U progu uroczystych obchodów Stulecia Niepodległości warto poświęcić kilka słów tematyce niezbyt często eksponowanej w mediach głównego nurtu – polityce wyznaniowej II RP, w okresie pierwszych lat jej istnienia, w stosunku do Kościoła katolickiego. Być może spoglądając na regulacje prawne funkcjonujące u zarania Odrodzonej Rzeczypospolitej dostrzeżemy pewne analogie, być może skłonią nas one do refleksji nad tym, jak prawidłowo ułożyć „zdrowe” relacje państwa z Kościołem w nadchodzącym drugim wieku wolnej Rzeczypospolitej. Relacje z realnymi korzyściami dla każdej ze stron.

Na wstępie lojalnie zaznaczam, że z uwagi na mnogość zagadnień prawnych i złożoność problematyki w tekście tym jedynie dotknę, zasygnalizuję wybrane aspekty prawa wyznaniowego II Rzeczypospolitej w pierwszych latach jej istnienia – zwłaszcza w zakresie norm prawnych określających relacje pomiędzy nowo odrodzonym państwem polskim a Kościołem katolickim.

Jako punkt wyjścia zauważmy, że pozycja prawna Kościoła katolickiego po roku 1918 bez wątpienia pozostawała w ścisłym związku z uwarunkowaniami społecznymi okresu zaborów, w tym jego niebagatelnej rolą w „pokrzepianiu polskich serc”. Stanowi to potwierdzenie banalnej prawdy, że ustanawiane prawo nigdy nie abstrahuje od stosunków społecznych – nie tylko je kształtuje na przyszłość, ale też w dużej mierze odzwierciedla. Na kształt polityki wyznaniowej państwa polskiego zasadniczy wpływ miał rozkład sił poszczególnych stronnictw politycznych, grup narodowych i warstw społecznych. Co ważne, w bardzo wielu przypadkach za przynależnością do określonej grupy narodowej podążała przynależność religijna, utrwalając narastające stereotypy i zbitki pojęciowe typu „Polak-katolik”, „Niemiec-protestant” etc.

W nauce i historii prawa właściwie nie kwestionuje się poglądu, że Kościół rzymski uzyskał zdecydowanie uprzywilejowaną pozycję prawną w stosunku do innych związków wyznaniowych działających na obszarze II Rzeczypospolitej. Osoby próbujące prezentować odmienne stanowisko musiałyby się przy tym poważnie nagimnastykować, albowiem przepis art. 114 Konstytucji marcowej z 1921 roku ustanowił swoistą antynomię, w myśl której wyznanie rzymsko-katolickie „zajmuje w Państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań”. Pięknie brzmiąca regulacja na zasadzie primus inter pares w praktyce sprowadzała się – jak nietrudno się domyślić – do akcentowania raczej aspektu „naczelności”, aniżeli „równouprawnienia”. Uprzywilejowanie Kościoła katolickiego wyrażało się nie tylko w znaczeniu honorowym (m. in. ceremonialnym), lecz także miało wymierne przełożenie na jego pierwszeństwo przy dystrybucji funduszy publicznych na cele konfesyjne. Źródłem przyjęcia przepisu w takim brzmieniu był fakt, że wyznanie rzymsko-katolickie stanowiło „religię przeważającej większości narodu” (75% katolików przy 10,5% prawosławnych, tyluż procentach żydów oraz 3,7% – ewangelików).  

Na tle uchwalanych po I wojnie światowej konstytucji innych państw nasza rodzima ustawa zasadnicza z 1921 roku poświęcała kwestiom religijnym relatywnie sporo miejsca. Zapowiedzią tego są chociażby już jej pierwsze słowa, wyrażające Invocationem Dei, odwołującą się do Imienia Boga Wszechmogącego. Stosownie do art. 111 Konstytucji marcowej „wszystkim obywatelom poręcza się wolność sumienia i wyznania”. Aspekt wolności religijnej dotyczył zarówno sfery publicznej, jak i prywatnej. Kolejny artykuł limitował jednak ową swobodę, zabraniając używania wolności wyznania „w sposób przeciwny ustawom”.

