ilustracji, współpracująca z Wydawnictwem Akapit Press i Wydawnictwem Poznańskim wprowadza czytelnika w sieć literackich odgałęzień. Na fabułę „Łowów” można patrzeć wielorako, ale czy wystarczy powiedzieć, że jest to opowieść o poszukiwaniach zaginionego strzelca?

Historia, jakich wiele? Zaczyna się od strugania w leszczynie łuku. Już za chwilę akcja rusza, i do końca nie traci impetu. Marzenie o wielkiej przygodzie przekuje się w czyn. Nieustraszony Franciszek odczyta sens snu, pokieruje wyprawą, uniesie świat dziecięcych trosk. Wypełni wolę dziada proszalnego i Michała. Dzierżąc husarski szyszak – otrzymany w nagrodę za męstwo – zrówna się z ideą wielkich przeznaczonych do walki. Odzyska utraconą tożsamość. Wyjeżdżając z Płużyn, chyba już wie, czym jest ciągłość idei, zakorzenienie.

To pierwszy plan odczytań. Kolejny naprowadza na ślady mistyki miejsca, dziewiętnastowiecznych „ballad i romansów”. „Czucie i wiara” –„szkiełko i oko” – zręby programu Mickiewicza wybrzmiały jak na początku dziewiętnastego stulecia: stały się projekcją nowego. Częścią dziedzictwa Franciszka stanie się wiara w to, co niewidzialne.

W jakiż słowach można zamknąć otchłań, bezdeń duszy? „Łowy” to wirtuozeria literacka. Pochłonie bez reszty małych i dużych. W ciszy lub na tle „Ballady nr 2 F – dur, op. 38” Chopina.

(Emilia Kiereś, Łowy, okładka i ilustracja Emilia Kiereś, Wydawnictwo Akapit Press, Łódź 2012, s. 138.)

comments

Leave a Comment