Posted on: 5 lipca 2013 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

Muszę zacząć bardziej, niż serio. Niestety, reaguję na tę sprawę z opóźnieniem, co wynika z sytuacji, w której już od dawna zdana jestem na pomoc innych oczu w lekturze „Tygodnika Powszechnego”. Ostatnia strona „Tygodnika” z 30 czerwca 2013 nigdy nie powinna się była ukazać w piśmie takim, jak „Tygodnik”. Przypadki w rodzaju tego, który sprawił, że nikt nie rzucił okiem na dostarczone w ostatniej chwili reklamy, niestety nie są wytłumaczeniem. Same okładki książek niewątpliwie ocierających się o pornografię mogą ukazywać się w tabloidach dowolnego formatu i tytułu, ale nigdy w piśmie, które założył Jerzy Turowicz, a do tego jeszcze radosna zapowiedź wznowienia autorki skandalicznej literatury sprzed półwiecza. Nie wiem, jaką satysfakcję i zadośćuczynienie powinni otrzymać czytelnicy, ale będę go szukała w następnym numerze, bo pierwszy lipcowy (z 7 lipca) milczy na ten temat. I jest mi z tego powodu i przykro, i wstyd.

Świat reklamy medialnej w ogóle dawno powinien przestać być traktowany, jako dość niewinne zło konieczne, bo musiałoby to oznaczać zgodę na banał, a nawet głupotę. Tymczasem nie ma zgody na przemycane przez ten świat sugestie wartościujące, które bardzo daleko zaprowadzą, jeżeli dalej będziemy tak uważali. To już nie tylko casus następnych tysięcy naiwnych nabranych na fałszywe kredyty i następnych milionów tyjących dzieci po reklamach fast foodów. To przemycanie podejrzanych „suplementów diety” o nieznanych skutkach ubocznych, to zupełnie niewinne hasła w rodzaju: „żyj tak jak lubisz” podsuwane razem z ofertą zachowań niby spontanicznych. Pewnie wielu mądrych ludzi dawno to odkryło, ale cicha zgoda na zasadę, że medium nie odpowiada za reklamy, bo są one w sferze pozaredakcyjnej, powinna zostać postawiona pod ogromnym znakiem zapytania.

I już tylko na koniec: przed nadchodzącą w niedzielę, 7 lipca, rozstrzygającą turą wyborów w Elblągu (traktowanych w mediach niesłychanie poważnie) pozwalam sobie wyznać, że mimo wielu usłyszanych argumentów, przeżywam z ogromnym smutkiem perspektywę podjęcia decyzji o przekopaniu Mierzei Wiślanej tylko po to, by Elbląg mógł dorównać Gdańskowi. Pamiętam mierzeję jako jedno z najpiękniejszych miejsc Polski, nie potrafię pogodzić się z tym, że przestanie istnieć, bo tak zachciało się mieszkańcom, którzy w tej właśnie wizji widzą swoją przyszłość. Nie potrafię uwierzyć, że można coś w moim kraju zniszczyć, bo tylko ten jeden fakt: bezpowrotne zniszczenie jest w tym przypadku stuprocentowo pewne.

comments

Leave a Comment