profilowe na stronę KTPO planowanym występie Stanisława Michalkiewicza w ramach tegorocznej edycji Nocy Kościołów dowiedziałem się bodaj z jednodniowym wyprzedzeniem. Znajomość jego poglądów i skłonności do radykalnych wypowiedzi kazała już wtedy zaniepokoić się przypuszczalnym obrotem wydarzeń. Tym niemniej z zasmuceniem przeczytałem w poniedziałkowym wrocławskim dodatku do „Gazety Wyborczej” relację z piątkowego wykładu.

Michalkiewicz miał chociażby dowodzić, że „chrześcijanie podlizują się Żydom”, a „chrześcijaństwo współczesne cierpi na choroby zawleczone z zewnątrz”, tj. na przykład judeochrześcijaństwo, które określił mianem „dziwoląga”. W jego wypowiedziach, obok treści antysemickich nie zabrakło ponoć wątków homofobicznych czy skrajnych diagnoz obecnej sytuacji politycznej. Wszystkie te słowa kontrowersyjny publicysta wygłosił z ambony wrocławskiego kościoła pw. św. Bonifacego. Podobne spotkania zaplanowano w Oławie i w Świdnicy.

Jak czytać przyzwolenie dla tych tez w kontekście budowanego skrupulatnie od dziesiątek lat dialogu chrześcijańsko-żydowskiego? W kontekście jasnej i definitywnej wykładni ostatnich papieży wyraźnie określającej antysemityzm jako grzech? W kontekście wreszcie – i przede wszystkim – chrześcijańskiego orędzia miłości względem drugiego człowieka? Czym tłumaczyć zgodę na występ w świątyni, mając wzgląd na treść dotychczasowych wystąpień prelegenta?

Z wielką radością uczestniczyłem na początku roku we wrocławskich obchodach Dnia Judaizmu w Kościele Katolickim. Spotkania w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego upłynęły na na wspólnych modlitwach, muzykowaniu, dyskusjach o wspólnocie korzeni i o tym co dziś może łączyć chrześcijan i żydów. Wzajemne poznawanie się w duchu poszanowania było możliwe dzięki udziałowi społeczności żydowskiej z rabinem Wrocławia Tysonem Herbergerem na czele. Kościół katolicki reprezentował chociażby arcybiskup senior Marian Gołębiewski. Należy dziś zapytać, czy organizatorzy nie widzą sprzeczności pomiędzy jednym a drugim wydarzeniem i czy przyzwolenie na piątkowy wykład nie stawia muru między katolikami i żydami z Wrocławia, których chcielibyśmy bratać, zamiast tworzyć nowe podziały.

Za zaproszenie Michalkiewicza na Noc Kościołów odpowiada diecezjalne Radio Rodzina, podlegające metropolicie wrocławskiemu, który zresztą objął wydarzenie swoim patronatem. Abp Józef Kupny zachęcał do udziału w cyklu spotkań, przekonując, że „ta dodatkowa możliwość przebywania w przestrzeniach sakralnych, stanie się także inspiracją do zaangażowania na rzecz tworzenia współczesnej kultury chrześcijańskiej – kultury odpowiedzialnej miłości i otwarcia na drugiego człowieka”.

Tak mogłoby i powinno się stać. Noce Kościołów w swej formule nawiązują do Nocy Muzeów. O ile impreza kulturalna, która stała się dla nich inspiracją, stanowi wyjście naprzeciw osobom na co dzień nie znajdującym czasu czy pieniędzy na regularny kontakt z kulturą, bądź też zwyczajnie niespecjalnie nią zainteresowanych, o tyle Noce Kościołów mogą być szansą na przyciągnięcie do Kościoła osób zagubionych, niewierzących czy nawet deklarujących się jako katolicy, ale zniechęconych taką czy inną postawą kościelnego personelu.

Warto zadać sobie pytanie: czy taką moc przyciągania mogą mieć słowa Stanisława Michalkiewicza? Czy może na osoby niechętne Kościołowi zadziała magnetyczna siła nazwisk pozostałych gwiazd tegorocznej imprezy: Cezarego Gmyza, Jana Pospieszalskiego, Tomasza Terlikowskiego czy Marka Jurka? Odnoszę wrażenie, że taka obsada przynieść może wyłącznie odwrotne skutki. Podobnie zresztą jak trudno oczekiwać (obym się mylił!), by piękno chrześcijańskiej wrażliwości na problemy wykluczonych przybliżyli zainteresowanym goście panelu „Etyka biznesu – etyka życia gospodarczego”, w roli których wystąpiły wyłącznie tuzy bankowości, wielkiego biznesu, wolnorynkowych think tanków czy organizacji zrzeszających pracodawców.

