Posted on: 3 listopada 2012 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 1

XXXI Niedziela Zwykła
Mk 12,28b-34

Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych. Rzekł Mu uczony w Piśmie: Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Niecałe półtora roku jestem księdzem. Ten krótki czas był wystarczający, żeby znaleźć się w wielu pięknych i cudownych sytuacjach, ale również w wielu sytuacjach niełatwych i wyjątkowo trudnych. W tym czasie mogłem także poznać wielu ciekawych i wybitnych ludzi, świętych chrześcijan. Nie brakowało również spotkać z ludźmi – ujmijmy to delikatnie – dziwnymi.

Poznałem ludzi – biznesmenów „wierzących” i gorliwie „praktykujących” w każdą niedzielę, a nawet w tygodniu, którzy jednocześnie potrafili nie tylko niegodnie traktować swoich pracowników, ale wręcz ich prześladować i torturować. Poznałem „pobożne”, nobliwe i dostojne w swym wieku niewiasty, każdego dnia klęczące z różańcem w ręku, obecne na mszy św., które jednocześnie byłyby zdolne – gdyby je wyposażyć w kałasznikowy – dokonać rewolucji politycznej i rozstrzelać sprawujących władzę w Polsce w trosce o narodowo-katolickie ideały. Poznałem również mężczyznę, człowieka „na poziomie”, niezwykle religijnego, który każdego dnia był obecny w świątyni, pobierał nauki w domach formacji chrześcijańskiej i zakonach, a jednocześnie potrafił niszczyć swoją rodzinę, znęcać się psychicznie i fizycznie nad żoną i córką.

Z drugiej jednak strony, wśród moich znajomych są osoby, które uważają się za ateistów lub poszukujących Boga, które prowadzą życie prawe, etyczne, niezwykle uczciwe. Pewnego razu, kiedy znalazłem się w trudnej sytuacji życiowej, nikt z sióstr i braci w wierze nie wykazał żadnego zainteresowania, nie zaproponował pomocy, nie wsparł dobrym słowem, tylko mój znajomy – ateista, motywowany czysto ludzkim odruchem.

Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Słuchaj Boga, kochaj Go całym sercem, całą duszą, całym umysłem i ze wszystkich sił, a drugiego człowieka kochaj, jak siebie samego.

Pan Bóg zachęca nas dzisiaj do zadania sobie trudu refleksji nad miłością wobec Niego i drugiego człowieka. Zastanówmy się więc, jak wygląda to w naszym życiu. Nie w deklaracjach, chęciach i pragnieniach, ale w codziennej praktyce życia.

Co to znaczy słuchać Boga? To znaczy poszukiwać Jego woli na modlitwie, w słuchaniu Jego Słowa, które czytane w czasie każdej liturgii jest kierowane bardzo osobiście do Operators with no strong mobile.the-best-casinos-online.info presence should fear the outcomes of the 2012 Pew Internet study that demonstrated 31% of adult mobile.the-best-casinos-online.info internet customers – 17% of adult cell phone customers – consider their phones to become their primary approach to being able to access web-based services. każdego z nas i dotyka konkretnych sytuacji naszego życia. Słuchać Boga tzn. rozważać Ewangelię każdego dnia i zastanawiać się, co Bóg pragnie mi powiedzieć. Słuchać Boga tzn. patrzeć na wydarzenia naszego życia przez pryzmat wiary i odczytywać znaki czasu.
Co to znaczy miłować Boga? To nie jakaś wzniosła, abstrakcyjna idea, ale to również codzienna praktyka życia. Miłować Boga, to stawiać Go na pierwszym miejscu w swoim życiu, nawet przed samym sobą i innymi osobami oraz cenić Go bardziej niż wszystko inne na świecie. Kochać Boga to słuchać Go, wypełniać Jego wolę, czyli postępować tak, jak On chce. Kochać Boga, to uznać Go za Jednego Pana, nie kreować swoich własnych bogów i bożków. Kochać nie oznacza odczuć i emocji, ale oznacza przed wszystkim „być dla Boga”, „istnieć dla Niego”. Czy jesteśmy do tego zdolni? Własnymi siłami z pewnością tego nie dokonamy. Jedynie we współpracy z Bogiem możemy wydoskonalać się w miłości, a tym samym w świętości. Bóg wie, że jesteśmy za słabi, aby kochać Go doskonale. Miłość, podobnie, jak wiara jest procesem. Jedynym, który doskonale kochał Boga, był Jezus Chrystus. „Będziesz miłował Pana Boga swego” – czasownik „będziesz” oznacza tu nie tylko nakaz, ale też obietnicę, że tak będzie w przyszłości, jeżeli naprawdę o to się będziemy starać.

