Posted on: 17 października 2020 Posted by: Barbara Niedźwiedzka Comments: 0

Co powiedzielibyśmy, gdyby ludzie ścigali i osaczali koty lub psy, zabijali je, ranili, a potem urządzali wokół tego zbiorowe obrzędy? Co powiedzielibyśmy, gdyby wokół rzeźni leżały niedobite, konające w bólu zwierzęta? Co, gdyby pracownicy rzeźni chcieli zabierać swoje dzieci do pracy?

 

Nienawiść obchodzi stulecia

Zza pni

wynurza czarne dziury luf.

Narośl na locie ptaka

poderwanego do ołowiu,

niebo w podskoku zająca

rozcięte na pasztet.

Gałązka rogów

wyrąbana z łba

krwawi na ścianie

rozbielonej nocy.

Obok dwururka,

do strzału

złożone oczy 

(Józef Ratajczak. Sezon polowań )

 

Wydawnictwo Universitas wdało ostatnio odważną książkę: „Etyczne potępienie myślistwa”, pod redakcją prof. Doroty Probuckiej. Jak ujęła to jej redaktorka, książkę napisaną w imieniu bezsilnych. Dla wyjaśnienia, ta bezlitosna analiza nie dotyczy koniecznych działań łowczych, tylko myślistwa uprawianego dla rekreacji, sportu i przyjemności.

Kiedy czyta się ten obszerny zbiór naukowych analiz, esejów i świadectw, narasta w czytelniku zdumienie. Jak to jest w ogóle możliwe, że w XXI wieku, w wysoko cywilizowanym świecie, społeczeństwo może tolerować zachowania w tak oczywisty sposób nieetyczne?

A to wszystko to codzienność, tyle, że codzienność dzikich zwierząt, inaczej zakwalifikowanych w prawie niż zwierzęta hodowlane, choć tak samo czujących strach i ból. Każdego roku, gdzieś w szuwarach, trawie, dogorywa w bólu ok. 500 tysięcy postrzelonych bez żadnej konieczności ptaków, gdzieś w lesie kona ok. 66 tys. dużych zwierząt, nigdy nieodnalezionych przez polujących. To efekt „hobby” 128 tysięcy ludzi, spędzających w ten sposób wolny czas. Ludzi przepełnionych, jak deklarują, miłością do przyrody. Każdego roku w Polsce myśliwi zabijają około 1 500 000 zwierząt. Codziennie zabijają ptaki, lisy, króliki, dziki, zające, jelenie, sarny, daniele ich młode: cielęta, koźlęta, jagnięta. 32 gatunki zwierząt. Precyzyjny kalendarz zabijania można znaleźć na stronie Polskiego Związku Łowieckiego.

Jak to możliwe? – pytają autorzy książki. Jak taka zabawa może mieścić się w moralności współczesnego człowieka, w środku Europy? Odpowiadają etycy, psycholodzy, pedagodzy, prawnicy i biolodzy, a także byli myśliwi. Warstwa po warstwie zdzierając z tego procederu gładkie uzasadnienia, przebrania, maski skrywające jego prawdziwą naturę. Demaskują przede wszystkim fałsz używanych przez myśliwych argumentów.

Ten fałsz to przede wszystkim przedstawianie polowania jako wyrazu miłości do natury. 

„Gdyby ktoś powiedział o wiszącym w galerii obrazie, że jest tak piękny, iż należy go zniszczyć, większość słyszących tak nietypową opinię uznałaby autora takich słów za „wariata”, osobę intelektualnie i emocjonalnie ułomną” – można przeczytać w „Etyczne potępienie myślistwa” .

Dorota Probucka przeprowadza wstrząsającą analogię między psychiką myśliwych i seryjnych morderców. U jednych i drugich podobne jest pragnienie zabierania komuś życia i powtarzania tej czynności, podobne doświadczanie przyjemności w poszukiwaniu ofiary, budowaniu zasadzek, pogoni za nią, ekscytacja wynikająca z cudzej słabości, przerażenia, cierpienia i śmierci, analogiczne rytuały, trofea. Podobna potrzeba rozładowywania wewnętrznych napięć przez zabijanie. W odróżnieniu od morderców myśliwi potrzebują wzmocnienia swojej motywacji poprzez rywalizację, nagradzanie, tworzenie zamkniętych społeczności ludzi „wtajemniczonych”. Potrzebują też obrzędów neutralizujących nagą prawdę, trochę podobnie jak sekty.

