Posted on: 24 października 2012 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

Od niedawna znajduję w „Tygodniku Powszechnym” dużo listów do redakcji, a jest to rubryka, z której istnienia cieszę się wyjątkowo mocno. Bo wprawdzie rozumiem niepokoje autorów tekstów „Rzeczpospolita dezinformacji” i „Duch dziejów się ulotnił” z „Tygodnika” nr 42 i 43 (wydania z 14 i 21 października 2012), którzy szukają przyczyn klęski mediów, jednak bez rozmowy pisma z czytelnikami żadne medium na dłuższą metę nie może kwitnąć. Tylko współdziałanie, a nie bierna konsumpcja, daje życie. Mam też nadzieję, że przynajmniej w prasie katolickiej powróci rubryka przeglądu prasy wartej uwagi i wtedy, kiedy się jej zdanie podziela i wtedy, kiedy warto na ten temat toczyć dyskusje. Liczy się przecież współdziałanie, a nie propaganda.

Jest jednak coś ważniejszego – pisma, tytuły, programy mogą ginąć, natomiast problem zawodu dziennikarskiego to sprawa osobna. To ta profesja, a nie same redakcje, zdają teraz najtrudniejszy egzamin. To jakość tego zawodu, a mówiąc dobitniej: etyka dziennikarska, albo jej brak, rozstrzyga o tym, czy ten zawód jest jeszcze coś wart. Tymczasem problem etyki, wydaje się, przestał już zaprzątać gremia zespołów redakcyjnych, a nawet same kierownictwa stowarzyszeń dziennikarskich (w tym również stowarzyszenia z przymiotnikiem: „katolickie”). Od kiedy nie obraduje już Rada Etyki Mediów? Niedawno przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stanął pod zarzutem współtworzenia imprezy partyjnej, co przecież jest zaprzeczeniem najbardziej elementarnych zasad dziennikarstwa, i nie wyjaśnił niczego, nikt również niczego od niego nie chciał.

Kiedy się zrodzi niepokój związany z faktem, że tylu pierwszoligowych dziennikarzy nie ma własnego zdania w kwestiach spornych, jeśli tylko pojawia się obowiązek dania świadectwa lojalności partyjnej? To samo dotyczy manipulowania gościem albo gośćmi zaproszonymi do „dyskusji”. Kiedy zginęła troska o niemieszanie komentarza z informacją? Kiedy przestało przeszkadzać wprowadzanie języka inwektyw i pogardliwego traktowania każdego, kto stoi na innym stanowisku? Bardzo bym chciała namówić moich dawnych kolegów z „Tygodnika Powszechnego”, żeby nie tylko zapraszali gości do dyskusji nad tymi zmartwieniami, ale podzielili się własnymi doświadczeniami w tej mierze.

Na koniec pozwalam sobie wyrazić prośbę związaną z problemem, któremu poświęcam ten komentarz. Prośbę pod adresem ojca dyrektora radia toruńskiego: w ciągu kilku dni w okolicy 20 października, w kolejnych wypowiedziach ojca dyrektora słyszałam następujący zwrot, opatrzony bardzo poważnymi oskarżeniami: „media wątpliwego nurtu”. Nie rozumiem tego wyrażenia, nie wiem czego dotyczy. Uważam, że powinno ono być precyzyjnie wyjaśnione, z podaniem definicji i przykładów.

Więcej felietonów Józefy Hennelowej w rubryce „Tu i teraz”.

comments

Leave a Comment