Posted on: 6 listopada 2013 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Internet nie jest właściwym miejscem dla listów otwartych. Także dobre chęci autorki nie są dostatecznym uzasadnieniem do jego napisania – trzeba na to i większej przestrzeni, i większego prawa do zabierania głosu. Chciałabym jednak, aby taki list powstał. I żeby był poświęcony problemowi uczciwości w mediach katolickich, a adresowany do osób kierujących tymi mediami w Polsce.

Dzień po śmierci Tadeusza Mazowieckiego wszystkie gazety bez wyjątku starały się oddać sprawiedliwość życiu i dorobkowi Zmarłego. Problem uczciwości stanął wówczas przed czytającymi, jak ja, jako problem nie do ominięcia. Bo w uczciwości nie chodzi o komentarz czy wyrażenie opinii, lecz po prostu o fakty. Kiedy w „Naszym Dzienniku” – jedynym prezentowanym jako głos katolicki – czytam pierwsze zdanie zaczynające się od słów „ostatni premier PRL” pytam siebie, czy to jest istota sprawy, dla której autorka zabiera głos, bo przecież pierwsze słowa najbardziej się liczą. Kiedy czytam podtytuł: „od PAX-u do grubej kreski”, a w tekście ani śladu informacji o demonstracyjnym zerwaniu przez Zmarłego więzi z PAX-em pod określoną datą, ani słowa o publicznym rozliczeniu się z własnej działalności, którą ocenił jako błędną, i ani słowa o tym, że wiele razy wyjaśniał, iż nie zapowiedział żadnej „grubej kreski” tylko „grubą linię” oddzielającą przeszłość od Polski stającej się wolną, już nawet nie pytam o uczciwość, tylko mi wstyd. Kiedy wśród rozmówców autorki artykułu znajdują się tylko ludzie obrzucający Zmarłego wzgardliwymi epitetami, a jedyny dopuszczony do głosu historyk udaje, że nie wie, dlaczego w okresie najważniejszych starań polskiego premiera o porozumienie z Niemcami w sprawie granicy zachodniej, nie sposób było nie troszczyć się o spokój z istniejącym jeszcze przecież ZSRR, którego wojska dalej stacjonowały w Polsce, trudno mi uwierzyć, że to wynik dziennikarskiej ignorancji, a nie intencja, by w niczym z ogromnego dorobku pierwszego premiera Rzeczypospolitej Polskiej nie pokazać czegokolwiek zasługującego na naszą wdzięczność.

Mam nadzieję, że może był to jedyny tak żałosny artykuł, w którym uczciwości trudno było się doszukać. Ale nie sposób się tym nie martwić, choćby dlatego, że na sąsiedniej stronie tej samej gazety zamieszczono fotografię watykańskiego dostojnika zajmującego się mediami, a świętującego w Polsce inaugurację roku akademickiego na katolickiej uczelni. Nie potrafiłam pogodzić jednego z drugim.

comments

Leave a Comment