Wyraźny przechył na prawo nie jest zresztą u organizatorów niczym nowym. Kilka miesięcy temu zwracał mi na to uwagę pewien zasłużony kapłan, wyraźnie taką jednostronnością zaniepokojony. Jego apele, by dopuścić do głosu bardziej umiarkowane środowiska, nie spotkały się na Ostrowie Tumskim – co doskonale ilustruje przykład Nocy Kościołów A.D. 2015 – z pozytywnym odzewem. Odnieść można wrażenie, że tutejsze środowisko gloryfikuje wszelkie skrajności, jeśli na niedawny pełen skandalicznych treści wykład księdza Oko sprowadza się do auli PWT wszystkich kleryków, sygnalizując: to jest postać, na której macie się wzorować!

Dlatego czuję się zobowiązany do zabrania głosu. Nie może być przyzwolenia dla głoszonych z ambony treści pełnych ksenofobii, złych emocji i wszystkiego tego co sprzeczne z chrześcijańską wizją świata. I chcę tu podkreślić – jestem ostatnim, który by kogokolwiek wykluczał, zabraniał komukolwiek wstępu do kościoła. Ale nie ma mojej zgody na to, by treści, do których przyzwyczaił nas pan Michalkiewicz, padały z ołtarza.

Odczuwam też dyskomfort, że wszystko to odbywa się w mieście budującym wizerunek otwartego i tolerancyjnego, w mieście kardynała Bolesława Kominka, w 50 lat po słynnym orędziu biskupów polskich do biskupów niemieckich, którego był autorem i inicjatorem.

Przykro mi, że zaprzepaszczono kolejną szansę na pokazanie dobrej twarzy Kościoła osobom zwykle mu odległym. Liczę na jasne stanowisko księdza arcybiskupa Józefa Kupnego – osoby, którą cenię i którą w publicznych dyskusjach niejednokrotnie podawałem za przykład dobrego biskupa.

Niezależnie od tego, czy coś się w tej sprawie wydarzy, wszystkim zdegustowanym sprawą chciałbym powiedzieć: to nie jest prawdziwy Kościół. Prawdziwy głos Kościoła jest zgoła odmienny. Choć nierzadko trudno słyszalny, bo niezbyt donośny i przykrywany przez incydenty takie jak ten.

Wszystkich rozczarowanych pragnę zaprosić do wrocławskiego Klubu „Tygodnika Powszechnego”. Środowiska, które budujemy we Wrocławiu, za co dziękował mi wspomniany wcześniej rozczarowany radykalizmem głosu płynącego z Ostrowa Tumskiego ksiądz, widząc w nim dobrą dla tego głosu przeciwwagę. U nas nie znajdą Państwo potępienia tego, co zasługuje na szacunek i akceptację. Chcemy rozmawiać ze wszystkimi i o wszystkim, bez względu na wyznawany światopogląd, religię czy przynależność do tej czy innej grupy. Nie przemawiamy z kościołów. Zgodnie z wezwaniem papieża Franciszka do wyjścia na peryferia organizujemy swoje spotkania nie tylko w siedzibie jednego z duszpasterstw akademickich, ale też na Uniwersytecie, w Ossolineum, Mediatece, Sanatorium Kultury czy kojarzonej raczej ze środowiskiem lewicy laickiej księgarnio-kawiarni Tajne Komplety.

Tylko w zeszłym miesiącu zaprosiliśmy ks. Jana Kaczkowskiego, dającego świadectwo bezgranicznego zawierzenia Bogu, pomimo ciężkiej choroby i nieprzyjemności, których doświadczył z wnętrza wspólnoty Kościoła, a o głębokości myśli religijnej Tadeusza Mazowieckiego opowiadali nam ks. Adam Boniecki i Andrzej Brzeziecki.

Dzisiaj chcemy zaprosić na najbliższy czwartek na godzinę 18. właśnie do Tajnych Kompletów na spotkanie z ojcem Ludwikiem Wiśniewskim. Przyjdźcie. Przekonajcie się, że Kościół może być inny!

* autor jest koordynatorem Klubu „Tygodnika Powszechnego” we Wrocławiu

comments

One thought on “Non possumus. To nie jest (nasz) Kościół!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.