Posted on: 20 maja 2018 Posted by: ks. Andrzej Perzyński Comments: 0

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 20 maja 2018

NIEDZIELA ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

J 15, 26-27; 16, 12-15

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Gdy przyjdzie Paraklet, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On zaświadczy o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku.

Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi».

 

W samym opisie Pięćdziesiątnicy (Dz 2) zauważamy moment, w którym Duch otworzył drzwi Wieczernika. Nie uczynił tego wcale przy pomocy wichru i ognia, lecz dokonując radykalnego nawrócenia apostołów. Kiedy wchodzili do owej „sali na górze” dwa miesiące wcześniej, byli ciągle jeszcze ludźmi skoncentrowanymi na sobie – spierali się o to, gdzie który ma zasiadać i kto z nich jest najważniejszy. Kiedy w mocy Ducha otwierają drzwi w Pięćdziesiątnicę, czynią to jedynie po to, by w tych językach, w jakich On pozwala im mówić, wychwalać wielkie dzieła Boga. Już nie zabiegają o swoją chwałę. Nie przybierają narcystycznych postaw zapatrzonych we własne lustrzane odbicie. Liczy się tylko Bóg, Jego chwała, Jego moc. Duch dokonał w ich życiu prawdziwie kopernikańskiego przewrotu.

Kiedy zależy nam na chwale Boga – wychodzimy do ludzi z Dobrą Nowiną, otwieramy drzwi, które kazała nam wcześniej zaryglować od środka małoduszna troska o samych siebie. Bez mocy Ducha nigdy byśmy ich nie otworzyli.

Jedna ze starotestamentowych opowieści mówi, że był czas, kiedy ludzie zamierzali zbudować wspólny swój dom pełny chwały i bezpieczeństwa. Lecz Bóg pomieszał ich języki i rozpadła się nieukończona wieża Babel. Historia z Dziejów Apostolskich jest jakby pozytywnym przeciwieństwem tamtej opowieści. Ci przygnębieni i bezsilni ludzie byli nieopisanie dalecy od wszelkich myśli o pomnikach ludzkiej omnipotencji. Zostali powołani do głoszenia Dobrej Nowiny a mieli świadomość własnej niewydolności: imperialny świat był bardzo wielki, bardzo wspaniały, mądry i mocny, wspaniale zorganizowany; oni zaś byli słabi i zbyt prości. To, co się im wydarzyło w dzień Pięćdziesiątnicy w Wieczerniku – było darem wymodlonym, ale też niespodziewanym. Darem Obecności. Nie było już w nich lęku. Nie musieli szczelnie zamykać drzwi swego schronienia.

Paru oszołomionych swą wolnością Galilejczyków stojących przed różnojęzycznym tłumem. A każdy z owego tłumu słyszał ich mówiących swoim językiem. Mówili o wielkich rzeczach. Byli rozumiani.

Dla nas w Polsce w ostatnich latach chyba jeszcze ten okres nie przyszedł. My wciąż jeszcze – mimo wszechobecnych bogo-ojczyźnianych deklaracji – budujemy narodową wieżę Babel. Tamci, z czterech stron imperialnego świata, ludzie wpadali w osłupienie, ponieważ każdy z nich z osobna słyszał własną mowę z nie swojskich przecież ust Galilejczyków. Dzisiaj w sferze publicznej wszystko co nie swojskie jest podejrzane. Ponadto my dziś nierzadko także wpadamy w osłupienie, jednakże z powodów najdokładniej przeciwnych: słyszymy bowiem często słowa na pewno znajome i swojskie, ale nie wiemy, co też mogłyby znaczyć. Często te słowa oznaczają rzeczy odwrotne, niż powinny znaczyć. Są to słowa ukrywające ich prawdziwe znaczenie np. określające zwykły podatek daniną solidarnościową. Często słowa nie znaczą nic. W medialnej przestrzeni publicznej musimy wysłuchiwać w znużonym osłupieniu namaszczonych mów bębniących jak deszcz w rynnie. A przecież słowa są znajome, na pewno. Cóż z tego?

Niespodziewanie aktualna i nieodzowna dziś staje się papieska modlitwa wypowiedziana nad Polską w innych czasach, jak się okazuje niezupełnie innych: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”.

 

comments

Leave a Comment