A jak przedstawiała się sytuacja prawna osób bezwyznaniowych i chcących zmienić wyznanie? Otóż w orzecznictwie sądów z brzmienia przepisu art. 111 interpretowano prawo do bezwyznaniowości (zauważmy, że expressis verbis nie zostało ono przez ustrojodawcę wyrażone). Tym niemniej aparat administracji państwowej – wbrew konstytucyjnemu prawu jednostki do zmiany wyznania – po częstokroć skutecznie utrudniał obywatelom formalną zmianę konfesji, zwłaszcza gdy miałaby ona nastąpić ze szkodą dla stanu liczebnego katolików. Obywatele II RP nie mieli przy tym możliwości skorzystać z dobrodziejstwa prawa do nieujawniania swoich przekonań religijnych. Wszelkie oficjalne formularze i dokumenty państwowe każdorazowo zawierały oprócz innych, „standardowych” danych osobowych, także rubrykę „wyznanie”. Ponadto, praktyka organów administracji państwowej, szczególnie na terenach byłego zaboru rosyjskiego, w sposób konsekwentny utrudniała życie obywatelom nieidentyfikującym się z którymkolwiek wyznaniem, uniemożliwiając im przy rejestracji aktów stanu cywilnego wpisywania w rubryce „wyznanie” określenia „bezwyznaniowy”.

Warto zaakcentować, że w myśl Konstytucji „Kościół Rzymsko-Katolicki rządzi się własnymi prawami”, zaś „Kościoły mniejszości religijnych i inne prawnie uznane związki religijne rządzą się same własnymi ustawami, których uznania Państwo nie odmówi, o ile nie zawierają postanowień sprzecznych z prawem”. Łatwo dostrzec w zestawieniu tych dwóch przepisów fundamentalną różnicę w podejściu władz państwowych do swobody działalności Kościoła rzymskiego na tle traktowania innych związków wyznaniowych. Przypomnijmy sobie sformułowanie o „naczelnym stanowisku wśród równouprawnionych wyznań”… Już chyba wiemy, co prawodawca miał na myśli? Oczywiście dodać należy, że przepis Konstytucji marcowej w odniesieniu do stosunków Państwa i Kościoła katolickiego stanowił, że będą one określone „na podstawie układu ze Stolicą Apostolską, który podlega ratyfikacji przez Sejm”. Konkordat pomiędzy II RP a Stolicą Apostolską został zawarty w dniu 10 lutego 1925 roku – to już jednak temat na osobny felieton.

***

Ostatnie stulecie przyniosło szereg rozwiązań w polityce wyznaniowej państwa polskiego – począwszy od „naczelnej” pozycji i uprzywilejowania Kościoła rzymskiego, przez czasy stalinizmu i Konstytucji PRL z 1952 roku wprowadzające wrogą separację, po okres transformacji ustrojowej i czasy współczesne, kiedy to na mocy obecnie obowiązującej konstytucji z 1997 roku mamy ustanowiony tzw. „przyjazny rozdział Państwa i Kościoła”. Tyle w sferze prawa. Bez wątpienia nauki polityczne i społeczne miałyby do przedstawienia wiele innych aspektów, które dopiero wszystkie razem wzięte pozwoliłyby odtworzyć prawdziwy obraz polityki wyznaniowej państwa. Nie trzeba być prawnikiem, żeby stwierdzić banalną prawidłowość, że niejednokrotnie „prawo sobie, a życie sobie”. Także w zakresie prawa wyznaniowego.

_

Przygotowując tekst, korzystałem z nw. źródeł:

  1. Bardach, B. Leśnodorski, M. Pietrzak, Historia ustroju i prawa polskiego, Warszawa 2005.
  2. Pietrzak, Prawo wyznaniowe, Warszawa 2010.

Ustawa z dnia 17 marca 1921 roku – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. Nr 44, poz. 267).

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.