Posted on: 12 października 2013 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 0

jola_elkanŁk 17, 11-19
Stało się, że Jezus zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei.
Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami».
Na ich widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom». A gdy szli, zostali oczyszczeni.
Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin.
Jezus zaś rzekł: «Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec».
Do niego zaś rzekł: «Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”

 

Pan uzdrowił dziesięciu, a  tylko jeden wrócił, by podziękować.

Wszyscy wołali, wszyscy chcieli być uzdrowieni. Wszyscy wierzyli, że właśnie On może ich uzdrowić.

Jezus tym razem nie zrobił nic, żadnego spektakularnego gestu, żadnych pytań. Po prostu kazał im pójść i ukazać się kapłanom.

Trędowaci byli nie tylko wykluczeni(musieli żyć poza społecznością- w tym wypadku zapewne poza wsią.) „ Trędowaty, dotknięty plagą, będzie miał rozerwane szaty, włosy nie uczesane, brodę zasłonięta i będzie wołać: Nieczysty! Nieczysty!” (Księga kapłańska, 13;45-46)

Ukazać się kapłanom szedł ten, którego trąd ustąpił, albo przynajmniej zaobserwował u siebie jakieś objawy zanikania choroby. Wówczas po pewnych skomplikowanych i długotrwałych obrządkach oczyszczających mogli być uznani za czystych i wrócić do miasta, lub wsi( w oryginale do obozu, bo przepisy powstały, gdy Lud wędrował.).

A oni -wszyscy!-  uwierzyli Mu i poszli od razu, choć nadal byli trędowaci; trąd znikł, gdy szli! W drodze zostali uzdrowieni.

Tak więc idąc, spostrzegli, ze choroba ustąpiła. Ich radość musiała być wielka!  Nareszcie będą żyć we wsi wraz ze wszystkimi, jak każdy godny człowiek, bez piętna trądu! Tym prędzej pobiegli ukazać się kapłanom! Czekała ich jeszcze cała seria niezbędnych obrządków, a zapewne niecierpliwie oczekiwali na spotkanie z bliskimi! Uzdrowiciel tak kazał i Prawo tak nakazuje. Postąpili więc jak każdy pobożny Żyd by postąpił.

Był też wśród nich Samarytanin.  I on jeden powrócił, padł do Jego stóp i dziękował za uzdrowienie.

Nic właściwie nie można zarzucić postawie tych dziewięciu – zachowali się tak, jak trzeba. Byli pewni, że rytualne oczyszczenie jest teraz najważniejsze. I bardzo dosłownie wypełnili to, co On im powiedział.

Czemu więc Uzdrawiający pyta o nich? Czemu dziwi się, że nie wrócili podziękować? Przecież dziękowali na swój sposób! Kapłani byli wszak dla nich przedstawicielami Boga. A Samarytanin nie musiał wypełniać PRAWA!

Po raz kolejny widzimy, jak literalne rozumienie Prawa i przedkładanie go nad osobiste spotkanie z Panem oddala wierzącego od Samego Boga. Jak niszczy żywy z Nim kontakt.

Wszyscy usłyszeli „Idźcie!” – i posłuchali. Ale tylko Samarytanin zrozumiał, że w wezwaniu Jezusa ważniejsze było słowo „idźcie” niż słowa „ukażcie się kapłanom”.  Zrozumiał, że na Jego słowo, trzeba podjąć wezwanie, wejść na drogę, którą wskazuje, iść nią i to właśnie ten akt pełnej ufności, akt zawierzenia czynem- uzdrawia.  Słowo wezwania dotknęło go bezpośrednio i dało mu światło, poruszyło jego serce i wskazało właściwy kierunek. Zasłona przepisów nie odgrodziła go od Prawdy.

Wrócił, padł do stóp i dziękował Jezusowi. A Jezus rzekł: „… wrócił i oddał chwałę Bogu”. Samarytanin rozpoznał więc w nim Boga! Tylko on jeden. Jezus uzdrowił dziecięciu- bo wszyscy uwierzyli i poszli na Jego słowo. Tych jednak, których krępowały przepisy i którym bardziej spieszno było do odzyskania swojej utraconej przez chorobę pozycji, którzy nie dostrzegli oni źródła swojego uzdrowienia, nie rozpoznali Boga żywego,  Pan zdołał uzdrowić tylko fizycznie Tego  jednego, który wrócił i oddał chwałę Bogu w Nim – uzdrowił w pełni.  Uzdrowienie dotyczyło całej osoby wdzięcznego Samarytanina, dlatego tylko do niego Jezus mów „ Twoja wiara cię uzdrowiła”.

Podobnie, Syryjczyk Naaman po uzdrowieniu, (wydawałoby się poprzez błahą czynność- zanurzenie w rzece, której nie znał) wrócił do Elizeusza ze słowami: „Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem.”  A nie mogąc namówić proroka do przyjęcia daru wdzięczności, tym bardziej upewnił się, ze nie zawdzięcza uzdrowienia ani jemu, ani siedmiu zanurzeniom w Jordanie, ale pełnemu pokory posłuszeństwu Bożej woli przekazanej przez Elizeusza. Toteż postanowił do końca życia czcić Boga Izraela (którego przedtem nie znał), składając ofiarę na izraelskiej ziemi.

Obaj cudzoziemcy nie byli obeznani ze zwyczajami żydowskimi; Naaman nic nie wiedział o znaczeniu wód Jordanu dla Izraelitów, bezimienny Samarytanin z pogranicza  nie wiedział nic o Prawie. Ale jeden i drugi potrafili rozpoznać działanie Boże i Bożą obecność w akcie własnego uzdrowienia.

I znów można zadać sobie pytanie: a więc nieważne, co się wie o Bogu? Nieważne czy zna się Prawo i Przykazania?

„Żadną miarą”jak powiada św. Paweł. Wszystko pozostaje w mocy, ale przesłanie Jezusa, przesłanie Boże nie może być skrępowane przez przepisy i ryty. Pan wybrał do uzdrowienia i oświecenia tych nieobznajmionych, niewiernych, pogan, by nie tyko swoim współczesnym,  także nam, Nowemu Izraelowi coś przekazać. Dobrze jest przejść porządna katechezę i wiedzieć co to sakramenty i żyć nimi, odmawiać różaniec i koronki, dobrze jest modlić się brewiarzem, dobrze jest chodzić na nabożeństwa, odprawić dziewięć piątków i śpiewać Godzinki(a ktoś jeszcze śpiewa?) . Ale gdy staje się to  wartością samą dla siebie, gdy uważamy się z tego powodu za lepszych od innych, którzy tego nie czynią – trzeba włączyć alarm wiary. Nie z własnej pobożności i akuratności, lecz z Niego Samego i tylko z Niego mamy się chlubić. Nie róbmy sobie z religijności zasłony, bo nie dojrzymy za nią żywego Boga. I pamiętajmy, że  nieochrzczeni, niewierzący i innowiercy, niewiedzący i nieuczeni  mogą być o wiele bliżej Pana!

comments

Leave a Comment