Inne zafałszowanie, to twierdzenie, że myśliwi opiekują się przyrodą. Tak naprawdę od zawsze przyczyniają się do psucia jej naturalnych mechanizmów, nie tylko zabijając tylko pewne gatunki, ale i dokarmiając dzikie zwierzęta, hodując niektóre z nich dla potrzeb polowań lub celowo utrzymując niską liczbę drapieżników. Na 400 stronach książki jej autorzy przytaczają dane, fakty, świadectwa. Dowodzą, że polujący „opiekunowie przyrody” to w większości ludzie ignorujący aktualną wiedzę o zwierzętach. Ignorują, gdyż ta wiedza byłaby w niewygodna, stałaby w sprzeczności z deklaracjami o miłości do przyrody, o sprawowaniu opieki. Myśliwi w Polsce zostawiają w przyrodzie każdego roku ok. 460-640 ton wyjątkowo szkodliwego dla wszelkiego życia ołowiu. I tylko oni mogą to robić bezkarnie. Do tego, straszą społeczeństwo wyolbrzymiając lub mówiąc nieprawdę o zagrożeniach ze strony zwierząt, podczas gdy sami w dużej mierze odpowiedzialni są za rozprzestrzenianie się chorób, np. afrykańskiego pomoru świń, a wypadki powodowane przez zwierzęta to rzadkie incydenty. Demaskując tego rodzaju nieprawdy, naukowcy sarkastycznie pytają: w jaki sposób zagrażają nam, zabijane tysiącami, ptaki?

Choć współcześnie tylko 10% społeczeństwa popiera myślistwo rekreacyjne, nadal trwa ono w biernej akceptacji wiekami uświęconej tradycji. Ludzie nie zwracają uwagi na fałsze, nie chcą wiedzieć o szkodach. Dlaczego? Słowo „tradycja” pojawia się w książce 134 razy. Magia obrazów pięknych koni, chartów, charakterystycznych strojów, kapeluszy z piórkami, braterstwa, trąbki i bigosu, ziemiańskiego życia, asocjacje z kulturą gentlemanów, zajęciem królów, elit. To obrazy utrwalone przez sztukę, dzieła kultury, literaturę. Piękna forma tworzy szybę, za którą zło, agresja, bezwzględność, strach, krew, cierpienie, celebrowanie zabijania w atmosferze zabawy i w oparach alkoholu, tracą dla większości moralne znaczenie.

Społeczeństwo coraz wyraźniej widzi drastyczną prawdę, a polowanie częściej postrzegane jest jako nikomu niepotrzebny atawizm. Jednak wciąż nie chcemy odłożyć myślistwa dla przyjemności i sportu do muzeum. Nie zmieniamy prawa, nie powołaliśmy instytucji zawodowych myśliwych, a liczba kół łowieckich stale rośnie. Związek Łowiecki złożył w 2019 roku wniosek do Narodowego Instytutu Dziedzictwa o wpisanie polskiej kultury łowieckiej na listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, co na zawsze ma zapewnić „obyczajowi” bezkarność. Stale walczy też o ponowne dopuszczenie dzieci do udziału w polowaniach.

Autorzy zawartych w książce artykułów wskazują powody takiego stanu rzeczy: trwającą tysiące lat społeczną akceptację, która dała polowaniom status kulturowej normy; ukryte aspiracje (polują współcześni „władcy”, politycy, biznesmeni, ludzie wpływowi); wreszcie polowania to po prostu dochodowy biznes. Lasy Państwowe w 2017 roku zarobiły na polowaniach 61 mln zł, koła łowieckie w 2016 – 72 mln zł. To wszystko sprawia, że dla jakieś części społeczeństwa udział w polowaniu to jednak dowód powodzenia, przynależności do kategorii ludzi uprzywilejowanych. Dodajmy, że prawo chroni rozrywkę i pieniądze ludzi, którzy polują, wśród których są także tego prawa ustawodawcy. Koło się zamyka. Ustanowienie odpowiedzialnych za konieczny odstrzał zawodowych służb pozbawiłoby wielu decydentów możliwości rekreacji, a niektórych – zysku. Dlatego w naszej kulturze polowanie pozostaje ostatnim refugium, w którym wolno zabijać dla przyjemności.