Z miłością Boga, nierozerwalnie wiąże się miłość bliźniego. Nie można kochać Boga, a jednocześnie nie darzyć miłością i szacunkiem drugiego człowieka. Niestety, nie brakuje wśród nas – ludzi wierzących – postaw schizofrenicznych. Tak wiele jest podziałów, podwójnej moralności, oddzielania sfery wiary od codziennego życia. Smutny to obraz naszego katolickiego, „wierzącego” społeczeństwa podzielonego na różnych płaszczyznach, skonfliktowanego. Coraz częściej uruchamiane są złe emocje i podsycana nienawiść. Natomiast kochać bliźniego, to widzieć w nim brata i siostrę, jako brata i siostrę go traktować. Tworzymy jedną wspólnotę, gromadzimy się na Eucharystii jako jedna rodzina, jako Kościół. Wszyscy jesteśmy przed Bogiem równi, jesteśmy Jego dziećmi. Zdarza się jednak, wcale nie tak rzadko, że opuszczamy mury świątyni i stajemy się dla siebie agresywni, zgorzkniali, wrogo nastawieni, rywalizujemy, poniżamy, wykorzystujemy jedni drugich. Tymczasem wystarczy niewiele – chociażby zwykły uśmiech, zamiast wzroku pełnego złości czy nienawiści.

Kochać Boga i kochać bliźniego, to znaczy kochać Kościół. Tak często jednak na Kościół patrzymy czysto po ludzku. Nie dostrzegamy, że to nasz dom i rodzina, ale widzimy w nim przede wszystkim instytucję. Tymczasem Kościół to ciało Chrystusa, to sam Chrystus. Czy można więc kochać Boga, nie kochając Kościoła?

Przykłady chorej, „schizofrenicznej wiary” przytoczyłem we wstępie tego rozważania nie po to, aby zgorszyć kogokolwiek, ale po to, by dobitniej uświadomić nam prawdę, która płynie z dzisiejszej Ewangelii – nie można oddzielić życia duchowego od praktyki życia; nie można oddzielić miłości Boga od miłości bliźniego. Wszak miłować Boga całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia, ofiary, modlitwy, odmówione litanie, odbyte pielgrzymki, pobożne praktyki, duchowe uniesienia, uzdrowienia czy prywatne objawienia.

comments

1 people reacted on this

  1. Zastanawia mnie ten odruch serca u ateisty, który ani się nie modli, ani nie rozważa Słowa Bożego, nie słucha go na liturgii, bo w niej nie uczestniczy, nie stawia (świadomie) Boga na pierwszym miejscu, bo w Niego nie wierzy-skąd więc ten odruch serca? I ja znam wielu, także bliskich mi ateistów, którzy zawstydzają mnie swoim oddaniem dla innych, prawością i empatią, którzy biegną na pomoc, gdy tylko usłyszą wezwanie. Mam wrażenie, ze to są ci, którzy bardzo się zdziwią, gdy na Sądzie Pan im powie-chodźcie, bo mnie nakarmiliście, odzialiście itd., Myślę jeszcze , że Pan Bóg ma swój sposób, żeby do nich mówić, a oni w sposób naturalny- słuchają. Jestem szczęśliwa, że mam Pismo, liturgię, sakramenty, które mnie żywią i umacniają i prowadzą, ale czasem myślę, że lepszy jest ode mnie ten, który takiego wsparcia nie ma, a postępuje godnie.
    Bardzo serdecznie pozdrawiam księdza Bartka, dziękuje za piękne rozważanie i życzę coraz to nowych doświadczeń – i dłuuuugiego kapłaństwa!
    JEW

Pozostaw odpowiedź Jolantaa Anuluj pisanie odpowiedzi