Posted on: 29 kwietnia 2015 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Nie rozumiem dziennikarzy, którzy z uporem godnym lepszej sprawy powtarzają tezę, że zapraszanie do Polski racjonalnej, a nie radykalnej, ma oznaczać w intencji zapraszającego kandydata dzielenie przez niego Polski na wrogie obozy. Jest dla mnie jasne, że jest to zapraszanie wszystkich, aby tworzyli Polskę racjonalną, czyli zgodną, a nie radykalną, czyli podzieloną bez szans na umiejętność różnienia się. Bo tylko wtedy uda się to, co trzeba zrealizować wspólnie dla dobra wszystkich. Dokładnie tak robiliśmy przecież  25 lat temu, od Okrągłego Stołu poczynając.

Nie rozumiem również redaktorów pewnej radiostacji, w której kilka dni temu zapowiedziano program z udziałem jednego z kandydatów, obiecując, że będzie to program pod jego hasłem: „Przyszłość ma na imię Polska”. Kandydat rzeczywiście się pojawił (nie wydaje mi się, nota bene, aby którykolwiek inny też był zaproszony) i przez kwadrans słuchałam programu ciekawa, czego się dowiem. Usłyszałam jednak tylko kolejne zarzuty pod adresem kontrkandydata, z minuty na minutę coraz mniej poważne, za to gęste od emocji. Z tym momentem ostatecznie przestałam słuchać medialnych spotkań, bo nie potrafię już uwierzyć, że mogą być poważne. Na szczęście, jeszcze tylko półtora tygodnia kampanii prezydenckiej przed nami.

comments

Leave a Comment