W książce poruszany jest też problem akceptacji tego rodzaju myślistwa przez Kościół. Także w tym przypadku, wobec utrwalonych przez wieki schematów traci swoją moc ewoluująca wraz z ludzkim poznaniem egzegeza Pisma Świętego, zapisy Katechizmu, świadectwa świętych. To nic, że mówią o obecności Boga w każdym stworzeniu, o tym, że każda żywa istota jest chciana i odzwierciedla na swój sposób Jego mądrość i dobroć, że Ten otacza je troską. Na nic słowa o niezadawaniu niepotrzebnego cierpienia, przywoływanie świadectwa świętych. Moralny namysł nad powinnościami współczesnego chrześcijanina wobec zwierząt jest w Kościele prawie nieobecny. Pomimo ekologicznej encykliki Laudato si papieża Franciszka, w której z wielką mocą papież podkreśla, że wszelkie okrucieństwo wobec jakiegokolwiek stworzenia jest sprzeczne z godnością człowieka, wielu księży poluje, odprawia Msze św. za powodzenie w zabijaniu. Wśród ponad 100 organizacji które poparły publikację gdyż sprzeciwiają się myślistwu hobbystycznemu oraz udziałowi dzieci w polowaniach znajduje się tylko jedna mieniąca się chrześcijańską: Centrum Etyki Chrześcijańskiej im. Tadeusza Ślipko.

Ze wszystkich przytaczanych w książce faktów najbardziej wstrząsające są cytaty z kodeksów etyki łowieckiej i z publikacji Polskiego Związku Łowickiego. Pełne technicznych szczegółów, instruujące jak zabijać, jak tropić, jak osaczać, jak dobijać, jak po cechach śladów krwi rozpoznawać skąd krwawi zranione zwierzę. Jaki jest człowiek, który tak dobrze rozróżnia rodzaje „farby”; ilu zwierząt nie zabił od razu; jak wychowuje tego, któremu daje wskazania? Ile zwierząt zrani ten, który  jeszcze nie ma wprawy? To te szczegóły i relacje byłych myśliwych, w mojej opinii, najlepiej pokazują prawdę o polowaniach.

Największa trudność, jaka współcześnie stoi przed ekoetyką, ekoflozofią to przedefiniowanie wielosetletniej tradycji myślenia o powinnościach człowieka wobec środowiska, to podważenie ugruntowanego przez religię chrześcijańską przekonania, że człowiek czyniąc sobie ziemię poddaną, może robić z nią i ze zwierzętami wszystko co zechce. Pokonanie silnego lobby myśliwych możliwe będzie tylko wtedy, kiedy dokona się tu zmiana świadomości pozwalająca przekroczyć nawyki i tradycję. Ta książka bez wątpienia będzie miała w to istotny wkład.

„Etyczne potępienie myślistwa” to nie pierwszy głos potępiający zabijanie zwierząt dla przyjemności. Autorzy powołują się na wielu swoich poprzedników, m.in.: Alberta Schweitzera, Władimira Czertkowa, W. Borejko, ks. Tadeusz Ślipko, ks. Stanisława Musiała. To jednak pierwsze w naszym kraju tak bezkompromisowe zbiorowe wystąpienie środowiska akademickiego, etyków, naukowców, świadków zła. Domagają się zakończenia, ucięcia zupełnie niepotrzebnej nici w gobelinie naszej kultury. W imię moralności godnej naszych czasów. Mają wsparcie w setkach działaczy ruchu antymyśliwskiego. Domagają się zmian w prawie, gdyż: konkretne przepisy prawa stanowionego, gdy przekroczą określony próg niegodziwości lub niesprawiedliwości, tracą charakter norm prawnych”.

Każdy, kto nie chce żyć w świecie fikcji i romantycznych wyobrażeń o polowaniach, powinien tę książkę przeczytać. Byłoby dobrze, gdyby przejrzeli się w jej lustrze sami polujący.

„Etyczne potępienie myślistwa” pod red. Doroty Probuckiej, Wyd. Universitas, Kraków 2020.

 

 

 

 

comments

Leave a Comment