Cóż to za fraza? Kto ośmielił się w jednym zdaniu napiętnować katów i ofiary Zagłady? Kto powiązał ich łącznikiem „polskiej podłości”? Czy miał jakiekolwiek prawo wygłosić taką opinię, pozornie relatywizującą kwestie grzechu i zbrodni, ofiary i męczeństwa? Słowa użyte w tytule znajdziemy w wyjątkowym dokumencie, relacji naocznego świadka i uczestnika Holocaustu – Calka Perechodnika, opublikowanym wiele lat po opisywanych wydarzeniach pt. „Spowiedź”. „Sadyzmowi niemieckiemu, podłości polskiej i tchórzostwu żydowskiemu”, taką przewrotną dedykację wpisał na pierwszej stronie swoich wspomnień, spisywanych w 1943 r., gdy ukrywał się w Warszawie. Pełna i oryginalna wersja tego dokumentu ukazała się po raz pierwszy w 2004 r. nakładem Ośrodka „Karta”. Przeczytałem relację Perechodnika dopiero teraz, mając za sobą szereg lektur, wspomnień, filmów dotyczących Zagłady, wstrząsających, prowokacyjnych, pobudzających do refleksji. Żadne z nich nie pozostawiło jednak wrażenia takiej autentyczności, szczerości i bezkompromisowości jak „Spowiedź”.

Calek Perechodnik był Żydem z Otwocka, wykształconym we Francji inżynierem. Choć zapewne słuszniej byłoby powiedzieć, że był Polakiem żydowskiego pochodzenia, gdyż podkreślał swój polski patriotyzm, wychowany był w polskim języku i kulturze. Był jednym z tych Polaków, którzy zachowując szacunek dla swych żydowskich korzeni, pozostawali lojalni wobec swej ojczyzny – Polski, jej kultury, tradycji i języka. O takich jak on pisał Jan Paweł II w „Pamięci i tożsamości”: Pamiętam, iż co najmniej jedna trzecia moich kolegów ze szkoły powszechnej w Wadowicach to byli Żydzi. Z niektórymi się przyjaźniłem. A to co u niektórych z nich mnie uderzało, to był ich polski patriotyzm… Ten sentyment do ojczyzny nie był łatwym, szczególnie w latach 30-tych, gdy nasiliły się antysemickie działania środowisk nacjonalistycznych, których przejawem były m.in.: walka o numerus clausus i getta ławkowe na uczelniach, bojkot handlu żydowskiego, i pogromy, jak ten najbardziej znany w Przytyku. Po śmierci Piłsudskiego jego nieudaczni sukcesorzy próbowali wzmocnić swą pozycję polityczną przyłączając się do antysemickiej retoryki prawicy. „Walka ekonomiczna – owszem, ale krzywdy żadnej”, ogłaszał z trybuny sejmowej ostatni premier II RP Felicjan Sławoj Składkowski, aprobując w ten sposób dyskryminację części obywateli RP.

Taki był kontekst relacji Calka Perechodnika, młodego, wykształconego, szczęśliwie zakochanego człowieka, który nie pragnął niczego więcej niż szczęśliwie żyć ze swą ukochaną żoną i córeczką, pracując zgodnie ze swym wykształceniem i kwalifikacjami. Okazało się, że dla Polski ważniejszym niż patriotyzm i umiejętności jej żydowskich obywateli, było ich pochodzenie. Mimo to Żydzi polscy poszli we wrześniu 1939 r. walczyć za kraj, który uważali za swą ojczyznę. W szeregach Wojska Polskiego w 1939 r. walczyło 100 tys. Żydów, śmierć poniosło ok. 7 tys. z nich, a 20 tys. odniosło rany. Perechodnik po zakończeniu walk wrócił do Otwocka i podzielił los swych żydowskich współbraci zamkniętych w getcie, poddanych coraz bardziej restrykcyjnej i upokarzającej polityce władz niemieckich. W 1942 r. Niemcy przystąpili do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”, które dla Żydów oznaczało wywózki do obozów śmierci – Treblinki, Bełżca, Brzezinki. 19 sierpnia 1942 r. wywieziono Żydów z Otwocka, miedzy nimi żonę i córeczkę Calka Perechodnika. On sam, jako członek Getto Polizei – policji gettowej, ocalał, nie zdołał jednak ocalić dwóch najbliższych istot. Sam siebie znienawidził. Nie tylko Niemców, Polaków, nie tylko własny naród, także samego siebie. Taki jest kontekst relacji, którą spisał rok później.

Calek Perechodnik pisze na gorąco, jego słowa wyrażają opinie nieskażone późniejszą refleksją, emocje, którym daje wyraz, zachowują walor autentyczności, nie ma w nich filtru doświadczeń następnych lat. W jego słowach dotykamy autentycznej świadomości tych, którzy cierpieli nie wiedząc jak wszystko to się skończy, doświadczamy historii niezapośredniczonej. Perechodnik nie ubolewa, nie biada, jest daleki od martyrologicznego tonu, co czyni jego relację tym bardziej wiarygodną. Czytając ją dziś, po wielu dziesięcioleciach, nie mamy wrażenia, że obcujemy z czymś odległym, egzotycznym, skrajnie odmiennym od naszej wrażliwości. Język i refleksje autora zdają się nadzwyczaj współczesne, dają nam szansę wniknięcia w emocje ludzi z epoki tak już odległej. On, czując, iż coraz wyższy mur dzieli go od „rdzennych Polaków”, boleśnie doświadcza bezduszności tych, którzy przychodzą namawiając do oddania domu, mebli, ubrań, bo „wam to już przecież niepotrzebne”. Pomimo to, Polska jest dla niego jedyną wyobrażalną przyszłością, pozostaje polskim patriotą, nawet wtedy, gdy rodacy traktują go jako obcego. Nikogo nie oszczędza, choć jest w pełni świadom hierarchii win, nie idealizuje też własnych, żydowskich rodaków. Jakże bliski jest opiniom wyrażonym 20 lat później przez Hannah Arendt w pamiętnym „Eichmannie w Jerozolimie”.

Warto dziś czytać relację Calka Perechodnika. Ona pokazuje całą tragedię człowieka myślącego, wrażliwego, nie zaprzedanego żadnej ideologii, krytycznego wobec ludzi i świata w okolicznościach zła absolutnego. Przede wszystkim jednak jest to świadectwo konfrontacji polskiego patriotyzmu wielu Żydów z odrzuceniem, „podłością”, ich polskich współobywateli w momencie największej próby. Większość Żydów, obywateli II RP, nie poczuwała się do polskości w żadnym sensie tego sformułowania. Byli oni lojalni wobec polskiego państwa dlatego, że zapewniało im oczekiwany zakres autonomii kulturalnej i religijnej oraz równouprawnienie ekonomiczne. Inni, tacy jak Perechodnik, identyfikowali się z Polską i dlatego tak boleśnie odczuwali wszelakie formy odrzucenia. Reagowali poprzez powrót do swej czysto żydowskiej tożsamości, wyrzekali się dawnego sentymentu do polskości, niekiedy usiłowali zachować równowagę poprzez stosowanie ironii i sarkazmu, dystans wobec nieznośnej rzeczywistości. Takim jest dzieło Perechodnika, który zdaje relacje z wydarzeń tragicznych, śmierci bliskich, zagłady całej społeczności, z aktów bestialstwa, małości i obojętności im towarzyszącym. Jednocześnie stara się zachować dystans, uczynić swe sądy obiektywnymi, pozostać chłodnym obserwatorem.

Poraża stale obecne w tle relacji poczucie winy. Za późno, zbyt mało konsekwentnie, nieskutecznie, to wszystko zarzuca sobie autor, rozdrapując jątrzącą ranę, jaką jest wspomnienie o wywiezieniu i śmierci żony, i córeczki. On sam ocalał, choć nie na długo. Jakżeż ludzkim jest jego poczucie winy, chyba silniejsze niż nienawiść wobec tych, którzy naprawdę spowodowali jego nieszczęście. Przecież nie ulega wątpliwości, kto spowodował śmierć jego bliskich, on jednak nie potrafi się uwolnić od jątrzącego poczucia swego mniemanego grzechu. Widzi źdźbło we własnym oku, jaśniej niż belkę w oku bliźniego. Warto dziś czytać Calka Perechodnika, Człowieka, Polaka, Żyda. Jego przejmująca relacja może nam pokazać jak powierzchowne, wyzbyte ludzkiej i historycznej wrażliwości, bywają nasze urazy i obrazy wokół spraw polsko – żydowskich. Na ile nasze święte oburzenie wobec tego, czy owego przejawu przypisywania nam współudziału w Zagładzie, bywa wyrazem braku ludzkiej wrażliwości i historycznej wiedzy?

P.S.

Polecam również lekturę kontrowersyjnego tekstu Tomasza Żukowskiego: Savoir-vivre. Ironiczne strategie w „Spowiedzi” Calka Perechodnika.

http://rcin.org.pl/Content/49701/WA248_66879_P-I-2524_zukowski-savoir.pdf

„Spowiedź” jest również ciekawym kontrapunktem dla opublikowanej niedawno i niezmiernie popularnej powieści Szczepana Twardocha: „Królestwo”.

 Choć oczywiście najpierw należy przeczytać samą „Spowiedź”.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.